2 października 2015

Rozdział II. Wędrówka przez piekło

Apollo

Jeżeli przeciętny człowiek przyjrzy się Trójkątowi Bermudzkiemu, nie zobaczy na jego obszarze nic nadzwyczajnego. Ot, tony litrów wody, które wypełniają Ocean Atlantycki. Nic ponadprzeciętnego, nic wartego uwagi. Nic, co by wyjaśniało tajemnicze zaginięcia dziesiątków samolotów i statków. Jeżeli jednak na ten obszar popatrzy bóg lub heros, w samym jego środku ujrzy maleńki zielony kwadracik. Przy odrobinie spostrzegawczości wkrótce dostrzeże, że kwadracik ten bardziej przypomina okrąg, a kolor zielony miejscami ustępuje różowemu. Będąc dociekliwym, spróbuje poznać odpowiedzi. I jeśli będzie miał pecha, przyjdzie mu je poznać.
Słońce dawno zniknęło za horyzontem, a Atlantyda pogrążyła się w mroku. Większość jej mieszkańców już spała, śniąc o lepszej, wolnej od zmartwień rzeczywistości. Wyjątkiem był chodzący wzdłuż wodospadu mężczyzna. Jego wędrówka w tę i z powrotem wzdłuż brzegu trwała już od paru godzin i jedynie szum spływającej wody zagłuszał jego niecierpliwe kroki. Potwornie mu się nudziło i nawet wpatrywanie się w swoje odbicie w tafli wody nie poprawiało mu humoru, ponieważ jego pokręcone od wilgoci włosy wyglądały okropnie. Rzadko się denerwował, ale wraz z każdą minutą spóźnienia siostry jego nastrój się pogarszał. Pewnie zobaczyła jakiegoś zajączka i nie mogła się powstrzymać, musiała zapolować na biedaka, mruczał pod nosem, wciskając dłonie do kieszeni spodni. A ja tu na nią czekam i czekam, jak jakaś... Patientia.
Podobnym żalom nie było końca, ponieważ Apollo nie odpuszczał żadnej okazji do ponarzekania na swój marny los, nawet jeśli nikt tych jęków nie słyszał. Kiedy księżyc zaczął się chować, a niebo przybrało zwyczajową różową barwę, wreszcie nastała wyczekiwana przez niego całkowita cisza. Ucichł szum wody, ucichły nawet kroki boga. Woda na chwilę zatrzymała się na górze wodospadu, ukazując to, co znajdowało się za jego taflą, a mianowicie wykute w skale złote drzwi. W tej samej chwili, w której się otworzyły, na powierzchni jeziora pojawiły się duże kamienie, tworząc prowadzącą na brzeg ścieżkę. Ze znajdującej się po drugiej stronie wrót gęstej mgły wyłoniła się ubrana w bojówki i top koloru khaki kobieta. Cała złość boga się ulotniła, gdy zaczęła ona zwinnie przeskakiwać po kamieniach w jego stronę.
– Pomyśleć by można, że Bogini Łowów powinna odznaczać się szybkością – powitał siostrę, łagodząc przytyk figlarnym mrugnięciem. Miał wyjątkową zdolność łagodzenia najostrzejszych słów urokiem osobistym, dzięki czemu wszystko zawsze uchodziło mu na sucho.
– A Bóg Wróżb cierpliwością – odparła oschle Artemida, zeskakując z ostatniego kamienia. W przeciwieństwie do brata, nie odziedziczyła po rodzicach podobnej zdolności. – Naprawdę, Apollo, jest tyle pożytecznych rzeczy do zrobienia, a ty zdecydowałeś się czekać na mój powrót?
– Właściwie to chciałem pójść spać... – Jego słowa częściowo zagłuszył szum wody, która zaczęła ponownie spływać w momencie, gdy Artemida opuściła powierzchnię jeziora.  Rozmawiałaś z Zeusem, moja ty łączniczko ze światem rzeczywistym?
– Rozmawiałam, mój ty skłonny do dramatyzmu bracie – wywróciła oczami i odwróciwszy się na pięcie, ruszyła do przodu, oczekując, że podąży za nią. Kiedy rozdzieliła dłońmi zagradzające jedną ze ścieżek krzewy, kontynuowała – Niestety Pan Buc stwierdził, że rozmiar twojej zbrodni jest zbyt wielki, by mógł ci pozwolić opuścić Atlantydę wcześniej.
Spodziewał się takiej odpowiedzi, ale nadal był pełen entuzjazmu. Choć w słowach siostry brzmiała rezygnacja, on wiedział, że Olimp stawał się bez niego zbyt ponury, by egoistyczny Pan Piorunów mógł długo więzić go na wyspie.
– W takim razie będziemy musieli spróbować jeszcze raz – odparł lekko, starając się, by nie wychwyciła nuty rozczarowania, która mimo pewności przyszłych działań Zeusa, wkradła się do jego serca.
Dotychczas Artemida rozglądała się niespokojnie na wszystkie strony, chcąc przeniknąć spojrzeniem panujący w lesie mrok, a jedną dłoń trzymała na kołczanie. Dlatego gdy po jego słowach zatrzymała się gwałtownie, szybkim ruchem zdjął jej łuk z pleców i stanął przed nią, mierząc w nieistniejącego przeciwnika. Wiele osób uznałoby to zachowanie za odważne i honorowe, Artemida jednak jedynie się zniecierpliwiła.
– Znowu nie wziąłeś swojego łuku? – spytała, odbierając przyrząd z jego dłoni i ponownie zawieszając go sobie na ramieniu.  Doprawdy, Apollo, czy ty uważasz, że twój urok osobisty ochroni cię przed czającymi się na Atlantydzie niebezpieczeństwami?
Odwrócił się do niej przodem i uśmiechnął zawadiacko:
– Wiesz, wcześniej o tym nie myślałem, ale faktycznie jestem zbyt przystojny, by mnie zjeść...
Zbyła te słowa wywróceniem oczami, jednak gdy ponownie ruszyła do przodu, wyraźnie zmarkotniała.
– Obawiam się, że nie będziemy mogli już zanosić do Zeusa próśb o wcześniejsze ułaskawienie – wyznała, starając się nie patrzeć bratu w oczy. – Był dzisiaj naprawdę nie w humorze... Chyba Hera dowiedziała się o jego romansie z Letą... W każdym razie, zrobił się naprawdę zły, gdy poruszyłam z nim kwestię twojego zesłania i... tak bardzo mi przykro, Apollo! Powiększył twój wymiar kary o następne pięćdziesiąt lat.
– Pięćdziesiąt lat więcej? – powtórzył, a dłoń, którą chciał odgarnąć niesforne loki z czoła, zamarła w powietrzu.  Chcieliśmy wynegocjować pięćdziesiąt lat mniej!
– Przykro mi – odparła cicho, a on wiedział, że czuła się odpowiedzialna za to, co się stało. Choć był wściekły na decyzję Pana Piorunów, nie byłby sobą, gdyby nie przedłożył jej samopoczucia nad swoje. Przejechał dłońmi po twarzy, próbując odgonić myśli o swojej przyszłości i objął przybitą siostrę ramieniem. Ruszyli powoli do przodu, ledwo mieszcząc się we dwoje na wąskiej ścieżce.
– To nie jest twoja wina, Temi – powiedział, starając się, by nie mogła wychwycić rozczarowania w jego głosie. – Nasze życie zależy od zmiennych nastrojów ojca, więc możemy winić tylko jego.
Uśmiechnęła się do niego z trudem.
– Ciekawą mamy rodzinkę, prawda?
– Wydaje mi się, że napisali nawet o niej książkę – mrugnął, na co roześmiała się cicho, strasząc jakieś ukryte poród krzaków żyjątko. Apollo był jedyną osobą na świecie, która umiała sprawić, by uniosła kąciki ust ku górze.
Przez dwadzieścia minut kluczyli między drzewami, powoli zbliżając się do Doliny Zieleni. Las był ciemny i złowrogi, a panującą w nim ciszę zakłócały jedynie ich kroki. Artemida była spięta i ciągle odwracała się za siebie, w przeciwieństwie do Apolla, którego myśli zaprzątała jedynie niesprawiedliwość Zeusa. Po co zresztą miałby się przejmować niebezpieczeństwami Atlantydy, skoro miał przy sobie Wielką Łowczynię? Takie właśnie lekceważenie sprawiło, że niemal wpadł na łanię, która wyłoniła się spośród ciemności tuż przed nim. Podczas gdy on próbował złapać równowagę, zwierzę spojrzało na niego z wyższością i zrobiło krok w stronę swej pani.
– Już myślałam, że zgubiłaś drogę – powitała ją Artemida pieszczotliwym tonem, którego nie używała wobec nikogo, prócz zwierząt. Ilekroć Apollo żałował, że nie była tak miła względem niego, przypominał sobie, iż ręce, które w jednej chwili z czułością gładziły kark zwierzęcia, w drugiej bez wahania mogły go skręcić. – Czy Janus przekazał ci to, o co go prosiłam?
Łania, będąca jedną z czterech Cerynitis, które Artemida wzięła pod swoją opiekę kilka tysięcy lat temu, skinęła głową. Zwierzęta te były niezwykle inteligentne i zapatrzone w swoją panią (choć zdaniem Apolla jedno z drugim się wykluczało), przez co bogini zlecała im dużo ważnych zadań. Jeszcze nigdy jej nie zawiodły i podobnie było tym razem. Łania kerynejska przekrzywiła głowę, ukazując przywiązany do szyi woreczek, po czym popatrzyła na nich wyczekująco i zniknęła między drzewami. Artemida pociągnęła brata za rękę i uśmiechnęła się tajemniczo:
– Chodź, będziesz chciał to zobaczyć.
Apollowi nie za bardzo spodobała się myśl o podążaniu za zwierzęciem, ale świadomość, że zboczyli z głównej drogi, wokół było ciemno, a gigantyczne pająki lubiły tę porę nocy, sprawiła, że nie miał wyboru. Gwoli wyjaśnienia, Apollo wcale nie bał się pająków. To po prostu pająki bały się jego, a on nie chciał narażać tych biednych stworzeń na traumatyczne spotkania.
Po kilku minutach wędrówki zwierzę zatrzymało się między dwoma nachylającymi się ku sobie drzewami. Zmęczony bóg rozejrzał się wokół, jednak nie dostrzegł nic, co by wyjaśniało przyczynę ich wycieczki. Stali na niewielkiej polanie, którą ze wszystkich stron otulały rośliny, a światło księżyca tańczyło na porozrzucanych w pobliżu głazach. Miejsce to zdecydowanie miało swój klimat, ale piękna roślinność nie była na Atlantydzie niczym nadzwyczajnym. Artemida jednak z pełnym zadowolenia uśmiechem poklepała łanię po głowie.
– Dobra robota. Janus wyznaczył odpowiednie miejsce – powiedziała z aprobatą i odwiązała zwierzęciu woreczek z szyi. Mając świadomość dobrze wykonanego zadania, Cerynitis skubnęła kilka źdźbeł trawy i odeszła w mrok dostojnym krokiem. Bogini natomiast odwróciła się do brata, unosząc pakunek do góry. – Mam coś, co poprawi ci humor.
– Łóżko? – spytał z nadzieją.
– Coś lepszego – odparła tajemniczo, po czym przesypała z woreczka na dłoń drobny, mieniący się tysiącem kolorów proszek. Podeszła do luki między drzewami, gdzie wcześniej stała łania i powoli wysypała pył na ziemię. Zrobiła krok do tyłu, oglądając rezultat swojej pracy, a dotychczas przyglądający jej się z politowaniem Apollo, otworzył szeroko oczy ze zdumienia. Drobinki pyłu zaczęły unosić się w powietrzu, tworząc między chylącymi się ku sobie drzewami błyszczącą barierę. W zależności od kąta patrzenia, nieraz widniały za nią jedynie cienie lasu, innym razem dziwne, trudne do zidentyfikowania kształty, a jeszcze innym (i ten przypadek Apollo lubił najbardziej) można było ujrzeć odbicie samego siebie.
– Masz rację, lustro jest dużo lepsze od łóżka – stwierdził, uśmiechając się szeroko do swego alter ego i zmierzwił palcami blond kosmyki. – Och, co ta wilgoć zrobiła z moimi włosami...
– To jest Przejście, pacanie – westchnęła, stając obok niego. Ich spojrzenia spotkały się w zwierciadle; jej było pełne zadowolenia, jego zaskoczone. Od początku wiedział, że nie było to zwykłe lustro, ale nawet nie marzył, że mogło być tym, czym, jak twierdziła jego siostra, było. Powoli obszedł swoją przepustkę na wolność, oglądając ją z każdej strony i przypatrując jej się tak intensywnie, jakby w każdej chwili mogła zniknąć.
– Jak zdołałaś uprosić Janusa? – spytał w końcu, upewniwszy się, że nie robiła sobie z niego żartów.
– Obiecałam, że powiem Afrodycie, żeby go odwiedziła – machnęła ręką. – Stary numer.
– Jednak w naszych żyłach płynie ta sama krew, spryciaro – stwierdził wesoło, wkładając w podarowane przez Boga Kluczy zwierciadło palec, a następnie całą rękę. Zniknęły one z jego pola widzenia, ale na dłoni poczuł przyjemny wiatr. Zrobił krok do przodu...
– STÓJ! – wrzasnęła siostra, łapiąc go za drugie ramię i ciągnąc do tyłu. Przez jedną piękną chwilę widział zarys swego ulubionego miejsca w Holandii, Cafe Van Gogh, jednak został mu on brutalnie odebrany. Nadal znajdował się na Atlantydzie, a przed nim stała zarumieniona z przejęcia Artemida.  Janus ostrzegł mnie, że możesz skorzystać z Przejścia tylko trzy razy. Użyj go tylko wtedy, kiedy naprawdę będziesz tego potrzebował.
Jego dobry humor momentalnie się ulotnił. Tylko jeden krok dzielił go od wspaniałej, bogatej w muzykę i sztukę Ziemi. A jednak wiedział, że gdyby go teraz wykonał, mógłby tego żałować. Skoro miał spędzić na odciętej od cywilizacji wyspie jeszcze sto lat, miał zamiar wykorzystać te trzy szanse w chwilach, w których będzie do tego zmuszony. Z bólem serca odwrócił się od swojego odbicia i ponownie objął siostrę ramieniem, chcąc chociaż w taki sposób podziękować za jej gest. Rzucił zwierciadłu ostatnie tęsknie spojrzenie, po czym dwójka bogów w ciszy ruszyła przed siebie, zostawiając w tyle wspomnienie o bezpiecznym, lepszym świecie.
Podróż do Doliny Zieleni zajęła im nieco ponad dwadzieścia minut, co było marnym ułamkiem czasu, który Apollo miał jeszcze w przyszłości spędzić na wyspie. Dolina była umiejscowionym między górami miasteczkiem, zaprojektowanym przez najznakomitszych architektów z czasów świetności Atlantydy. Na jej środku stała ogromna fontanna z kryształu, wyglądem przypominająca drzewo. Z jej liści na pień skapywały krople, następnie tworząc płynny nurt, spływający do ozdobionej kwiatami misy. Szum wody słychać było nawet w najdalej położnych od centrum domach, jednak nikomu to nie przeszkadzało, podobnie jak nie przeszkadzała im wszechobecna roślinność. Dolina Zieleni była bowiem tak nazwana nie bez powodu. Na próżno szukać było w niej betonu, bruku, a nawet marmuru. Wokół głównego placu okrąg tworzyły krzewy róż, które w niektórych miejscach się rozstępowały, otwierając wejścia na boczne ścieżki. Choć deptały po nich codziennie dziesiątki stóp, trawa na nich była wiecznie tak samo zielona i gęsta i tylko dzięki obrastającym je z dwóch stron kwiatom było wiadomo, dokąd owe ścieżki prowadzą. Najczęściej prowadziły do domów, które były tak samo nietypowe, jak reszta miasteczka. W całej dolinie były dokładnie trzydzieści cztery drzewa i na każdym z nich zbudowany był mały, drewniany domek. Do tych, które znajdowały się niżej najczęściej prowadziły schodki, do tych na wyższych poziomach wbudowane w pień drabiny. Budynki wykonane były jedynie z naturalnych materiałów, głównie drewna. Wszystkie wyglądały tak samo, ponieważ ich projektanci głosili ideę równości. Domki były małe i przytulne i choć większe rodziny często miały problemy, by się w nich pomieścić, nikt nigdy nie narzekał. Wszyscy byli przyzwyczajeni do takiego trybu życia i nikt nawet nie marzył o większej prywatności. Co dziwne, wokół Doliny nie było żadnych zabezpieczeń, przez co na jej teren mógł wejść dosłownie każdy. Biorąc pod uwagę występujące na wyspie niebezpieczeństwa, mieszkańcy powinni byli o nie zadbać, ale miasteczko było jedynym miejscem, gdzie nikt się niczego nie bał. W Dolinie Zieleni nigdy nie działo się nic złego.
Kiedy Apollo odprowadził siostrę do jej leśnego obozowiska na obrzeżach miasteczka (Wielka Łowczyni miałaby mieszkać w domu? Dobre sobie!), zaczynało już świtać. Jasnoróżowy kolor nieba świadczył o tym, że musiała dochodzić piąta rano, co znaczyło, że mężczyźnie zostały jedynie trzy godziny snu. Powłócząc nogami, skierował się w stronę swojego azylu. Starając się nie usnąć, wspiął się po drabinie i wszedł do małej izdebki. Choć z zewnątrz wszystkie budynki wyglądały tak samo, wnętrze domu Boga Sztuki było niezaprzeczalnie najładniejsze w okolicy. Wykonane przez Hefajstosa meble oplatały kwiaty, ściany ozdabiały obrazy słynnych malarzy, a porozrzucane po pokoju książki tworzyły swego rodzaju artystyczny nieład. Obecnie mężczyznę interesowało jednak jedynie łóżko. Niemal przez sen zdjął koszulkę, po czym z jękiem zmęczenia rzucił się na zajmujący większość pokoju materac... I chwilę później podniósł się z niego z krzykiem, mieszającym się z krzykiem jego gościa.
– Tanatos?! – wykrztusił, patrząc na wyłaniającego się spod kołdry małego człowieczka.  Co ty, na bogów, robisz w moim łóżku?
– Czemu jesteś półnagi?! – odkrzyknął piskliwie Bóg Śmierci, zakrywając się narzutą pod samą brodę. Przez długą chwilę patrzyli na siebie, każdy z przekonaniem, że to ten drugi był niespełna rozumu. Tanatos skapitulował pierwszy, kiedy uświadomił sobie, gdzie się znajdował. Przetarł oczy po niedawnym śnie, a na jego bladą twarz wpłynęły rumieńce wstydu. Zanim miał szansę wytłumaczyć zaśnięcie w cudzym domu, zapewne zwalając winę na zasypującą go pracą Persefonę, Apollo skrzyżował ręce na piersi i westchnął ciężko.
– Co cię do mnie sprowadza, Tanatosie? – Niezapowiedziane wizyty innych bogów, nawet w tak nieuprzejmych porach, nie były dla niego niczym nowym. Jego otwartość, przyjacielskość i zdolność do poprawiania humoru przyciągały gości z całego Olimpu.
Mężczyzna podniósł się do pozycji siedzącej, a jego policzki stały się jeszcze bardziej różowe.
– Zrobiłem coś okropnego – wyszeptał tak cicho, że Apollo musiał pochylić się w jego stronę.
– Ja też – wtrącił, nagle sobie o tym przypominając. – Nie umyłem dzisiaj zębów.
Tanatos jednak wydawał się go nie słyszeć, gniotąc w dłoniach róg kołdry. Kiedy ponownie się odezwał, na jego twarzy malowała się rozpacz.
– Widzisz, jako Bóg Śmierci nie jestem zbyt lubiany, zarówno przez śmiertelników, jak i bogów. Nie zaprzeczaj, wiem, że tak jest. I nigdy nie miałem z tym problemu, ale niedawno... dla nas niedawno, według ludzkiego czasu minęło ponad dwieście lat... spotkałem pewną kobietę, która uświadomiła mi, jak złą jestem osobą. Przez moje zaniedbanie kobieta ta przez wieki wałęsała się po ziemi jako duch. Nikt nie mógł jej zobaczyć, nie mogła z nikim porozmawiać. Na początku, gdy się o niej dowiedziałem, gdy zdałem sobie sprawę ze swojej pomyłki, nie czułem kompletnie nic. Ale potem zobaczyłem w jej oczach bezgraniczny ból oraz samotność i wtedy pojawiło się we mnie uczucie, którego z początku nie mogłem zrozumieć. Była to skrucha. W tamtej chwili przyrzekłem sobie, że już nigdy nie skrzywdzę nikogo w tak okrutny sposób. Przez dwa wieki udało mi się dotrzymywać tego postanowienia... – Apollo ze zdumieniem uświadomił sobie, że jeden z najbardziej oziębłych bogów zaczął się trząść na całym ciele.  Och, co ja najlepszego zrobiłem! Gdyby chodziło tylko o tę Alexis, ale przecież na szali było życie ponad sto osób! Jak mogłem się nie domyślić, że Mojry będą chciały mnie oszukać...
Schował głowę w dłoniach i zaczął cicho łkać. Bóg Sztuki przełknął ślinę i z wahaniem przycupnął na łóżku obok niego. Dotychczas za sobą nie przepadali, ale Apollo nigdy nie umiał odwrócić się od człowieka w potrzebie i właśnie dlatego to do niego zawsze kierowano się z problemami. Położył mu dłoń na ramieniu i cierpliwie czekał, aż się uspokoi. Po długiej, przerywanej jedynie siorbaniem nosa ciszy, odezwał się cicho:
– Po kolei, Tanatosie. Co się stało?
Mały człowieczek wyjął z kieszeni fraku chusteczkę i hałaśliwie wytarł w nią sobie nos.
– Mojry mnie przechytrzyły. Sprawiły, że sto osób spotka los dużo gorszy od śmierci – wytłumaczył jękliwie, po czym niespodziewanie złapał Apolla za nadgarstek. – Musisz mi przyrzec, że się nimi zaopiekujesz. Obaj dobrze wiemy, co się dzieje z ludźmi, którzy tu trafiają... Nie pozwól, by stali się kolejnymi ofiarami tej wyspy.
– Jaki los? O czym ty... – słowa Apolla zostały zagłuszone przez przeraźliwy, przecinający powietrze szum, który z każdą sekundą się nasilał, wzrastając do stopnia prawdziwej tortury. Obaj bogowie zakryli dłońmi uszy, próbując odgrodzić się od dźwięku, jednak na nic się to nie zdało.  Co się tam dzieje?!
Apollo z impetem otworzył drzwi i słaniając się na nogach z powodowanego potwornym dźwiękiem bólu, wyszedł na ganek. Wychylił się przez barierkę i szybkim ruchem odgarnął gałęzie drzewa, pragnąc przez nie dojrzeć źródło szumu. Pierwszym, co zauważył, było to, że podobnie postąpiła większość jego sąsiadów, z których niektórzy obejmowali dłońmi uszy, inni pokazywali na coś z przerażeniem. Spojrzenia wszystkich były skierowane w tę samą stronę.
Nieco na północ od Doliny Zieleni, na tle jasnoróżowego nieba, odznaczały się dwa duże kształty. Były to części samolotu, które z ogromną prędkością przybliżały się ku ziemi.

Alexis

Śmierć miała odcień różu. I za cholerę jej się nie spieszyło.
Alexis chciała wyć z bólu, ale nie mogła. Leżała na dnie oceanu, przez którego wody prześwitywało amarantowe światło, oświetlając nawet jego najgłębsze zakamarki, łącznie z tym, gdzie znajdowała się kobieta. Powoli budziła się z przymusowego snu, ale ciało bolało ją tak bardzo, że wolałaby w nim pozostać. Razem ze świadomością powracały wspomnienia straszliwej, niewyobrażalnej katastrofy. Z cichym jękiem otworzyła oczy, żałując, że nie mogła na dłużej pozostać w odmętach niewiedzy. Nawet tak błaha czynność spowodowała, że jej głowę przeciął ból. Woda była słona, niemal parząca,jednak zmusiła się, by pozostawić oczy otwarte. Zagryzając wargi, poruszyła głową, rozglądając się po otoczeniu. Woda wokół niej zabarwiła się na czerwono, a jako że jej mózg nadal wolno funkcjonował, dopiero po chwili dotarło do niej, że była to jej krew. Biorąc pod uwagę jej nasycenie, Alexis dziwiła się, że jeszcze nie wykrwawia się na śmierć. Nie umiała stwierdzić, jak głęboko pod powierzchnią się znajdowała, ale wiedziała, że nie była to mała odległość. Jej płuca desperacko domagały się powietrza, jednak Australijka zawsze była racjonalistką. Miała świadomość, że nie zdoła wydostać się na powierzchnię dostatecznie szybko, zwłaszcza w takim stanie. Już była gotowa ponownie zamknąć oczy i pogodzić się z tym, co nieuniknione, gdy w jej umyśle rozbrzmiały twarde słowa ojca, zapożyczone od człowieka równie mocno zasługującego na szacunek, jak on: Jeśli idziesz przez piekło, nie zatrzymuj się, idź dalej.
Wspomnienie o ojcu dodało jej sił. Choćby miała polec, musiała spróbować wydostać się z otchłani. Dla niego. Nie mogła pozwolić, by został sam na świecie. Zdrętwiałymi dłońmi odszukała zapięcie pasa, przytwierdzającego ją do fotela, razem z którym oderwała się od samolotu na chwilę przed jego zderzeniem z ziemią. Gdy tylko się odpięła, odbiła się stopami od kamienistego dna oceanu i popłynęła w stronę światła. Jej ciało błagało o litość, ale zbywała je zaciśnięciem zębów. Miała wrażenie, że koło jej ucha tykał zegar, ponadto czuła, jakby rozrywano ją na kawałki. Choć poruszała się irytująco wolno, był to największy wysiłek, jaki kiedykolwiek zrobiła w życiu. Im bardziej się dusiła, tym powierzchnia była dalej, a przynajmniej tak jej się wydawało. Nie wiedziała, ile jeszcze mogła wytrzymać; mózg chciał działać, jednak ciało odmawiało posłuszeństwa. Czuła, że umierała, ale jakże bezsensowna byłaby to śmierć, gdyby spotkała ją zaledwie kilka centymetrów od tafli wody! Nie zatrzymuj się, idź dalej, idź dalej... Miała wrażenie, że pozrywała sobie wszystkie ścięgna, odpychając się od wody tak mocno, że wreszcie znalazła się na jej powierzchni. Zaczerpnęła kilka głębokich wdechów, by chwilę potem zacząć spazmatycznie oddychać, wykończona wysiłkiem.
Po minutach spędzonych w otchłani musiała mrużyć oczy przed różowym światłem dnia. Wydawało jej się dziwne, że było tak jasno, ponieważ mogłaby przysiąc, że w chwili katastrofy niebo spowijał mrok. Była niemal pewna, że sobie tego nie uroiła, równocześnie wiedziała jednak, że nie mogła spędzić w wodzie więcej, niż kilku minut. Położyła rękę na sercu, próbując uspokoić jego rytm, ale było to niewykonalne. Dryfując, rozejrzała się wokół i przez jeden przerażający moment wydawało jej się, że była sama jedna pośrodku oceanu, a w pobliżu nie było niczego, oprócz hektolitrów wody. Wtem odwróciła się i zobaczyła, że całkiem niedaleko od niej znajdowała się obrośnięta roślinnością wyspa. Uśmiechnęła się przez łzy, które nie wiadomo kiedy popłynęły z jej oczu. Jeśli tylko uda jej się dopłynąć do stałego lądu, będzie czas na ból, krzyk, odpoczynek. Teraz musiała znaleźć w sobie choć odrobinę energii, by tego dokonać.
Choć wrzeszczała z bólu, ponieważ każdy ruch był torturą, nie poddawała się. Przez kilkanaście minut rozpaczliwie wierzgała rękami i nogami, modląc się, by niespokojne wody oceanu nie znosiły jej na bok. Gdy była w stanie wyczuć stopami dno, niemal zapłakała z ulgi. Wykorzystując resztki energii, doczłapała na brzeg i osunęła się na piasek. Tak bardzo drżała z wyczerpania, że niemal nie zauważyła, iż ból zniknął. Jeszcze chwilę wcześniej bolało ją całe ciało, a teraz jedyne, co sprawiało jej dyskomfort, to wbijające się w dłonie grudki piasku. Zapewne cierpienie osiągnęło granice ludzkiej wytrzymałości, a jej organizm zareagował obronnie – mózg stwierdził, że żadnej gehenny nie było. Istniało też drugie wyjaśnienie; umarła. W tej chwili było jej całkowicie wszystko jedno, które z nich było prawdziwe.
Biorąc pod uwagę, że właśnie miała miejsce katastrofa lotnicza, na wyspie było nienaturalnie cicho. W powietrzu nie unosiły się wrzaski zrozpaczonych ludzi, nie słychać było palących się części maszyny. Przez kilka długich chwil Alexis leżała na piasku z zamkniętymi oczami i skupiała się jedynie na tym, by oddychać. Cisza martwiła ją jednak tak bardzo, że mimo osłabienia podniosła się na łokciach i rozejrzała po okolicy. Znajdowała się na skąpanej w blasku wstającego słońca szerokiej plaży, a wokół niej nie było żywej duszy. Przełknęła ślinę, czując ogarniającą ją panikę. Gnana przerażeniem, z trudem stanęła na nogi i z kieszeni spodni wyciągnęła komórkę. Powinna się była tego spodziewać, ale i tak jęknęła z rozpaczą, gdy zobaczyła, że zalany telefon nie działał. A Jude zawsze tak ją namawiał na wodoodporne etui... Przełykając łzy, ruszyła wzdłuż wybrzeża, kurczowo trzymając się nadziei znalezienia innych ludzi. Wiedziała, że gdzieś niedaleko musiał znajdować się wrak samolotu, więc choćby miało jej to zająć godziny, w końcu się na niego natknie. Była oczywiście możliwość, że właśnie tonął w czeluściach oceanu, ale blondynka po raz pierwszy w życiu wolała nie być pesymistką.
Jeszcze nigdy nie miała ataku paniki, dlatego dreszcze na ciele tłumaczyła sobie tym, że jej ubrania były całe mokre. Co dziwne, nie widziała żadnych ran. Jej skóra była całkowicie gładka, choć mogłaby przysiąc, że podczas pobytu w oceanie miała na rękach mnóstwo rozcięć. Nie mogąc znaleźć innego wytłumaczenia, ponownie doszła do wniosku, że musiało jej się wydawać, co było o tyle dziwne, że kobieta miała ponadprzeciętną pamięć. Nie dawała wiary, że mogła sobie uroić paraliżujący ból, zabarwioną na czerwono wodę... Ale czy istniało inne wyjaśnienie? Usilnie brnęła naprzód, choć jej stopy tonęły w piasku, widok oceanu przyprawiał o wymioty, a kłębiące się w jej głowie myśli z każdą sekundą robiły się coraz bardziej ponure. Podczas kilometrów marszu nie spotkała żywej duszy. Nieustannie nawoływała innych rozbitków, przez co jej gardło było całkowicie zdarte. Jej kot, Grubas, który zawsze przychodził na wezwanie, tym razem pozostawał głuchy na jej błagania. Przeważnie trzymała się linii wybrzeża, ponieważ wiedziała, że było to miejsce najlepiej widoczne dla ekipy ratunkowej, a była pewna, że ta się już wkrótce pojawi. Kilka razy jednak, pchana ciekawością, weszła między obrastające plażę drzewa i wydawało jej się, że zza każdego krzaka obserwowała ją para nieprzyjemnych ślepi. Miała świadomość, że było to jedynie wytworem jej wyobraźni, nie miała jednak najmniejszej ochoty testować granic swojej psychicznej wytrzymałości.
Przez kilka godzin tułała się po wybrzeżu, powoli tracąc resztki nadziei. Była gotowa usiąść na plaży i czekać na ratunek, gdy w oddali zobaczyła błysk żółtego światła. Momentalnie się rozbudziła i odnalazłszy w sobie nowe siły, biegiem ruszyła w tamtym kierunku. Ku jej ogromnej uldze, wokół palącego się wraku samolotu znajdowało się pełno ludzi, a jej uszu doszła dziwnie przyjemna kombinacja wrzasków, jęków i szlochów. Oparła dłonie na kolanach, oddychając ciężko i dziękując Bogu za innych ocalałych. Prędko jednak zrozumiała, że jej entuzjazm był przedwczesny. Uspokojona widokiem kilku żywych osób nawet nie zwróciła uwagi, że plaża wokół niej zmieniła kolor z żółtego na czerwony. Na piasku leżały dziesiątki zmasakrowanych ciał, lub, co gorsza, ich części. Znajdujący się najbliżej niej mężczyzna miał tak zmiażdżoną twarz, że nie dało się dostrzec jej rysów. Leżąca niedaleko dziewczyna została pozbawiona nogi. Trochę dalej, wokół pokiereszowanego chłopca klęczała dwójka ludzi. Kobieta obejmowała małe ciałko, zanosząc się od płaczu... Alexis zrobiło się niedobrze. Nie mogła na to patrzeć, musiała uciec. Zataczając się niczym pijana, ruszyła w stronę lasu. Cokolwiek złowrogiego się w nim znajdowało, nie mogło być gorsze od widoku śmierci, urwanych kończyn, rzeki krwi...
Była już na skraju dżungli, gdy usłyszała cichy jęk. Przez całą drogę starała się nie patrzeć na poszkodowanych, pewna, że po tak dotkliwych obrażeniach żaden z nich nie mógł przeżyć. Zatrzymała się raptownie i zerknęła na leżącą obok podwozia samolotu kobietę. Była ona w takim stanie, że rzeczą niemożliwą wydawało się, by nadal żyła. Australijka już miała ruszyć ponownie przed siebie, gdy po raz drugi usłyszała jęk. Poszkodowana otworzyła oczy, niemal niewidoczne na tle siniaków, opuchlizny i zadrapań. Alexis opadła obok niej na kolana, zupełnie nie wiedząc, co robić. Kobieta popatrzyła na nią, a jej usta zadrżały, jakby chciała coś powiedzieć.
– Ciii, spokojnie, jestem przy tobie – wyszeptała  blondynka, wyłamując się ze schematu głupich zapewnień pod tytułem „Wszystko będzie dobrze”. Ręka kobiety była wygięta pod nienaturalnym kątem, z rany na szyi obficie lała się krew, a z kolana... Z kolana wystawała biała kość. Nic nie miało prawa być dobrze. Palce zdrowej dłoni się niemrawo poruszyły. Alexis natychmiast zrozumiała prośbę i uścisnęła je w pocieszającym geście.
– O, cholera – odezwała się nagle ofiara, z trudem formułując słowa.
 Co się stało? – zaniepokoiła się Australijka, obawiając się, że dotykiem sprawiła jej dyskomfort.
– Wykupiłam bilet do Ameryki w tę i z powrotem – westchnęła kobieta i nie wiadomo, czy większy ból powodowały jej faktyczne obrażenia, czy ta świadomość. – Pewnie nawet nie dostanę zwrotu pieniędzy.
Kąciki ust Alexis lekko zadrżały, ale zanim miała szansę podzielić się wizją ogromnego odszkodowania, ziemią wstrząsnęła potężna eksplozja. Pochyliła się do przodu, zasłaniając poszkodowaną własnym ciałem i zaciskając mocno powieki. Oczekiwany ból jednak nie nadszedł, za to w powietrze wzbiła się chmura pyłu i piasku, skutecznie utrudniając widzenie. Rozległy się wrzaski, a kobieta zamrugała kilka razy, by być w stanie dojrzeć przyczynę eksplozji. Zaledwie kilkanaście metrów od nich leżało objęte ogniem skrzydło samolotu, które oderwało się od wraku. Po jego powierzchni przeskakiwały iskry, a całkiem niedaleko na kawale blachy błyszczało coś niebezpiecznie przypominającego rozlane paliwo.
– Trzeba stąd uciekać – szepnęła blondynka do siebie, wpatrując się w płonący samolot. – Kolejna eksplozja zmiecie nas z powierzchni ziemi...
– Uciekać? – wycharczała ranna kobieta, unosząc brwi.  Jasne, pozwól, że poskładam sobie kości i możemy lecieć...
Alexis spojrzała na nią w zamyśleniu, a nieznajoma musiała dostrzec w jej wzroku coś niepokojącego, ponieważ ścisnęła ją mocniej za rękę. Jej pewność siebie gdzieś się ulotniła, zastąpiona przez skrajne przerażenie.
– Proszę – wyszeptała z paniką. – Proszę, nie zostawiaj mnie. Błagam...
Na twarzy Australijki malował się ból, była jednak zmuszona wyswobodzić rękę z jej uścisku i podnieść się z klęczek.
– Za chwilę wrócę – obiecała, nie zważając na spływające po policzkach rannej łzy. Musiała sprowadzić pomoc, inaczej je obie czekała śmierć. Nie oglądając się za siebie, pobiegła w stronę innych rozbitków.
Zatrzymała się raptownie, gdy zobaczyła, że na skąpanej we krwi plaży znajdowało się jedynie kilkanaście żywych osób. Zaczerpnęła kilka głębokich wdechów, by uspokoić oszalałe bicie serca i ostrożnie klucząc między dziesiątkami ciał, doszła do zwartej grupy ocalałych. Większość ludzi siedziała na ziemi i tylko niektórzy z nich wyglądali, jakby wiedzieli, co się wokół nich działo. Młoda dziewczyna obejmowała kolana dłońmi, kiwając się w tę i z powrotem jak w transie, mający wygląd osiłka mężczyzna płakał niczym małe dziecko, a pomarszczona staruszka niewidzącym wzrokiem wpatrywała się w niebo. Jedynie trzy osoby obrzuciły przybyłą zaciekawionym spojrzeniem, inne natomiast nie zwróciły na nią najmniejszej uwagi. Alexis nie kojarzyła żadnego z ocalałych. Nie było wśród nich siedzącej obok niej w samolocie staruszki, zadającej pytania dziewczynki, ani próbującej wszystkich uspokajać stewardessy. Możliwe, że właśnie stąpała po zalanym ich krwią piasku. Przełknęła ślinę, odganiając mdłości i zwróciła się do osób, które wydawały się być najbardziej świadome:
– Musimy się ewakuować z tej części plaży. Wrak może wybuchnąć w każdej chwili – Nikt się nie ruszył, nawet ci, którzy zdawali się ją rozumieć, więc powtórzyła, tym razem ostrzej – Trzeba uciekać!
Niektórzy poruszyli się niespokojnie, ale większość wciąż stała lub siedziała nieruchomo, martwym wzrokiem wpatrując się w przestrzeń. Ich bierność podziałała na nią mobilizująco.
– Wiem, jak się teraz czujecie – powiedziała dobitnie. – Wiem, ponieważ sama się tak czułam, ale miałam na tyle zdrowego rozsądku, by się z tego otrząsnąć. Przeżyliśmy katastrofę samolotu, do cholery! Nie możemy pozwolić, by teraz pokonała nas jakaś głupia eksplozja! RUSZCIE TYŁKI, DO DIABŁA!
Nie wiedziała, skąd było w niej tyle siły. Powinna być przerażona i wyczerpana, a tymczasem jedyne, co czuła, to wola walki. Przetrwała tak wiele, najgorsze jednak dopiero miało nadejść. To nie sam moment katastrofy był najstraszniejszy. Najgorsze było to, co działo się później. Zamierzała jednak przetrwać ten trudny czas i, możliwe że jako jedyna ze wszystkich ocalałych, nie dać się pokonać panice. Ludzie powoli otrząsali się z szoku, a w kierujących się na Alexis spojrzeniach pojawiało się zrozumienie. Starsza kobieta zerknęła na Australijkę z urazą, jakby obrażona, że ta śmie się do niej odzywać w taki sposób. Brodaty mężczyzna z trudem podniósł się z piasku i wyciągnął pomocną dłoń do ocierającej oczy rąbkiem sukienki dziewczyny. Po chwili wszyscy byli na nogach, jedni trzymając się na nich pewnie, inni lekko się chwiejąc. Nikt nie chciał patrzeć na otaczające ich piekło, dlatego wszyscy wlepili wzrok w Alexis, jakby była ich kotwicą, ratującą przed odmętami własnych myśli. Pod ostrzałem spojrzeń kobieta zarumieniła się lekko, mimo to jej głos był nadzwyczaj mocny.
– Na obrzeżach lasu leży mocno ranna kobieta. Będę potrzebowała trzech silnych osób, które pomogą mi ją przenieść w bezpieczniejsze miejsce – oznajmiła. – Czy ktoś z was zna się na medycynie, lub chociaż na pierwszej pomocy?
Nikt nie odpowiedział na ostatnie pytanie, natomiast zgłosiło się więcej krzepkich osób, niż potrzebowała, bowiem aż siedem. Każdy rwał się do pomocy, chcąc choć przez chwilę zająć się czymś pożytecznym. Wybrała czterech wyglądających na najsilniejszych mężczyzn, a innym poleciła niezwłoczne skierowanie się na wschód. Możliwe, że było to spowodowane wcześniejszym szokiem i potrzebą znalezienia osoby, która będzie im mówić, co robić, w każdym razie od razu jej posłuchali. Ona natomiast w towarzystwie czterech osiłków udała się na skraj lasu, gdzie wypatrywała ich zakrwawiona kobieta. Na widok Australijki uśmiechnęła się z ulgą, gest ten jednak niemal natychmiast zmienił się w pełen bólu grymas.
Mężczyźni nie podzielali radości poszkodowanej. W pełnym szoku milczeniu skanowali obrażenia nieznajomej. Jeden z nich złapał Alexis za ramię i pochylając się w jej stronę, powiedział cicho:
– Ona i tak ma już wyrok śmierci.
Zmrużyła oczy, patrząc na niego wyzywająco.
– Tak? – syknęła, wyswabadzając rękę z jego uścisku.  Wydany przez kogo? Przeze mnie, czy przez ciebie? Ponieważ jeśli jej nie pomożemy, będzie to równoznaczne właśnie z takim wyrokiem.
– Jak mamy ją stąd ruszyć, skoro ma otwarte złamanie kości? – wtrącił swoje wątpliwości nienaturalnie wysokim głosem najmłodszy z mężczyzn. Jego twarz przybrała zielonkawy odcień.
Blondynka obrzuciła go wzrokiem.
– Daj mi swoją koszulę.
– Co?
– Muszę zrobić temblak, skoro jedyne, na co wy się przydajecie, to narzekanie!
Posłał jej mordercze spojrzenie, skutecznie złagodzone przez zielonkawy odcień skóry, ale posłusznie zdjął koszulkę przez głowę. Alexis uklęknęła obok rannej, nie tyle widząc, co czując, że ta bacznie ją obserwowała.
– M-myślałam, że mnie zostawiłaś – wykrztusiła i skrzywiła się, gdy kobieta płynnymi ruchami usztywniała jej rękę.
– Nigdy – przyrzekła, kończąc pracę i ściskając jej zdrową dłoń. – Ale jak już nas uratują i będziemy tymi milionerkami to wiesz, kilka dodatkowych milionów nie sprawi mi przykrości...
Kobieta zatrzęsła się od śmiechu, niestety wesołość szybko została zastąpiona cierpieniem. Mężczyźni nadal byli pełni wątpliwości, jednak pod ostrzałem spojrzenia Alexis, ostrożnie podnieśli poszkodowaną. Jeden podtrzymywał jej głowę, dwóch podłożyło dłonie pod plecy, trzeci chwycił za zdrową nogę. Musieli poruszać się bardzo powoli, ponieważ Australijka próbowała trzymać drugą nogę w taki sposób, by była unieruchomiona. Choć na widok wystającej ze skóry kości robiło jej się słabo, to ona trzymała się najlepiej z całego towarzystwa. Przez pierwsze kilkanaście kroków ranna pasażerka miała zaciśnięte zęby, próbując tłumić wrzask, wreszcie jednak nie wytrzymała, a każdemu ich ruchowi zaczął towarzyszyć krzyk. Alexis wciąż oglądała się za siebie, mając świadomość, że akcja ratunkowa zajmowała im zbyt wiele czasu. Choć oddalili się od miejsca katastrofy na kilkadziesiąt metrów, w powietrzu wciąż było słychać syk przeskakującego po metalu prądu. W oddali majaczyły sylwetki oddalających się rozbitków i przez moment kobieta zazdrościła im, że nie musieli nieść ze sobą sześćdziesięciokilogramowego bagażu. Kobieta po raz kolejny obejrzała się za siebie z rozpaczą w oczach. Nadal byli za blisko, o wiele za blisko...
BUM.
Ziemią zatrzęsło, a cała ich piątka upadła na ziemię, niczym szmaciane lalki. Huk był tak ogłuszający, że nie mógł się przez niego przebić nawet wrzask skręcających się w agonii ludzi. Alexis nie mogła skupić na niczym wzroku, szumiało jej uszach. Próbowała przypomnieć sobie zagrzewające do walki słowa ojca, jednak nie mogła. Widziała jedynie ogarniającą wszystko białą plamę, która, po całym piekle ostatnich godzin, wydała jej się bardzo przyjemna. Zamknęła oczy z uśmiechem na ustach...
Nie wiedziała, ile czasu minęło, zanim ponownie je otworzyła, ale niebo wciąż było tak samo okropnie różowe. Na początku nie mogła sobie przypomnieć, co się stało, więc leżała na piasku w błogiej nieświadomości. Jęknęła, gdy minione wydarzenia zaczęły do niej powracać. Nie mogła zrozumieć, dlaczego wciąż udawało jej się przeżyć. Miała już dość walki, a jednak, choć piekło ją całe ciało, zmusiła się do podniesienia na łokciach i z obrzydzeniem wypluła zalegający w ustach piasek. Jej spojrzenie padło na krystalicznie czysty ocean, po którym tańczyły promienie słoneczne. Coś w tym widoku ją zahipnotyzowało, nie pozwalając oderwać wzroku. Przypomniała sobie, gdy jak była mała, co roku jeździła z ojcem nad morze. Objęci siadywali na plaży i podczas gdy tata wpatrywał się w uderzające o brzeg fale, ona patrzyła dużo dalej. Zawsze fascynowało ją, że choć morze nie miało końca, był taki punkt w oddali, który wydawał się być jego kresem. Zawsze chciała popłynąć w kierunku owej linii i zobaczyć, co się tam znajdowało. Kiedy dorosła, zapomniała o tych marzeniach, teraz jednak powróciły do niej z całą swoją mocą. Tutaj bowiem nie musiała nawet mrużyć oczu, by dostrzec kres morza. Widziała fascynującą linię bardzo wyraźnie. I znajdowała się ona blisko. Bliżej, niż kiedykolwiek wcześniej.
Alexis zwilżyła wargi, po czym wyszeptała z przerażeniem:
– Gdzie my, do cholery, jesteśmy?

________________________________

Rozdział wyszedł dość długi, ale jako że ostatni wpis opublikowałam ponad miesiąc temu, może jakoś mi to wybaczycie. Jest dużo akcji, więc mam nadzieję, że nie będziecie się nudzić (:
Ogromnie Wam dziękuję za wszystkie głosy, które Kierunek uzyskał w głosowaniu na blog września! Dzięki nim zajął pierwsze miejsce. Jesteście najlepsi! <3
Atlantydę na razie opisałam dość pobieżnie, bardziej skupiając się na samej katastrofie, ale obiecuję, że w następnym rozdziale przybliżę Wam zarówno wyspę, jak i bohaterów.
Jeśli mam u kogoś zaległości, przypominajcie (: Kolejny wpis za cztery tygodnie!

70 komentarzy:

  1. Przeczytałam ;)
    Wieczorkiem skomentuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wrócę tutaj z komentarzem niebawem ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Też oprzeczytałam ale wrócę kiedy większą wena mi się zbierze :p

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę przyznać, że na razie to właśnie Alexis wydaje mi się najciekawszą postacią. Interesujące, że z kilkunastu osób, które przeżyły, to właśnie ona wydała się najbardziej ogarnięta i skora do posłuchania instynktu przetrwania. Już nie mogę się doczekać jej pierwszego spotkania z Apollem. <3

    Poza tym bardzo polubiłam Artemidę i Apolla, kiedy pojawiali się, chociaż nie tak często jak bym chciała, w Twoich wcześniejszych opowiadaniach. Jestem bardzo ciekawa, jak to będzie wyglądało, kiedy dostaną więcej czasu antenowego.

    I chociaż załapałam przyczynę działań Tanatosa (tzn, nawiązanie do Krainy Hadesa), za bardzo nie łapię co na Atlantydzie robi Apollo. To też było wcześniej wspomniane czy tylko mi się coś pomieszało?

    Nie jestem też pewna czy 10, a co dopiero 5 lat kary życia w jakimś odosobnieniu to dla boga dużo. W końcu ma już za sobą tysiąclecia - czy to nie byłoby bardziej jak krótka migawka? Albo nieprzyjemna przerwa pomiędzy lekcjami, kiedy strasznie, strasznie się nudzisz. A wgl to chcesz już do domu. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do pierwszego spotkania z Apollem jeszcze trochę, prawdopodobnie dojdzie do niego dopiero w piątym rozdziale (może czwartym) (:
      Wydawało mi się, że mało kto pamięta, iż Apollo i Artemida pojawili się w Krainie Hadesa, a sam Apollo w Zaplątanych, dlatego cieszę się, że zwróciłaś na to uwagę!
      Nie wspominałam, co Apollo robi na Atlantydzie i w najbliższym czasie nie mam takiego zamiaru. Jest to owiane aurą tajemnicy, która rozwiązana zostanie dopiero w kolejnych rozdziałach (: Wiadomo, że został na nią zasłany za karę przez Zeusa - nie zdradzę jednak na razie, co zrobił, że zasłużył na taki los.
      10 lat życia na Atlantydzie to dla każdego dużo, nieważne, czy to człowiek, czy bóg :D Chociaż może faktycznie to trochę mało, dziękuję za sugestię! Przemyślę to i możliwe, że zmienię wymiar kary na większy (biedny Apollo!).
      Dziękuję! :*

      Usuń
    2. A jakoś zawsze udaje mi się zapamiętać takie rzeczy. :-D

      No to wszystko dobrze z moją pamięcią, skoro tego nie wiem i nie powinnam wiedzieć tym bardziej! C:

      Biedny, biedny Apollo. Może jednak nie powinnam się odzywać? Co jak mnie teraz znienawidzi? Mieć taki minus u boga, to przekichane. xD A na poważnie, to cieszę się, że mogłam pomóc.

      Przeczytałam w jednym z komentarzy, że też na bieżąco śledzisz OUaT, więc pozwolę sobie na #Dark_Swan_rulezzzzz!
      Jestem strasznie ciekawa, co się wydarzyło w Camelot. ^v^

      Usuń
  5. Nie obchodzi mnie to, że jutro mam rajd konny i od godziny powinnam spać, musiałam to przeczytać! I dziękuję że dałaś mi chwile radości bo czekają mnie dwa dni odwyku od Once Upon a Time * od którego definitywnie jestem już uzależniona * i nie wiem jak to przetrwam
    Niesamowite jak ty to robisz... To tak wciąga że mimo iż z pięć razy mówiłam sobie "Dobra koniec akapitu i idę spać, skończę rano jak będę miała chwilę" to przeczytałam do końca...
    Chyba zacznę już odliczać do następnego miesiąca... Tak się nie mogę doczekać!
    * wcale już nie shipuje Alexis i Apolla nie... *
    Ogółem jeśli mogę to... W pewnym momencie chyba z cztery razy z rzędu pojawiło się Australijka, moja pani od polskiego już by cię zabiła :D No i w części Apolla gdzieś tak w pierwszej połowie z dwa zdania są takie dziwne pod względem gramatycznym.
    A tak to oczywiście Bosko :3
    Apollo i jego Ego wraz z Arogancją zdobyli już moje serce ♥
    O, i jeszcze ten fragment gdy Tanatos mówił o Key :3 wiesz jak mnie uszczęśliwić
    Jeszcze raz - G-e-n-i-a-l-n-e ❤
    Pozdrawiam Cie mocno i życzę weny, powodzenia w szkole i miłego weekendu :3
    Laciata <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowy sezon OUAT faktycznie wbija w fotel! Dark Swan stała się moim ulubionym złoczyńcą, jej wygląd jest wprost fenomenalny *.*
      Cieszę się, że ci się spodobało, choć osobiście uważam ten rozdział za dość słaby. Zupełnie nie miałam weny, gdy go pisałam :\
      Spróbuję wyszukać błędy, które wytknęłaś i jeśli uda mi się je znaleźć, oczywiście je poprawię (:
      Mam nadzieję, że rajd konny poszedł dobrze! Była piękna pogoda, więc przynajmniej tyle.
      Dziękuję! :*

      Usuń
    2. Ja jestem w połowie drugiego więc do Dark Swan jeszcze nie doszłam, ale boli mnie ze skoro Emma ma moc Mrocznego to Rumpel umrze :( * o ile dobrze zrozumiałam motyw Dark Swan *
      Rozdział jest boski ale jak będziesz miała wene to następne będą jeszcze lepsze :3 * cóż reszta nie podlega wątpliwościom *
      Możliwe że tylko mi brzmiały one niegramatycznoe ;)
      Było wstałem dziękuję :3 chociaż pod koniec były już bunty XD
      Ależ proszę bardzo :*

      Usuń
    3. Co z resztą *
      Niegramatycznie **
      I wspaniale ***
      Wybacz autokorekta

      Usuń
  6. Super rozdział :D No i ja zawszę cieszę się jak rozdziały są długie, a ty tu przepraszasz :D
    Nie mogę doczekać się rozwinięcia historii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo zawsze mam wrażenie, że nikomu się nie chce czytać tak długich rozdziałów :D
      Dziękuję! :*

      Usuń
  7. Może i trzeba było długo czekać, ale za to jaką jakość zaprezetowałaś! Jak na razie najbardziej podoba mi się kontrast między światem i gierkami bogów a ludźmi. Aale juz niedługo to wszystko się potoczy. W pierwszej części poznaliśmy nieco Apolla i artemidę. Myszę przyznać ze Apollo już mi się spodobał. Te jego niektóre teksty, np. o pająkach, myślałam, że padnę xD Ma chłopak wsyokie mniemanie o sobie. ale jednocześnie nie jest tak totlanie zarozumiały, bo wtedsy bym nie ścierpiała, ponadto umie pomagac innym, wysłuchać im (nie spodziewałam sie, że Tanatos go tak zaskoczy... Ciekawe, czy razem wymyślą jakieś rozwiązanie, choć wątpię, żeby to bylo możliwe... Ale podobała mi sie ta aluzja do Kayth xDxD). Ciekawe, dlaczego dostał tę karę... No i kiedy i po co wykorzysta te portale, raczej Zeus nie może sie skapnąc, bo wtedy mu przedluży karę na następne milion lat xDxD nie wiedziałam też, że do Atlantydy można ot tak sobie wpdadać, nawet jak się jest bogiem, ale powiedziałaś, że Artemida jest łączniką, to może jakies innne prawa ją obowiązują. O niej wypowioedzieć się na razie zbytnio nie mogę, ale od iosłam wrażenie, ze naprawdę chciała pomóc bratu i jest zła na siebie, ze pogorszyła sprawę, a więc mam raczej pozytywne odczucia wobec nieh, szczególnie, że ma pod sobą te ładne łanie i w ogóle xDxD Co do drugiej części to mimowolnie stawał mi przed oczami pierwszy (i jedyny) odcinek Lostow, który obejrzałam xDxD Ale mimo wszytsko w bardziej magicznej oprawie. Nie spodziewałam sie po AAlexis aż takiego opanowania i jednocześnie umiejętności przywódczych. Dobrfze, że ktoś taki się znalazł, bo inaczej to by chyba tylko siedzieli na tej plaży i nigdy się z niej nie ruszyli (albo by poumierali z powodu tej eksplozji). Chociaż.. kurczę, sama nie wiem, bo ta eksplozja dopiero chyba sprawiła, że znaleźli się w Atlantydzie... to moze wszyscy w tajemniczy sposób tam odżyją? byłoby miło, ale kurczę, jesli tam się z ludźmi dzieją jakieś strasznerzeczy, to juz może leiej... Ach Sama nie wiem, ale wiem, że mnie mega mocno zaintrygowałaś i że baaaardzo chcę kolejny rozdział i jak dla mnie może być rownie długi, bo mi i tak jest smutno, jak dochodzę do końca, i chciałabym więcej xDxD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Apollo ma o sobie najwyższe mniemanie :D Nie ma na świecie drugiego tak przystojnego i magnetycznego mężczyzny jak on - jego zdaniem, oczywiście. Ale mimo to wszystkich traktuje równo, nie wywyższa się, umie wysłuchać i pomóc. Nie mogę z niego robić aroganckiego dupka, bo sama bym go nie ścierpiała :D
      Zeus faktycznie byłby bardzo zły o to Przejście, ale może nie tyle na Apolla, co na Janusa. A biedny Bóg Kluczy przecież tylko chciał, by odwiedziła do Afrodyta...
      Bogowie mogą odwiedzać Atlantydę (oni mogą wszystko), ale rzadko który korzysta z tego prawa. Większość woli się trzymać od Atlantydy z daleka.
      Gdyby nie Alexis to już w pierwszym rozdziale wszyscy by umarli :D Ona zawsze była opanowana i zaradna i właśnie to pomoże jej przetrwać.
      Nie, nie, oni znaleźli się na Atlantydzie już w chwili katastrofy samolotu, właściwie cała katastrofa zdarzyła się tylko dlatego, by się tam znaleźli (było to ustawione przez Mojry) (: Myślę, że dla niektórych na pewno byłoby lepiej, gdyby umarli, niż mieli "żyć" na wyspie.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  8. Cześć :)
    Świetnie się czytało. Masz jakąś niesamowitą lekkość w opisach, które zwykle poważnie obciążają tekst (chociaż przeczytałam wszystkie opisy w "Nad Niemnem", "Panu Tadeuszu" i "Władcy Pierścieni", więc teoretycznie nic nie jest mi straszne), ale w Twojej historii stanowią idealne dopełnienie i filar akcji.
    Trochę dziwnie czytało mi się o bogach, ubranych we współczesne ciuchy, ale za to tak świetnie oddałaś ich charaktery, że jestem pełna podziwu. Było bardzo, bardzo ciekawie.
    Nie rozumiem tylko, dlaczego mowa była o około stu życiach, skazanych na pobyt na Atlantydzie skoro ocalało tak niewielu? W przypadku katastrofy samolotu jest to więcej niż prawdopodobne, ale jednak wydawało mi się, że wszyscy będą zmuszeni zmierzyć się z wyzwaniem, jakim jest Atlantyda. O samej wyspie na razie wiemy niewiele, poza interesującym faktem, że można na niej spotkać bogów i jakieś tajemnicze zagrożenia (w tym wielkie pająki). Cieszę się, że w następnym rozdziale dowiemy się więcej, bo bardzo mnie to ciekawi.
    Gratuluję zwycięstwa w konkursie, należało Ci się jak mało komu :)
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opisy w tym rozdziale pisało mi się bardzo opornie, więc osobiście nie uważam by były lekkie, niemniej cieszę się, że się podobały! Albo po prostu są trochę lepsze od tych w "Nad Niemnem" ;D
      U mnie bogowie muszą się dostosowywać do teraźniejszości, więc staram się, żeby nie latali ubrani w togi ^^ Prawdopodobnie zmienię liczbę sto na mniejszą, ponieważ stwierdziłam, że nie dam rady wiarygodnie opisać losów tak dużej liczby osób. Wiadomo, że nie skupiałabym się na wszystkich, ale jednak ta liczba sto osób mogłaby nie być odczuwalna, a chcę, by opowiadanie było jak najbardziej dopracowane (:
      Trzeba się trzymać Apolla, wtedy się nie spotka pająków, bo przecież one wszystkie się go boją :D
      Dziękuję! :*

      Usuń
  9. Czekałam, ale muszę ci powiedzieć że mnie nie zawiodłaś! Naprawdę lubię postać Alexis, choć bycie tak ogarniętym podczas katastrofy lotniczej wydaje mi się trochę niemożliwe. Tego jednak nie stwierdzę, bo nigdy (dzięki Bogu) w nim nie uczestniczyłam. Jednak z twoich historii, można by stworzyć książkę. Masz szósty zmysł pisania! Piszesz z lekkością, dzięki czemu twoje opisy są świetne. Tak bardzo nie mogę doczekać się następnego rozdziału, niestety dopiero za miesiąc :( Weny Ci życzę!
    (Zasługiwałaś na wygraną! Gratuluję)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że cię nie zawiodłam! Alexis zawsze umiała tłumić w sobie emocje i tak też było tym razem. Żeby przeżyć, trzeba myśleć trzeźwo i ona o tym wie. Choć też nie była całkowicie spokojna, na początku miała atak paniki (:
      Dziękuję! :*

      Usuń
  10. Yo!
    Zanim skomentuję rozdział mam pytanie... Po co ci zakładka Spis Rozdziałów, skoro masz dużo wygodniejszy gadżet Rozdziały?
    Ale co ja się czepiać będę... Przejdę lepiej do tekstu.
    Mogłabym ci teraz wypominać błędy... Ale że nie pozaznaczałam sobie twoich potknięć, gdy je zauważyłam, a w takiej ilości tekstu (za którą chwała ci, bo lubię długie rozdziały) się ich doszukiwać nie będę.
    Ta wypowiedź była chaotyczna... Nie ważne!
    Apolloooo~
    Już lubię twojego boga piękna, światła, życia, śmierci, muzyki, wróżb, prawdy, prawa, porządku, sztuki i poezji... Czego on nie jest bogiem?! Od razu mogli mu przypisać bycie bogiem tęczowych słoni.
    To rodzeństwo jest w twoim wykonaniu świetne. I takie... Prawdziwe! Niby się kłócą, sprzeczają, ale i tak łączy ich braterska/siostrzana miłość.
    Ogółem cały wątek Apolla ci wyszedł.
    Tylko trzy razy podczas 10lat wydostać się z Atlantydy... Biedaczek. Zastanawia mnie tylko czy nie mógłby uciec i gdzieś się schować, tak że przez to 10lat go nie znajdą? Złe rozumuję?

    Fragment o Alexis skomentuje jutro, bo już mi się po prostu nie chce... Ledwo literki widzę i padam. Za wcześnie dziś wstałam.
    Branoc ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtrącę się. Spis rozdziałów jest pewnie dla takich osobników, którzy czytają sobie na komórce i nie zawsze ten gadżet z boku im działa. (Albo jest zwyczajnie problematyczny w obsłudze).

      Usuń
    2. Też prawda. Zwracam honor autorce ^^ Na komórce, faktycznie byłoby wygodniej.

      Usuń
    3. Kiedyś na moim poprzednim blogu, Krainie Hadesa, nie miałam zakładki Spis Rozdziałów i dostałam parę próśb, żeby ją stworzyć, bo, tak jak powiedziała Alathea, na komórce bardzo ciężko przebić się do poszczególnych wpisów bez takiej zakładki (:
      Sileth, ogromnie się cieszę, że tu wpadłaś i tak treściwie skomentowałaś dotychczasowe wpisy! Pod prologiem spytałaś, czy moje poprzednie opowiadania również są o mitologii - tak. Ponadto parę osób z Krainy Hadesa i Zaplątanych będzie się gościnnie pojawiało na tym blogu. Dodam tylko, że jeśli zdecydujesz się przeczytać jeszcze coś spod mojego pióra, polecam Krainę, ponieważ zarówno ja, jak i ci, którzy przeczytali i ją i Zaplątanych uważają, że jest dużo lepsza pod względem jakościowym (:
      Hahah, pamiętam moje początki z mitologią (jeszcze w szkole) i słowa mojej nauczycielki od polskiego: "Pamiętajcie, jak ktoś was kiedyś spyta, jaki bóg był odpowiedzialny za to i za to, odpowiedzcie, że Apollo. 99% szans, że traficie".
      Za namową jednej z czytelniczek zmieniłam 10 lat na 100. Teraz to już trzeba go żałować. Załóżmy, że Apollo zwieje na te 10 lat i oczywiście Zeus od razu się o tym dowie. Bogowie żyją wiecznie, a Apollowi nie uda się ukrywać przez wieczność, więc kiedyś będzie musiał odpowiedzieć za ucieczkę. A Pan Piorunów nie jest litościwy (; Lepiej nie próbować wykiwać Zeusa i Bóg Sztuki o tym wie.
      Dziękuję! :*

      Usuń
    4. I come back! No bo ten... eee... Czasu nie było!
      Ale za to przeczytałam to sobie ponownie ^^
      Część Alexis jest naprawdę bardzo ciekawa i przyjemna do czytania.
      Wystające kości, krew i zmasakrowane ciałka <3
      Jestem dziwnaa... Wieem... Już mi to mówiono :3
      Pozwól, że nie będę jakoś długo się rozpisywać.
      Główna bohaterka wydaje się ciekawą i honorową osóbką z cechami przywódcy. Jak na razie dobrze ją wykreowałaś.
      Jakie z tych ludzi niemoty...
      Trochę coś tam zamotałaś, ale nie jest źle.
      Alexis najpierw krzyczała z bólu, a później było ok? Troszku to nieprzemyślane :/

      ALE co najważniejsze. GDZIE JEST GRUBAS?!! Mój kochany grubasku wróć!

      A więc czekam na więcej ^^ Na razie to tyle.
      Bayu :*

      Usuń
  11. Czy tylko ja mam wrażenie, że w pewnym momencie Tanatos mówił o Kayth? :)
    O rany rany, co tu się działo,.. Dobrze poznajemy Apolla, który swoją drogą już przypadł mi do gustu, oraz jego siostrę. Bóg sztuki jest nieco nierozgarnięty, (może to tylko takie pierwsze wrażenie, ale co tam), odrobinę pedantyczny (ahhh wilgoć i jego biedne piękne włoski) ale przede wszystkim zabawny. Uwielbiasz takich bohaterów. Zarówno Scar jak i Hermes (z którym nadal nie wiem, co się stało w Zaplątanych, bo ktoś nie raczył mi odpisać :P) mieli podobne usposobienie. To znaczy każdy był wyjątkowy na swój sposób, ale gdzieś tę nutkę humoru zawsze wplatasz i chyba właśnie dlatego, te główne męskie postacie, są takie... fajne. :)
    Cieszę się, że mimo skupienia na katastrofie, opisałaś chociaż troszeczkę naszą Atlantydę. Wiem, że w pełni zapoznasz nas z nią później, ale wiedz, że to co do tej pory opisałaś wcale nie kojarzy się z jakimś strasznym miejscem, a juz na pewno nie z więzieniem.
    Boję się nawet zapytać, co takiego przeskrobał nasz Apollo, że zły (dlaczego zawsze przedstawiasz Zeusa jako nieczułego gbura, och na bogów, aż przestaję go lubić) Pan Piorunów go tam zesłał i, o zgrozo, zamiast zgodzić się na ułaskawienie, przedłużył wymiar kary, okrutnik jeden. Echhh ten typ chyba tak już ma. Gdzie jest kochany miłościwy ojciec bogów, hmm?
    Przejście niewątpliwie się przyda, ale w tej chwili nie jestem w stanie wyobrazić sobie w jakim ważnym celu zostanie wykorzystane. (Tak z innej beczki, czemu Apollo po prostu nie przejdzie przez te złote drzwi, przecież nikt się, nie dowie, że zwiał ~wink~)
    Jest (chyba) tylko jedna rzecz której nie łapię. No bo skoro Alexis była pod wodą cała poraniona (no chyba że niedotlenienie mózgu zrobiło swoje), ale na brzegu w magiczny sposób, wszystkie jej obrazenia zniknęły, to dlaczego tylu ludzi zostało zmasakrowanych. Myślałam, że wtargnięcie na brzeg wyspy sprawia, że rany się leczą, ale nie sprawdziło się to w przypadku innych postaci... Co tu jest grane? Wyspa ma chyba więcej tajemnic niż można by przypuszczać.
    W każdym razie Alexis jako jedyna wykazała się trzeźwością umysłu i właściwie tylko dzięki niej ocalali (jest taka forma jak ocalali? Na moje dziwnie brzmi,) nie zginęli od wybuchu, no chyba, że planujesz jeszcze jakąś małą selekcję. Na przykład ta mocno poraniona kobieta, mogłaby być obciążeniem, gdyby przeżyła... A skoro wyspa jest taaaka niebezpieczna... Czuję, że byłabym słabym kompanem, egoistycznie myślę, że trzeba by niektórych zostawić. Bywam nieludzka :(
    No nic mam nadzieję, że Apollo naprawdę się nimi zajmie.
    Życzę morza weny i oczywiście pozdrawiam :*
    U mnie także nowość (a może starość tylko w innej formie) w każdym razie zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tanatos zdecydowanie mówił o Kayth (:
      Zawsze w książkach moimi ulubionymi bohaterami są ci zabawni, więc staram się również takich tworzyć. Jakoś mam taki nawyk, że główny bohater męski musi mieć poczucie humoru, inaczej bym go tak bardzo nie lubiła, a to nie byłoby dobre.
      Wiem, wiem, nie odpowiedziałam na twój komentarz pod Zaplątanymi, ale po prostu cały czas zapominam, a jak już sobie przypominam to mi się nie chce :p Niemniej wiedz, że bardzo doceniam, że przeczytałaś Zaplątanych i obdarzyłaś ich tak rozbudowanym komentarzem. Na 99% Hermes pojawi się na Atlantydzie, więc na razie nie będę mówić, jakie zakończenie dla niego przygotowałam (:
      Złote drzwi prowadzą na Olimp :D Taak, Zeus się z pewnością wtedy nie dowie, że Apollo zwiał :DD
      Właściwą formą jest ocaleli, też nieraz mi się to myli. Myślę, że większość z nas zachowałaby się w tej sytuacji egoistycznie i nie pomogła nikomu, tylko ratowała własny tyłek. Powiem więcej - jeśli akcja działaby się za jakieś 3 miesiące, Alexis też nie kiwnęłaby palcem, by pomóc poszkodowanej. W najbliższym czasie główna bohaterka bardzo się zmieni i chcę to ukazać na zasadzie kontrastu.
      Dziękuję za informację, wpadnę do ciebie w weekend! Dziękuję! :*

      Usuń
  12. Tym razem korzystając z okazji, że mam chwilkę udało mi się skomentować szybko, bo zaraz po przeczytaniu i chyba nawet tak wolę - pisać komentarze na bieżąco, choć wtedy są znacznie bardziej chaotyczne, za co bardzo przepraszam, ale bież pod uwagę, że są naszpikowane emocjami, które twoja powieść wzbudza. Bo ja twojej twórczości nigdy nie nazwałabym mianem opowiadania - opisy, dialogi, fabuła - to jest jak w powieści i to jednej z lepszych.
    Podobał mi się początek - Apollo czekający na siostrę, ich przekomarzania, dogryzki i to, że jednak dziewczyna martwi się o swojego bliźniaka i pragnie go na swój sposób chronić, albo odciążać od zmartwień, bo o ile dobrze pamiętam, to Apollo miał siostrę bliźniaczkę i mam nadzieję, że w tym przypadku niczego nie pokręciłam. Natomiast Tanatos wcale nie martwi się o Apolla, a o ludzi i zapragnął dołożyć Apollemu (jak jego imię odmieniać?) roboty. Ja współczuję temu bogowi roboty, ale jak się brał nie za swoją a cudzą żonkę, no to kara musi być, prawda?
    W ogóle to chciałam się pochwalić, że przeczytałam twój drugi blog, podczas przebywania w miejscu, gdzie zasięg był mizerny, więc wszystko sobie skopiowałam na telefon (już usunęłam, by nie było, bo chodziło tylko o to by mieć do tego jakoś dostęp) i przeczytałam jak się nie mylę w mniej niż tydzień. Dlatego już wiem kim jest ta kobieta co się błąkała jako duch... Ciekawe czy i Scar się tutaj pojawi, oraz przede wszystkim Cuti xD . Obiecuję, gdy będę miała więcej czasu skomentować całość tamtego opowiadania pod ostatnim postem, bo komentowałabym na bieżąco, ale nie miałam takiej możliwości przez ten przeklęty zasięg. Postaram się też wygospodarować czas tak by sięgnąć po twoje pierwsze opowiadanie (fajnie, że czytam od tyłu, ale co tam), bo skoro dwójka mi się podobała, trójka póki co mnie fascynuję, to pewnie i jedynka zachwyci, prawda?
    Co zaś się tyczy Atlantydy, to ja chyba na miejscu Alexis nie wróciłabym się po tę kobietę, ratowałabym swoją dupę i myślę, że wielu ludzi by tak postąpiło jak ja, bo zawsze mogliby się usprawiedliwiać szokiem po wypadkowym. Potem pewnie zżarłyby mnie moje własne wyrzuty sumienia, ale... ale nie narażałabym się, że to skrzydło wybuchnie gdy ja będę nieopodal.

    Standardowo czekam na kolejny rozdział i do "zobaczenia" pod ostatnim postem "Krainy Hadesa" i mam nadzieję pod prologiem "Zaplątanych w mitologię" (dobrze pamiętam tytuł?)

    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak miłe słowa, kochana, choć wątpię, że na nie zasłużyłam. Do powieści Kierunkowi jeszcze daleko, zwłaszcza, że pojawił się dopiero drugi rozdział, niemniej ogromnie się cieszę, że ci się podoba <3
      Odmienia się "Apollowi" ;D W jego przypadku sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, niż uwiedzenie jakiejś wybranki Zeusa, ale to wyjdzie dopiero w następnych rozdziałach. A Apollo i Artemida są bliźniakami, nic nie pokręciłaś (:
      Naprawdę przeczytałaś Krainę? :O Podziwiam, że chciało ci się nadrabiać tyle tekstu i jest mi naprawdę ogromnie miło! Scar się pojawi w Kierunku, Cutie prawdopodobnie też ^^
      Co do Zaplątanych to nie wiem, czy ci się spodoba, jest to moje pierwsze opowiadanie i nie jest dobrze dopracowane. Myślę, że prezentuje się gorzej od Krainy, ale jeśli będzie ci się bardzo nudziło to czemu nie, czytaj :D
      Też chyba bym się nie narażała, zamiast tego uciekałabym w cholerę ;D Alexis już niedługo zacznie niestety podzielać nasz pogląd, bo pobyt na wyspie bardzo ją zmieni.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  13. Ta historia jest zdecydowanie dużo bardziej dojrzalsza i inna niż opowieść o Hadesie.
    Czuje, że i ona również będzie należała do moich perełek. Podoba mi się Alexis. szkoda, że na razie tak o niej mało. Podobał mi się moment katastrofy. Takie ludzkie zachowanie Alexis dowodzi że umie zachować zimną krew i chciała pomóc tym ludziom. Nie każdy by się tak zachowywał jak pokazujesz innych rozbitków wyspy. Zaintrygował mnie również sam Apollo. Jego charakter jest dość złożony. Cciężko jest mi go ocenić na pierwszy rzut oka. Wiadomo pozory często mylą i czasami lepiej spodziewać się niespodziewanego. Kolejną rzeczą są opisy i brak powtórzeń. Rety dziewczyno jak Ty to robisz? Ja naprawdę tak nie umiem i jestem pod szczerym wrażeniem Twojego talentu i wyobraźni. Może Alexis nie będzie taka jak Kaith ale przecież nie o to chodzi. To całkowicie wolna i oddzielna postać. I tak właśnie traktuje to opowiadanie. Będę oczekiwać niecierpliwiena kolejny rozdział. Jesteś moim geniuszem! pozdrawm!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mitologii Apollo ukazany był jako taki narcyz, ale ja właśnie chciałam stworzyć z niego postać wielowymiarową, złożoną. Cieszę się, że na razie uważasz, iż taki jest. Zdecydowanie nie chcę, by jego charakter sprowadzał się jedynie do dbania o wygląd :D
      Alexis będzie całkowicie inna od Kayth, to jest pewne. Znudziły mi się "grzeczne dziewczynki" i na szczęście Alexis zdecydowanie nie będzie można do takich zaliczyć.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  14. Ja, ja nie wiem, co mam powiedzieć. Mogę się przyznać, że zatkało mnie całkowicie. Czytając widziałam wszystko, co oni. Widziałam to samo co Apollo, Alexis. To jest takie niesamowite, że aż brakuje mi słów, aby to opisać, jeju. :c
    Apollo, ach, jak ja go uwielbiam. Niby taki narcyz, ale jednak żartobliwy. Skoro pomaga innym, to nie jest taki wpatrzony w siebie, jaki się wydaje! Poważnie. Bardzo pozytywnie zaskoczyłaś mnie, że to on będzie w tym opowiadaniu, a nie nikt inny. Nie trafiłam co do Boga/Bogini, ale może to i lepiej?
    Jego siostra również przypadła mi do gustu. Wiem, iż to strasznie dziwnie brzmi, ale ją lubię. Jest taka, taka, jak ją sobie wyobrażałam, o. No, chociaż może troszkę lepsza. :D
    Kurcze, jakie oni mają relacje! Też bym chciała mieć takie se swoim bratem, siostrą, kimkolwiek. Powiem Ci, że to jest najlepsze rodzeństwo, z jakim kiedykolwiek miałam styczność, o.
    Zauważyłam, że w Twoich opowiadaniach Bogowie mają karę. W Krainie Hadesa miał Donizos, a teraz Apollo. To całkiem zabawny zbieg okoliczności. ;D
    Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o tej przeokropnej katastrofie. Nie dość, że tak mało osób przeżyło sam spadek samolotu, to jeszcze później ten wybuch! Najbardziej szokujące wydarzenia na świecie. :/// Mam jednak nadzieję, że ludzie przeżyli. Ta ranna kobieta, Ci mężczyźni, którzy ją nieśli, Ci, którzy poszli na wschód.. No i tubylcy. Ktoś musi tam mieszkać, bo przecież są chatki, które od razu skojarzyłam z Elfami z ,,Eragona''. Bo wiesz, oni mieszkali w czymś takim i no.. *-*
    Twierdzisz, że jest mało opisów miejsca, a ja tam widzę dużo. Strasznie podoba mi się Zielona Dolina, o której wiem tak mało. Chociaż w sumie to nie. Wiem w miarę dużo. Więcej, niż o innych zakątkach tego miejsca. (:
    Właśnie! W pewnym momencie, kiedy Alexis wydostała się z wody, opisała nam szablon. Czy tylko ja to zauważyłam? Strasznie podoba mi się ten pomysł! *-*
    Ja już kończę.
    Pozdrawiam, karmeeleq :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się kreować Apolla na postać, której trudno nie lubić. Z jednej strony będzie narcystyczny, ale z drugiej będzie umiał każdego wysłuchać i po prostu będzie najbardziej zarażającą dobrym humorem osobą na wyspie.
      Z perspektywy Apolla Artemida zawsze będzie opisywana w sposób, który ustawi ją w dobrym świetle, bo brat ją kocha. Inaczej będzie z perspektywą Alexis, gdzie kobieta będzie mogła obiektywnie ją ocenić i zapewniam cię, że wtedy Artemida już nie okaże się taką miłą bohaterką :D
      Dionizos miał karę w Krainie? Jeszcze w żadnym moim opowiadaniu nigdy nie pisałam o Dionizosie ;D Chodziło ci o Hadesa? (:
      W Eragonie też mieszkali na drzewach? A chciałam być oryginalna!
      Dolina Zieleni to w sumie jedyne miejsce, o jakim się w miarę rozpisałam, a już niedługo dojdą następne "urocze" lokacje. Postaram się Wam jak najlepiej przybliżyć układ wyspy.
      Wiesz, że jak pisałam to nawet nie patrzyłam na szablon, ale faktycznie, masz rację! A nawet nie zwróciłam uwagi, że tak to wyszło :D
      Dziękuję! :*

      Usuń
    2. Nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem pomyliłam Krainę Hadesa z Percy Jackson'em. To tam Pan D. miał karę. Jejuu, brawa dla mnie, hahahaha ;'D

      Usuń
    3. Hahaha. W sumie czuję się zaszczycona, pomylić Krainę z tak dobrą serią jak Percy Jackson ;D

      Usuń
  15. Jestem po prostu oczarowana *.* Wszystko, począwszy od prologu, poprzez pierwszy rozdział, aż do tego jest wspaniałe.
    Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo się cieszę, że tutaj trafiłam. Przyznam, że nie czytałam Twoich dwóch poprzednich opowiadań, więc jest to moje pierwsze zetknięcie z Twoją twórczością, ale mimo tego, już teraz, po przeczytaniu dwóch rozdziałów, mogę z ręką na sercu powiedzieć, że piszesz fantastycznie. Opisy tak dobrze oddają uczucia i emocje, które targają bohaterami, że mam wrażenie jakbym była tam z nimi. To świadczy tylko o tym, jak wielki jest Twój talent pisarski... Nic dodać, nic ująć.
    Teraz, jak już pozachwycałam się stylem, mogę śmiało przejść do samej treści :)
    Nigdy wcześniej nie czytałam żadnego opowiadanie związanego z mitologią. Kiedyś się nią interesowałam, ale nigdy nie spotkałam się z przestawieniem jej w takiej formie ja Ty to zrobiłaś. Zawsze wyobrażałam sobie bogów ubranych w długie białe togi i tak dalej, ale teraz patrze na całą sprawę zupełnie inaczej. Są bardziej ludzcy, jakkolwiek sprzecznie z definicją bogów to brzmi.
    Nie mogę się już doczekać, żeby odkryć sekrety Atlantydy i poznać losy ocalałych z katastrofy, a w szczególności Alexis, którą zdążyłam już bardzo polubić. Jest racjonalistką, więc ciekawa jestem jak podejdzie do całej tej sprawy mitycznej wyspy i tego co w sobie skrywa...
    Nie pozostaje mi więc nic innego jak dodać się do obserwowanych i czekać z niecierpliwością na kolejny rozdział. Dziękuję Ci za to opowiadanie, bo jest naprawdę fantastyczne! Wciągnęło mnie do tego stopnia, że dzisiaj w szkole na każdej przerwie wyciągałam telefon i czytałam kolejne zdania z zapartym tchem.
    Przepraszam, jeżeli ten komentarz jest bezsensowny i chaotyczny, ale to dlatego, że po przeczytaniu rozdziałów po prostu brak mi słów.
    Pozdrawiam serdecznie :*
    Veriatte
    [rocznik-lily-evans.blogspot.com]

    PS Masz przecudowny szablon! *.* Jestem w nim zakochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, kto cieszy się bardziej z tego, że tu trafiłaś - Ty, czy ja ;D Ale dzięki tym wszystkim miłym słowom chyba ja.
      Ja natomiast zawsze wyobrażałam sobie, że bogowie są bardziej zbliżeni do ludzi i gdyby istnieli to możliwe, że nieraz nawet mieszaliby się w tłum i choć nikt by nie wiedział kim są, robiliby sobie wakacje od Olimpu i udawali ludzi (:
      Alexis na razie jest na etapie myślenia, że wyspa jest zwykłą wyspą, choć bardzo specyficzną (różowawe niebo, bliski horyzont). Minie dużo czasu, nim uwierzy, że świat, który dotychczas znała nie jest jedynym światem, jaki istnieje.
      Nie masz za co przepraszać, komentarz jest świetny (a zwłaszcza wszystkie miłe słowa w nim zawarte) ^^
      Dziękuję! :*

      Usuń
  16. Dopiero teraz przeczytałam ten rozdział na który tak długo czekałam. Jestem pod wrażeniem, ten rozdział jest cudowny i pełen akcji. Zdziwiło mnie że na Atlantydzie jest Apollo i ciekawe za co pokutuje. Kiedy zaczęłam czytać przeniosłam się do tamtej Krainy i byłam tam z Alexis, tylko ona tak na prawdę zachowała zimną krew i umiała opanować sytuacje. Czekam na dalszy rozwój akcji.
    Kiedy czekałam na nowy rozdział przeczytałam "Zaplątanych w mitologię" i pochłonęłam je w trzy dni. Bardzo ciekawe, ale zakończenie smutne i czytałam Kraina Hadesa i szukałam o tamtych bohaterach wzmianki i nic nie widziałam.
    Masz ogromny talent i mam nadzieję, że będziesz go rozwijała na wszelakie rodzaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam, że chciało ci się czytać Zaplątanych i niesamowicie się cieszę, że ci się podobało! Z początku planowałam opisać dalsze losy Beatrice w Krainie, ale jako że skończyła się ona na 1938 roku, nie zdążyłam dojść do jej czasów. Na pocieszenie powiem, że na, hm... 80% opiszę jej dalszą historię w Kierunku Atlantyda.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  17. Nie rozumiem, Vakme, jak Ty to robisz, że w tygodniu, w którym wstawiasz rozdział mam prawie zawsze kilka klasówek/kartkówek albo jakieś superdługie wypracowanie do napisania ;p. Od razu naprostuję, że z rozdziałami byłam, z pewnym opóźnieniem, ale w miarę na bieżąco. I albo po prostu długo nie czytałam nic Twojego albo ci się poprawił styl. Znowu ;) Naprawdę, nie zauważyłam kiedy przeczytałam ten rozdział. Bardzo płynnie napisany, a jak ładnie. I ta akcja...
    Co do samej treści, nie sądziłam, że mogę pokochać Apolla jeszcze bardziej, ale... "Właściwie to chciałem pójść spać..." to właśnie był ten moment. Chyba niehejtowanie głównego bohatera płci męskiej będzie ciekawym przeżyciem ;). Natomiast Artemida nie wydaje się być taka straszna jak przypuszczałam. Poczekam jeszcze na jej relacje z kimś innym niż Apollo.
    Ach, uwielbiam ten opis Atlantydy. Tak, masz rację, za mało opisów w tym rozdziale. Potrafisz je pięknie robić, to się tym chwal :)
    Zaraz, więc robimy połączenie z mitologią rzymską?
    Och, i jest Tanatos, nasz stary znajomy. Od początku Krainy wszyscy go robią w balona i widzę że i tutaj podtrzymujesz tradycję ;)
    A, i zdaje mi się, że tego opowiadania jeszcze nie komentowałam (moja bardzo wielka wina...), a chciałam powiedzieć, że pomysł połączenia Atlantydy i Trójkąta Bermudzkiego jest naprawdę genialny.
    Część Alexis jest piękna i wspaniała. Możliwe, że to moje zamiłowanie do tragizmu w opowiadaniach i książkach, ale uważam że połączenie śmierci z pięknym wschodem słońca i urokiem Atlantydy jest po prostu świetne. Uwielbiam tę część rozdziału ^^
    Jedyna rzecz, która nie do końca mi grała to zachowanie tonącej Alexis. Nad niemal każdym człowiekiem górę by wziął instynkt przerywania i zacząłby się szarpać i płynąć w którąkolwiek stronę. Alexis natomiast w pierwszym odruchu się poddała. Nie mówię, że jest źle, nie znam do końca jej psychiki, ale to zachowanie wydawało mi się trochę nienaturalne. Także po wyjściu dosyć szybko wzięła się w garść, biorąc pod uwagę to, że właśnie prawie zginęła i była bardzo wyczerpana zarówno fizycznie jak i psychicznie.
    No proszę, więc to samouzdrowienie? Może córka Asklepiosa?
    Ojej, a zdążyłam już polubić Grubasa :'(. Biedny Grubasek. Co Cię podkusiło żeby zabić koteczka? Wróć koteczku... *chlip* *chlip* *niekontrolowany szloch* *mój pokój zamienia się w słonowodny basen*
    Z kolei bardzo fajnie wyszło gadanie o głupotach przez poturbowaną kobietę. Tak autentycznie. Widać przeżyty szok.
    Ale znowu uważam, że Alexis nie zachowuje się do końca tak, jakby przed chwilą prawie umarła. Nie chodzi mi o to, że pomaga poszkodowanej, ale używa takich niepodstawowych słów typu ewakuacja. Zwłaszcza kiedy potem krzyczy do rozbitków że muszą się ewakuować, układa też trochę za długie zdania jak dla mnie. Zazwyczaj w sytuacjach zagrożenia, zwłaszcza jak bohater jest w kiepskim stanie psychicznym, to jest w stanie budować zdania składające się z maksimum trzech wyrazów. Przepraszam, że się tak czepiam, Twoi bohaterowie i tak są super skonstruowani. Niestety naoglądałam się sporo filmów ze słabymi postaciami i teraz jestem przewrażliwiona na tym punkcie (z drugiej strony mogę powiedzieć że Twoi bohaterowie są o niebo lepsi niż większość komercyjnych postaci).
    Pomysł z przysuniętym horyzontem jest supergenialny. Po prostu zrobiłam takie wielkie wow kiedy o tym czytałam. Świetny.
    Okej, czyli na tym skończę. Dziękuję za cudowny rozdział i życzę dużo weny na następne. ^_^






    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham cię za te długie komentarze! *.*
      Apolla chyba pokochają wszyscy, przynajmniej taką mam nadzieję. W przypadku Scara wiele osób go nie lubiło, z Apollem powinno być inaczej. Artemida to natomiast postać, która nie jest takim "wesołym promykiem", jak jej brat, więc na przykład gdy o Artemidzie będzie pisane z perspektywy Alexis, nie będzie się ona już wydawała taka fajna. Z drugiej strony Alexis nie polubi również Apolla, więc trudno ufać jej osądom :D
      "Zaraz, więc robimy połączenie z mitologią rzymską?" - Nie, czemu? Jest coś w tym rozdziale co na to wskazuje? :O Jeśli tak to napisałam to całkowicie nieumyślnie (:
      Ja natomiast nie lubię części o Alexis, bo okropnie mi się ją pisało. Było to w jeden z tych dni, w które nie miałam na nic siły, ale stwierdziłam, że wypadałoby coś napisać, więc wyszło coś okropnego. Przed opublikowaniem stało się mniej okropne, bo siedziałam nad poprawkami kilka godzin :D Cieszę się przynajmniej, że widać rezultaty.
      Muszę coś zrobić z tym zachowaniem Alexis, bo nie jesteś pierwszą osobą, która mi je wypomina. Zaraz spróbuję to jakoś poprawić.
      Grubas nie umarł, nie płacz! Zapewne na wołanie Lexi nie przyszedł dlatego, bo coś jadł... ;D
      Czepiaj się, ile chcesz, bardzo się z tego cieszę, bo wtedy wiem, co trzeba poprawić (:
      To ja dziękuję za cudowny komentarz! :*

      Usuń
    2. Och, skoro już mówimy o Apollinie (Apollu? Niby obydwie odmiany są poprawne, ale tak trochę dziwnie to brzmi :p Będziesz używać w opowiadaniu odmiany z Apollinem czy Apollem?) wiesz kto jeszcze będzie o nim pisał?
      Riordan ;p
      Podobno pracuje nad książką, w której głównym bohaterem będzie właśnie Apollo przemieniony przez Zeusa za karę w człowieka. Riordan trochę się skiepścił w paru częściach Herosów, ale perspektywa tytułów rozdziałów w formie wierszyków (czy tam haiku) Apolla brzmi bardzo obiecująco ;)
      Bardzo superaśnie, że Artemis nie będzie milutka. Nigdy jej nie lubiłam i nie pasowałoby mi do niej bycie sympatyczną.
      To Janus mnie tak zmylił. Jest to dosyć rzymski bóg, a Artemida i Apollo trochę o nim rozmawiają, no i walnął Apollowi to magiczne przejście (swoją droga, nie uważasz że powinniśmy dla bliźniaków wymyślić jakąś ksywę w stylu A² albo coś takiego? xD). Połączenie z mitologią rzymską byłoby bardzo fajne, ale dużo z tym plątania, więc musiałabyś z czymś takim uważać.
      Więc Grubasek żyje?*.* Ooch radujmy się albowiem potomstwo Pasht wciąż będzie żyło i doznawało radości istnienia! :D Jak się cieszę, że nie jesteś autorką, która uśmierca zwierzaki ;)

      Usuń
    3. O nie, o nie! Riordan napisze serię, której głównym bohaterem będzie Apollo? No i moje nieśmiałe plany wydania książki zostały pogrzebane :( Jeśli teraz miałabym zamiar wydać Kierunek (co było tylko odległym marzeniem, ale jednak marzeniem), wszyscy będą go postrzegać jako podróbkę tej serii Riordana. Nie dość, że związane z mitologią, to jeszcze głównym bohaterem jest Apollo. Cudownie </3
      No nic, i tak pewnie nic by z tego nie wyszło, a tak przynajmniej będę miała szansę przeczytać nową serię Riordana o moim ulubionym bogu (obok Hermesa).
      Pomysł z ksywką jest świetny, że też na to nie wpadłam! Teraz dzięki tobie spróbuję coś pokombinować. Czy w razie czego mogę używać A²? Spodobało mi się (:
      Nie będę się bawić w łączenie rzymskiej z grecką - Riordan próbował i wyszło okropnie, więc zdecydowanie nie chcę powtórzyć jego błędu.
      Mogę znieść śmierć dorosłych, nawet dzieci. Ale nie śmierć zwierząt :(

      Usuń
    4. Też pomyślałam o Twoim "Kierunku" jak o tym przeczytałam. Może jak się sprężysz to uda Ci się wydać przed Riordanem ;p, w końcu on ma jeszcze Magnusa Chase'a na głowie ;)
      Proszę bardzo, możesz śmiało używać A².
      Mi przyszło to do głowy jak uznałam, że pisanie "Artemida i Apollo" zabiera stanowczo zbyt dużo czasu ;p
      Mam tak samo. Won od zwierzątek, autorzy! ;)

      Usuń
    5. A, i jeśli nie będzie występować w Kierunku mitologia rzymska, to dobrze byłoby zamienić tego Janusa na przykład na Hekate. :)

      Usuń
  18. Patrząc na mój obecny plan zajęć, wydawało mi się, że na studiach będę miała dużo luzu, ale wychodzi na to, że mam go jeszcze mniej niż przed maturą. No, ale nie marudzę - przybywam z komentarzem!
    Powiem ci, że świetnie mi się ten rozdział czytało, co zabrzmi może dość okrutnie biorąc pod uwagę cierpienie, jakiego doświadczyli twoi bohaterowie.
    No, ale zapominając o tym na krótką chwilę, to mieliśmy okazję spotkać Apolla i Artemidę, których jakoś tak z miejsca polubiłam. Apollo jest tak bardzo zadufany w samym sobie, że po prostu nie można przejść obok niego obojętnie. Albo się go pokocha, albo znienawidzi. Ja wybrałam tę pierwszą opcję. Świetnie go wykreowałaś. Artemida jest nieco bardziej stonowana, taka chłodna, ale wykazała się też troskliwością, choć te jej próby skrócenia kary dla brata odniosły przeciwny efekt... No, ale cóż. Ważne, że się starała i w jakimś tam stopniu umożliwiła mu jakiś kontakt ze światem.
    Alexis jest odważna i ma w sobie nutkę przywódczą. To dobrze dla niej wróży. Katastrofę opisałaś kapitalnie, choć sam moment wybuchu był straszny. Podziwiam Alexis, że odważyła się wrócić po tamtą kobietę. Ja sama nie wiem, co bym zrobiła, gdybym znalazła się na jej miejscu. Pewnie też byłabym w niezłym szoku tak jak tamci ludzie, a ona pozbierała się bardzo szybko.
    Cóż, wprost nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę tak źle jest na studiach? Już się boję...
      Osobiście myślę, że Apolla polubią wszyscy, bo kreuję go na postać, której nie da się nie lubić... Oby tylko mi się to udało.
      Apollo jest jedyną osobą na świecie, dla której Artemida w ogóle zadałaby sobie trud, by mu pomóc i wobec której nie jest całkowicie oschła.
      Jesteś pierwszą osobą, która zauważyła skłonności przywódcze Alexis, a to dość ważna cecha jej charakteru, która będzie miała wpływ nie tylko na samo ukształtowanie hierarchii na wyspie, ale również na losy innych bohaterów. Chyba mało kto zachowałby się jak Lexi, większość zostawiłaby kobietę na śmierć (prawdopodobnie łącznie ze mną...).
      Dziękuję! :*

      Usuń
  19. Ty mówisz długi. Ja mówię – za mało.
    Zaprawdę, tak szybko mi się czytało tą całą akcje, że byłam pewna, że to dopiero gdzieś połowa, gdy nagle znalazłam się na końcu. :’( Ubolewam, że teraz trzeba będzie czekać miesiąc na kolejny rozdział, ale jestem pewna, że treść zrekompensuje czas oczekiwana. ^^
    Teraz tak.
    Po pierwsze mamy Apolla (swoją drogę jeden z moich ulubionych bogów). Jest trochę nadęty, ale szczerze? Nie przeszkadza mi to. W każdej historii przydaje się jeden samolubny bohater. Wtedy poziom mojego egoizmu spada z dziewięćdziesięciu do pięćdziesięciu procent. :) Poza tym całkiem zabawny z niego gość. A sytuacja z Tanatosem mnie rozwaliła :’D Matko, nie mogłam przestać się śmiać. Zastanawia mnie tylko czemu Tan wszedł do łóżka Apolla… Dobra, nie wnikam. Ma jednak powody by czuć się beznadziejnie i płakać, choć sądziłam, że bogowie tego nie robią. Widzę, ze chcesz bardzo pokazać ich ludzką stronę, i świetnie ci to wychodzi. Artemidy nigdy nie lubiłam i wątpię czy cokolwiek skłoni mnie do tego bym żywiła do niej przyjaźń. Wydaje mi się taka nieczuła i ostra, jak grot jej strzały. Nigdy nie rozumiałam jak bogini łowów może być jednocześnie boginią zwierząt. Z jednej strony je zabija, a z drugiej je kocha. Czy tylko dla mnie jest to drobny dysonans?
    A przechodząc już do Alexis…
    Świetnie wszystko opisałaś. Jak żywe, mogłam wyobrazić sobie każde zdarzenie i scenerię. Jakoś nie specjalnie pociąga mnie widok krwawej plaży, rozumiem pierwotną decyduję Alexis, aby po prostu odejść nie oglądając się za siebie. Zapewne poskąpiłabym tak, samo, ale ja nawet nie próbowałabym nikomu pomagać. Wiem, że to brzmi okrutnie i samolubnie, no cóż nic nie poradzę. Próbuję się po prostu postawić w jej sytuacji, i po prostu tego nie widzę. Większą zimną krew zachowałabym stojąc oko w oko z uosobieniem Freddy’ego Krugera. Także, otrzymuje ode mnie coraz więcej punktów. Ojjoj, niedobrze, zaraz przebije Apolla ;-;
    Jej końcowe pytanie mnie rozwaliło. Po prostu, aż miałam ochotę wrzeszczeć: „Na Atlantydzie. Tak, tak tej zaginionej, prawdopodobnie nieistniejącej wyspie. Gratuluję, wygrałaś dożywotni pobyt”. Wiem, że to nie powinno mnie bawić, bo sytuacja bohaterów z pewnością nie jest zabawna, ale co ja poradzę. ^^
    Czekam niecierpliwie na następny rozdział!
    Życzę potopu weny i pozdrawiam, Alessa :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Apollo jest zadufany w sobie, ale bądźmy obiektywne - ma powody :D Tanatos wszedł do jego łóżka, bo był wymęczony lataniem po świecie w celu sprowadzania dusz do Hadesu i musiał odespać... No albo są tu jeszcze jakieś inne powody, ale o tych wolałabym nie wiedzieć ;p
      Większość bogów nie płacze, ale Bóg Śmierci potrzebuje się czasem wyżalić, a ramię Apolla tak chętnie obejmuje osoby w potrzebie...O, bogowie, mam takie myśli przez ten twój komentarz z łóżkiem! :D
      W moim opowiadaniu raczej nie polubisz Artemidy, ja sama jej nie lubię, głównie przez to, że jest Boginią Łowów... No i faktycznie jest hipokrytką (w sumie to ludzie ją z niej zrobili).
      Myślę, że zdecydowana większość by się ewakuowała z plaży, nikomu nawet nie pomagając. Ja bym może krzyknęła do paru innych osób, że zaraz będzie eksplozja i że powinni uciekać, ale jakby nie posłuchali to raczej bym nawet nie próbowała ich przekonywać. Wzięłabym jedną osobę pod pachę, żeby nie zostać samej na wyspie i uciekła na drugi jej koniec :D A jak inni chcą zostać, proszę bardzo.
      "Gratuluję, wygrałaś dożywotni pobyt" - Hahaha, rozwaliło mnie to! Szczęściarze z nich wszystkich, nie ma co.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  20. No;) Wreszcie jestem. Miałam duże problemy techniczne ale jest ok i wracam na blogosferę. Rozdział cudowny:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Na razie informuję tylko, że przeczytałam, skomentuję później :) <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Cześć! Bardzo lubię Twoją twórczość i wprost nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! ;) Jesteś wspaniała :)
    PS. Wyłapałam jeden błąd" "Ruszyli powoli do przodu, ledwo mieszcząc się we dwóch na wąskiej ścieżce.". Apollo szedł z Artemidą, więc powinno być "we dwoje" :)

    Poza tym super, pisz jak najwięcej!! ;)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wytknięcie błędu, już poprawiam (:
      Ogólnie dziękuję za komentarz, bardzo się cieszę, że ci się podoba! :*

      Usuń
  23. Zastanawia mnie, kto mieszka w pozostałych domostwach na Atlantydzie, skoro najwyraźniej dla Apolla jest to takie przekleństwa, a wyspa pełni rolę więzienia. Ciekawa jestem, jak Zeus załatwił to, że on nie może się stamtąd wydostać, skoro najwyraźniej inni bogowi mogą się swobodnie przemieszczać.

    Natomiast druga część bardzo kojarzy mi się z serialem „Lost”, szczególnie, że tutaj też samolot rozpadł się na dwie części, z czego jedna spadła do wody, a druga na plażę.

    Niemniej, pomysł diablo ciekawy i z chęcią będę obserwować, co jeszcze wymyślisz ;)

    Pozdrawiam gorąco,
    maxie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca jest tak, że bogowie mogą sobie swobodnie przybywać i opuszczać wyspę, ale bliżej opiszę to w następnych rozdziałach (:
      Opis katastrofy rzeczywiście nieco wzorowałam na Zagubionych, ale już niedługo podobieństwa do serialu nie będą widoczne (a przynajmniej się postaram, choć to trudne, gdy pisze się opowiadanie o rozbitkach). Jedna część samolotu spadła na plażę, ale druga nie spadła do wody, tylko w inną część Atlantydy, o której będzie w następnym albo jeszcze następnym rozdziale. Alexis znajdowała się w wodzie, ponieważ jej siedzenie oderwało się od pierwszej części samolotu w czasie katastrofy (pod sam koniec pierwszego rozdziału) (:
      Dziękuję! :*

      Usuń
  24. Strasznie ciężko jest mi skomentować ten rozdział, bo czytałam go na raty - trochę na nudnej informatyce, trochę wieczorem na telefonie, końcówkę teraz przed lekcjami, więc muszę te urwane fragmenty skleić w jedną spójną całość. A może wcale nie tak spójną? Przynajmniej na razie mam takie wrażenie. Pokazujesz akcję z różnych punktów widzenia i te historie jeszcze sie ze sobą nie przecięły. Ale to już niedługo, tak czuję ;)
    Rodzeństwo bardzo przypadło mi do gustu, Tworzysz bardzo barwne i wyraziste postacie, czego Ci szczerze zazdroszczę. Fajnie, że między wierszami przemycasz informacje o mitycznych odpowiednikach tych bogów, w sensie tłumaczysz czego są patronami, z czego zasłynęli itp. I wychodzi to bardzo naturalnie :)
    Myślałam, że pojawienie się Tanatosa u Apolla rozjaśni mi bardziej ten wątek z Alexis. Ale ja chyba potrzebuję precyzyjniejszych wyjaśnień, bo dalej nie wychwyciłam, co ma Alexis do bogów xD Ale ja tak mam, także spokojnie, załapię za parę rozdziałów ;p
    Na pochwałę zasługują Twoje genialne opisy. Czułam się, jakbym tam była z Alexis! Naprawdę nie wiem, co powiedzieć, to było świetne! Wiesz, które szczegóły można pominąć, a które stworzą klimat. Opisy nie są za długie, nie nudzą. Są wciągające i od razu wprowadzają czytelnika w Twój świat.
    No i jeszcze bardziej lubię Alexis. Świetna postać ;) Będzie ciekawie, to na pewno.
    Czekam na pojawienie się na scenie innych bohaterów, no i Grubasa ;)
    Jejku, jestem zachwycona! Napisz kiedyś jakąś książkę, kochana! <3

    OdpowiedzUsuń
  25. Czytając ten rozdział przypomniał mi się Lost, którego na początku uwielbiałam, a ostatniego sezonu nawet nie oglądałam. Zaczął się za bardzo ciagnąć, a Kate przespała się z Sawyerem i mi się odechciało:< Taka prywata;D W każdym razie uwielbiam takie klimaty i ogromnie mi się podoba, że mogę czytać coś takiego u ciebie. Tym bardziej, że twój styl jest świetny, na opowiadanie masz pomysł i widać, że dążysz do czegoś konkretnego, do ustalonej fabuły. Lubię wiedzieć, że to co czytam jest w jakimś stopniu zaplanowane. Także tu dla ciebie plus. Bardzo podobał mi się też opis rozwalonego samolotu, tego zdezorientowania ludzi itp. Myślę, że w takim rozdziale było to bardzo istotne, w końcu ludzkie emocje budują klimat i sposób odbierania wydarzeń. Co mi się trochę nie podobało? To, że ta kobieta z rozwaloną nogą potrafiła tak sobie żartować. Nie wiem jaki to jest ból, gdy rana jest tak głęboka, że widać kość, ale wydaje mi się, że ogromny. I wątpię, że komuś chciałoby się w takim momencie rozpaczać nad utraconą gotówką na zakup biletu. Myślę, że to było zbyt oderwane od tego fragmentu. Zaskoczyło mnie też, że tonąc Alexis była w stanie wygłaszać uwagi o bezpieczeństwie w lotnictwie. Wiem, że to tylko zdanie, ale jakoś mnie... odrzuciło xD Jednak wolałabym czytać o jej przerażeniu, sile walki itp, a nie o sarkastycznych uwagach, na które chyba nie bardzo było tu miejsce. Jestem ogromnie ciekawa, co ci ludzie zrobią i czy uda im się przetrwać. Liczę, że naprawdę nas zaskoczysz w tej kwestii;D
    A co do tego fragmentu, to podobał mi się Tanatos. To, że tak przejął się losem tych ludzi. A co do kary... czy 5 lat to nie mało w boskim przeliczniku? Skoro żyją po ileś setek czy tysięcy (albo nieskończenie długo, ja tam nie wiem) to co to dla nich 5 lat?
    Pozdrawiam! ;**

    OdpowiedzUsuń
  26. Kochana! Na początku bardzo Ci dziękuję za to, że znalazłaś chwilę i wpadłaś do mnie! Bardzo się ciesze, ze Ci się spodobało! No i przepraszam Cię bardzo za te opóźnienia, ale po prostu nie miałam kiedy napisać komentarza. Ostatnio trochę sobie odpuściłam z blogowaniem xD
    Tak czy owak bardzo mi się podobało. Im więcej czytam o Atlantydzie, tym bardziej jestem przekonana, ze to naprawdę nie jest zwykła wyspa. No i poza ocalałymi z katastrofy, zamieszkuje ją także Apollo, którego zdążyłam bardzo polubić.
    A właśnie! Jeśli chodzi o niego i Artemidę! Zaskakujesz mnie coraz bardziej, muszę Ci powiedzieć! Ja zawsze, ale to zawsze, nawet, jak czytałam o tym w jakimś opowiadaniu, to bogów kojarzyłam z istotami (bo chyba ludźmi ich nie możemy nazwać, no nie xD ) wyniosłymi, takimi wywyższającymi się i uważającymi za lepszych. A Ty nam tutaj pokazujesz, że oni są naprawdę „ludzcy” (a przynajmniej tak sądzę po bliższemu poznaniu Apolla). Trochę mi szkoda Apolla, ze taką kare dostał i musi na tej Atlantydzie biedaczek siedzieć skoro widać od razu, że to nie jest miejsce stworzone dla niego. Co innego Artemida – Dla niej to chyba idealne miejsce xD
    Ale dość o nich, bo jest też ta ciemna strona medalu :/
    Byłą katastrofa. Naprawdę tak to wszystko realistycznie przedstawiłaś, że aż miałam przed oczami tą plażę, ten piasek mokry od krwi i te szczątki ludzkie walające się wszędzie. To było okropne, ale i bardzo dobre na swój sposób. Bo pięknie opisałaś tą tragedię. Kiedy Alex znalazła tą połamaną kobietę to myślałam, że ona będzie świadkiem jej śmierci. A później zaczęła odchodzić, i pomyślałam „Chryste, dziewczyno! Przecież ty jej nie możesz zostawić!” Ale na szczęście ona poszła po pomoc. Czuję, ze to jest dopiero początek problemów naszych rozbitków. I wiesz co? Jak o nich czytam, to mimo wszystko na myśl przychodzi mi ten serial „zagubieni” xD
    A, no i wiesz co? Genialny masz zwiastun! Czyżbym wyczuła, że ktoś oprócz mnie jest fanem „the hundred”? Jejku, ja to kocham! xD
    Pozdrawiam, Kochana! :*

    OdpowiedzUsuń
  27. Przeczytałam. Przepraszam, że tak późno, ale jakoś nie mogłam się za nią zabrać, a nie chciałam czytać nie mogąc skupić się na treści.
    Czy ty zawsze musisz zmuszać ludzi do płaczu?! A no tak mnie zmuszać nie trzeba, sama sobie doskonale radze. Opis tej rannej i jej wola życia były niesamowite. Czyżby Tanatos wspomniał o Kayth?! Kiedy o to czytałam to, aż się uśmiechnęłam.
    Apollo i Artemida ♥ kochani są
    Cuuuuudowny wpis czekam na następne, pozdrawiam♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps.: Zaczęłam oglądać The 100 i się zakochałam *.*

      Usuń
  28. Okej...
    Nie wiem czy wiesz, ale uwielbiam Apolla i Artemidę. Są boscy :D
    Takie prawdziwe wiecznie uśmiechnięte rodzenstwo, które ma jakieś kilka tysięcy lat. I zrobią dla siebie wszystko.
    Co takiego zrobił Apollo, ze zesłali go na Atlantydę?
    Ukradł lusterko Afrodycie? Czy moze coś gorszego?
    Ciekawe, ciekawe...
    Tanatos leci po pomoc! I on wspomina Kath, prawda? :)
    Aelx przywódcą czy coś w tym stylu.?
    Lubię ją, serio. Jest w niej coś takiego, że juz ją lubię.
    Coż pozostaje miczekać do następnego.
    Pozdrawiam Catty :*

    OdpowiedzUsuń
  29. Niesamowicie podoba mi się fabuła tego opowiadania. Jest zupełnie inna od wszystkich blogów, które dotychczas czytałam. Za to ogromny plus. ♥ Rozdział faktycznie długi, ale cudowny. Czytało się go niezwykle przyjemnie.
    Już uwielbiam zarówno Apollo i Artemidę. Apollo za jego wrażliwość i chęć pomocy, oraz poczucie humoru, a Artemidę za siłę, jaka w niej drzemie. Lubię takie silne bohaterki, typowe kobiety z jajami XD Jestem niezmiernie ciekawa, co zrobił Apollo, że tak zdenerwował Zeusa. Mam nadzieję, że niebawem się dowiemy.
    Przeżycie takiej katastrofy musi być okropnym przeżyciem. Nie wiem, co bym wolała. Śmierć, czy jednak przeżycie i znalezienie się na jakiejś wyspie pośrodku niczego. Chyba jednak to drugie, o ile miałabym jakiś towarzyszy. A Alexis takowych ma. Tak w ogóle to naprawdę bardzo ją podziwiam. Silna z niej dziewczyna. Ale to dobrze, że chociaż ona zachowuje zdrowy rozsądek w obliczu takiej tragedii. Faktycznie, tak jak kilka osób wcześnie wspomniało, ten wątek z katastrofą przypomniał mi serial "Lost". :D
    Cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na kolejny rozdział i życzyć dużo weny!
    Pozdrawiam i w wolnej chwili zapraszam do siebie na prolog: all-except-you-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  30. Jestem i ja i teraz żałuję, że nie napisałem komentarza od razu po przeczytaniu. Najlepiej komentuje mi się będąc jeszcze w emocjach, a tak... gdy emocje już opadły, nie wiem czy dam radę zawrzeć w komentarzu wszystkie z moich odczuć.
    Spodziewałem się, że nawiążesz jeszcze nie raz do mitologi, ale nie spodziewałem się Apolla na Atlantydzie. Już prędzej jego siostrę, jako boginie łowów tam widziałem, albo Demeter, bo jak się nie mylę ona była od plonów i urodzaju. Sądziłem po prostu, że będziesz na tyle wspaniałomyślna, by zesłać tym rozbitkom, kogoś kto im pomoże i będzie względnie przydatny, a nie takiego narcyza i boga sztuki, w końcu oni tam o życie walczyć mają, a nie malować obrazy czy tworzyć rzeźby. O graniu na harfie nawet nie wspomnę.
    Przy zdaniu mówiącym o tym, że lustro jest lepsze od łóżka,wyczułem sarkazm, ale glebnąłem ze śmiechu. Przekomarzanie rodzeństwa świetne, ale coś mi mówi, że siostra Apolla nie jest do końca uczciwa i w tym portalu tkwi jakiś podstęp.
    Ciekaw jestem kto jeszcze zamieszkuje Atlantydę i za jakie krzywdy zostali tam zesłani, a może sami się na nią wprosili?
    Alexis póki co jest taką altruistką, co lubi pomagać, czuje potrzebę pomocy i nie umiałaby zostawić potrzebującego w chwilach zagrożenia. Z jednej strony mnie to cieszy, a z drugiej się o nią martwię, bo często ludzie, którzy podzieliliby się ostatnią kromką chleba dostają najmocniejsze kopy w zadek i to zazwyczaj od tych, z którymi niegdyś się podzielili. Jedno znane wszystkim powiedzenie mówi, że w jedności siła i w jedności moc i tylko zjednoczeni zwyciężają, a drugie mówi o tym, że silny ten co pójdzie po trupach, bo przetrwać mogą tylko najsilniejsi, a nie wydaje mi się że silnym jest ten co lituje się nad innymi, bo jaką ma pewność, że inni zlitują się nad nim, że postąpią uczciwie, że odpłacą mu tym samym? Żadnej. Po ludziach czasami najlepiej spodziewać się tego co najgorsze, bo wtedy można się na to przygotować, no i zawód jest mniejszy gdy się otrzyma to czego się spodziewano, a ewentualnie zaskoczy się pozytywnie, gdy się jednak pomyliło w ocenie człowieka.
    Jak zwykle świetny styl, cudowne opisy i tak dalej trzymaj. Czekam na trójeczkę.

    Pozdrawiam
    otchlan-szarosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  31. Jesteś genialna!! Strasznie spodobała mi się ta historia. Ciekawy pomysł miałaś. Mitologia, Atlantyda... i te opisy <3 Całość cudowna. :) Ciekawa jestem, czemu Mojrom tak zależało, by Alexis przeżyła. Jakie jest jej przeznaczenie? Widać, że jest naprawdę silną osobą. Dała radę wypłynąć, choć miała naprawdę ciężko i po tym wszystkim jeszcze zachowała zdrowy rozsądek i pomogła tej kobiecie. Szok. Nie jedna osoba pewnie nie podołałaby temu wszystkiemu. Jestem pełna podziwu dla niej. I dla Ciebie, że potrafisz sobie to wszystko dokładnie wyobrazić i przedstawić to, opisać. :) Zazdroszczę. Przeraża mnie to, co widziała... te części ciała, zmasakrowane, krew... oj, coś czuję, że nie zapomni długo tego widoku. Jestem strasznie ciekawa, jak sobie poradzi na wyspie i czy spotka Apolla i Artemidę. W ogóle szkoda mi jej ojca... tak bardzo prosił ją, by została. Musiał mieć naprawdę silne przeczucie. Teraz pewnie mu ciężko, że nie zdołał powstrzymać córki przed odlotem. ;c W ogóle mogłaś uratować Grubasa! Ej, no, no noooo tego Ci nie wybaczę, że nie przeżył. ;c A może jednak krąży gdzieś po wyspie? Ech... ale jakie taki kot ma szanse na przeżycie? Pewnie żadne. Ale może jednak??

    OdpowiedzUsuń
  32. Jest bardzo ciekawie! Wiadomo już, że wyspę zamieszkują mitologiczni bogowie i to oni zamoczyli palec w wodnym lustrze losu, skazując ten samolot na taki a nie inny finał.
    Katastrofa bardzo realnie oddana, widać, że bierzesz przykład z tych cudownych seriali i starasz się wzorować wszystko tak, żeby bohaterom nie było zbyt łatwo.
    Alexis to naturalna przywódczyni. Wystarczyła chwila i już objęła dowodzenie. Oby tylko dała radę utrzymać tą koronę, ludzkie oczekiwania są czasami irytujące. :)
    Świetny rozdział! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, a przy okazji sobie trochę brzydko po-spamuje, bo w sumie jestem ciekawa Twojej opinii. Zapraszam Cię na mojego nowego bloga www.piesn-ognia.blogspot.com
      Tylko dwa rozdziały, więc żadnego, niebotycznego nadrabiania. Może Ci się spodoba?
      Buziaczki!

      Usuń
  33. – Rozmawiałam, mój ty skłonny do dramatyzmu bracie – wywróciła oczami i odwróciwszy się na pięcie, ruszyła do przodu, oczekując, że podąży za nią. Kiedy rozdzieliła dłońmi zagradzające jedną ze ścieżek krzewy, kontynuowała – Niestety Pan Buc stwierdził, że rozmiar twojej zbrodni jest zbyt wielki, by mógł ci pozwolić opuścić Atlantydę wcześniej. – Dwukropek przed „kontynuowała”.
    – Wydaje mi się, że napisali nawet o niej książkę – mrugnął, na co roześmiała się cicho, strasząc jakieś ukryte poród krzaków żyjątko. – A co krzaki rodziły? ;D
    Dolina była umiejscowionym między górami miasteczkiem, zaprojektowanym przez najznakomitszych architektów z czasów świetności Atlantydy. – Między górami a miasteczkiem, jak się domyślam.
    – Czemu jesteś półnagi?! – odkrzyknął piskliwie Bóg Śmierci, zakrywając się narzutą pod samą brodę. – Słowo Bóg, pisane wielką literą, zarezerwowane jest „personalnie” dla chrześcijańskiego Boga Ojca, więc w tym wypadku powinnaś napisać to słówko małą literą. Śmierć też, prawdopodobnie, jeśli nie jest tu interpretowana jako konkretna osoba, a... przedmiot (?), ostatnia chwila, czy jakkolwiek to nazwać. To samo tyczy się tytułów, które wystąpiły wyżej (nie mam pojęcia, dlaczego wcześniej mi to umknęło): Bóg Wróżb i Bogini Łowów. Imiona bóstw, jak Artemida czy Tanatos, owszem, wielką literą, ale samo określenie tytułu małą. Tym bardziej, że w dalszej części tekstu „bogowie” występują już bez podkreślania autorytetu wielką literą.
    – Och, co ja najlepszego zrobiłem! Gdyby chodziło tylko o tę Alexis, ale przecież na szali było życie ponad sto osób! – Ponad stu.
    Jej ciało błagało o litość, ale zbywała je zaciśnięciem zębów. – Coś mi tu nie do końca styka. Skoro zbywała, to raczej zaciskaniem niż zaciśnięciem, bo czynność trwa, niedokonana czy coś, nie bardzo pamiętam, jak to się fachowo nazywa w naszym pięknym języku. W każdym razie jak pojedynczym zaciśnięciem, to zbyła, a jak chce zbywać bez przerwy, jak w tym zdaniu, to musi też bez przerwy te biedne zęby zaciskać, co pewnie nie najlepiej odbije się na jej uzębieniu i samej żuchwie, ale kto by się tym martwił w tak dramatycznej chwili!
    Czuła, że umierała, ale jakże bezsensowna byłaby to śmierć, gdyby spotkała ją zaledwie kilka centymetrów od tafli wody. – Bezsensowna to chyba nie do końca trafne określenie. Raczej tragiczna czy ironiczna, chociaż... no, tragiczna na pewno tak czy siak.
    Choć wrzeszczała z bólu, ponieważ każdy ruch był torturą, nie poddawała się. – Aż dziw, że nie opiła się przy tym wody, a któraś jej dawka przypadkiem jej nie udławiła! Serio, pływanie (zakładam, że nie robiła tego na plecach) i krzyczenie jednocześnie to nie najlepszy pomysł. :>
    Gdy była w stanie wyczuć stopami dno, niemal zapłakała z ulgi. – Pewnie się czepiam, ale... czy Alexis nie płakała już wcześniej? Bo nie bardzo rozumiem, czy przestała i znów zaczęła, czy to po prostu ciąg dalszy.
    Wykorzystując resztki energii, doczłapała na brzeg i osunęła się na piasek. – „(...)doczłapała się na brzeg i osunęła na piasek” byłoby chyba bardziej spójnie i poprawnie gramatycznie.
    W powietrzu nie unosiły się wrzaski zrozpaczonych ludzi, nie słychać było palących się części maszyny. – „Słychać palącą się maszynę” brzmi nieco dziwnie. Wiem, co chciałaś powiedzieć, trzask płomieni, wyginanej wysoką temperaturą blachy i te sprawy, ale płomień jednak z reguły najpierw się widzi i zwrot z użyciem słuchu nie wpasowuje się w resztę tekstu, stwarza logiczny dysonans, przynajmniej moim zdaniem.
    Palce zdrowej dłoni się niemrawo poruszyły. – Zgrzyta szyk zdania. „Poruszyły się niemrawo" albo "niemrawo się poruszyły”.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Musimy się ewakuować z tej części plaży. Wrak może wybuchnąć w każdej chwili – Nikt się nie ruszył, nawet ci, którzy zdawali się ją rozumieć, więc powtórzyła, tym razem ostrzej – Trzeba uciekać! – Po „wrak może wybuchnąć w każdej chwili” powinna stać kropka, tak jak po „(...)powtórzyła, tym razem ostrzej” dwukropek. Chyba, że powtórzyła pierwsze zdanie, a dopiero potem dodała, że trzeba uciekać. Wtedy powinna być kropka.
      – Czy ktoś z was zna się na medycynie, lub chociaż na pierwszej pomocy? – Przed „lub” nie stawiamy przecinka.
      W oddali majaczyły sylwetki oddalających się rozbitków i przez moment kobieta zazdrościła im, że nie musieli nieść ze sobą sześćdziesięciokilogramowego bagażu. – W oddali oddalały się, czujesz to zdanie? Takie masło maślane.
      Ziemią zatrzęsło, a cała ich piątka upadła na ziemię, niczym szmaciane lalki. – Okej, kto taki chojrak i się utrzymał na nogach? Była Alexis, poszkodowana z wyrokiem śmierci i zdaje mi się, że czterech osiłków, których wybrała Australijka. To siłą rzeczy daje sześć osób, gdzieś Ci jedna postać uciekła. ;D
      + Kilka kropek, których nie wypisałam, w dialogach uciekło, coraz mniej, ale jednak jeszcze parę znalazłam, więc przejrzyj w wolnej chwili tekst. :)


      Nie wiem, czy to przez ogólne zmęczenie oczu, które zmusza mnie do jeszcze uważniejszego gapienia się w monitor, czy jakieś umysłowe niedomaganie, które włada mną od kilku dni, ale gdy pierwszy raz czytałam ten rozdział jakoś niedługo po publikacji, ta pierwsza część była znacznie krótsza, bo kończyła się zaraz za częścią z perspektywy Apolla... :o Dziwne. Teraz w Alexis wyłapałam to, co przeoczyłam ostatnio, a skoro już przy niej jestem – gdzieś we wcześniejszych komentarzach rzuciło mi się w oczy, gdy przewijałam, że to była ta część, która pisało Ci się gorzej. Znów nie mam pojęcia, czy to ja jestem za bardzo czepialska, czy podskórnie jestem ludzkim gnomem tylko w połowie świadomym swojej drugiej natury, ale mimo tego, że wszystkim najwyraźniej się czytało świetnie, cóż, ja mam wrażenie, że czytało mi się to tak, jak Tobie pisało – ciężko. Do momentu, w którym Alexis znalazła garstkę ocalałych i przystąpiła do akcji-ewakuacji (wrócę do niej później) czytałam trochę tak, jakbym brodziła w błocie po kolana. Nie zrozum mnie źle, bo technicznie nie było źle, zwyczajnie co jakiś czas nakrywałam się na tym, że w pewnym momencie się wyłączałam i raz jeszcze musiałam czytać dwa, trzy zdania wstecz, żeby złapać znów wątek. Raz to rozwlekałaś, drugim razem przyspieszałaś tak, że tekst stracił na płynności. Poza tym bohaterka zachowywała się co najmniej niecodziennie, w momentami nieadekwatnie do sytuacji. Jak już ktoś wyżej wspominał – czas reakcji był za szybki. Najpierw opisujesz, jak to Australijka cierpi i umiera w samotności, wypruwając sobie flaki, by dotrzeć najpierw na powierzchnię, a następnie do brzegu, a potem z czapy nagle rusza przez plażę i hardo prze naprzód aż znajdzie resztki rozbitków. Kiedy potem z sekundy na sekundę wskoczyła w skórę generała i zaczęła rozporządzać wszystkimi i wszystkim, stała się wprost nierzeczywista. I nie dlatego, że to zrobiła. Zrozumiałe, że ktoś musiał przejąć ster i powiedzieć bandzie zdezorientowanych sierot, co mają robić. Tylko że to stało się za prędko.

      Usuń
    2. Zabrakło mi tu opisu, jak Alexis mobilizuje siły i determinację, jak powoli przestawia się z trybu umierającego na tryb twardego i konkretnego szefa operacji. A wcześniej jeszcze na gotowego na walkę o przetrwanie, nim ruszyła wzdłuż plaży. Cóż, w tym rozdziale Australijka do mnie nie przemówiła. Za to poszkodowana z wyrokiem śmierci była bardzo fajna. Tylko, do diabła, zastanawia mnie, dlaczego oni tak po prostu ją podnieśli, zamiast znaleźć jakiś kawałek blachy/deski/fotela/czegokolwiek, na czym można by ją przetransportować. Nie dość, że usprawniłoby to znacznie cały proces, to jeszcze zapewniło kobiecie większą stabilność, jeśli byłoby odpowiednio duże i ratownicy nie machali tym na wszystkie strony, a co za tym idzie, przemarsz sprawiłby jej mniejszy ból.
      Tanatos! Chyba nie muszę Ci mówić po raz kolejny, jak bardzo go uwielbiam. Artemida zbiera plusy. Było jej za mało, żebym mogła już powiedzieć coś konkretnego, ale podoba mi się jej powaga i (nie dziwota) stosunek do zwierząt. Rzecz jasna nie mam tu na myśli polowań... ale cała reszta jest w porządku! Zwłaszcza bojówki i leśne obozowisko! O Apollinie nie chcę się jeszcze wypowiadać, bo sądząc z doboru perspektyw będę jeszcze miała okazję go poznać. Wydaje się być nieco narcystycznym lekkoduchem, choć sądzę, że jeszcze pokaże swoje drugie oblicze. Zastanawia mnie strasznie, co takiego przeskrobał, skoro zasłużył przynajmniej na sto lat w tej podobno niebezpiecznej dżungli. I, hm. W rozdziale pisałaś, że przejście prowadziło to jakiejś kawiarenki w Holandii, tymczasem w komentarzu przyuważyłam wzmiankę, że „lustro” prowadzi do Olimpu. Zwróciłam na to uwagę, bo też mnie zastanawiało, dlaczego Apollo nie wyjdzie i wróci dopiero za te pięćdziesiąt lat. Chyba że już nie rozumiem, co czytam i chodziło Ci o przejście za wodospadem. :D
      Co do samej Atlantydy: podoba mi się, że myk z Doliną Zieleni jako ostoją wśród złowieszczych chaszczy, rojącej się od krwiożerczych potworów. Tylko w najbliższych rozdziałach musisz mi wyjaśnić, dlaczego bezpiecznie jest akurat tam a nie gdzie indziej i co trzyma wszystkie stwory z daleka (poza obezwładniającym urokiem osobistym Apolla, oczywiście!). Ładnie też poproszę o więcej opisów jej wyglądu i tego, co się w niej ukrywa.
      Ulubiona ostać rozdziału? Łania. <3 Jakie zwierzę wybierzesz w kolejnym rozdziale do oczarowania mnie? :D
      No, chyba zawarłam wszystko. A jak nie i mi się przypomni, to jeszcze tu wrócę i dopiszę. Przepraszam za błędy i brak ładu, jeśli wystąpią, pozwolę sobie zwalić to na godzinę oraz ogólnie baaaardzo leniwy dzień i mam nadzieję, że będzie mi wybaczone. :)

      Usuń
  34. Witaj Vakme ! :)
    Jak obiecałam, tak jestem. Przepraszam, że tam późno, lecz w moim życiu pojawiły się turbulencje i musiałam jakoś wszystko sobie to poukładać.
    Opowiadanie bardzo mnie zaciekawiło, lubię czytać o Bogach - w szkole zawsze lubiłam mitologię :) W tym rozdziale bardzo ciekawie przedstawiłaś Apolla - fajnie, że on będzie, bo jakby nie mówić to nasz patron (bóg sztuki itp, wiesz... xP)
    Postać Boga Śmierci też mnie zaciekawiła, trochę współczuje Tanatosowi, że w coś takiego się w pakował - wiedźmy do całkowicie oszukały, tak się podejść - naprawdę musi być zdesperowany, skoro przyszedł do Apolla, by ten zaopiekował się poszkodowanymi z katastrofy lotniczej.
    O Alexis mogę jedynie powiedzieć tyle, że z początku myślałam, że czytam o sobie - przedstawiłaś parę zarysów z mojego charakteru. Choć nie wiem, czy byłabym tak zmotywowana, by wydostać się z głębin oceanu, ale kogo tam wie... W sumie to wszystko zadziałamy wiedźmy, więc coś jest na rzeczy.
    Rozdziały piszesz bardzo zgrabnie i szczegółowo, gdzie człowiek może całkowicie wyobrazić sobie daną sytuacje. Naprawdę super i z wielką chęcią zostanę Twoją czytelniczą :)

    Zapraszam też do mnie, pojawił się po długim czasie u mnie nowy rozdział :)
    Życzę weny i pozdrawiam serdecznie! :*

    http://slady-tajemnic.blogspot.com
    http://written-heart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  35. Dziękuję Wam z całego serca za wszystkie komentarze, jesteście naprawdę kochani! Wynne, jesteś moim mistrzem, dziękuję, że czuwasz nad poprawnością opowiadania! :*
    Chciałam tylko dać znać, że jestem Wam bardzo wdzięczna za wszystkie miłe słowa i uwagi i mam nadzieję, że mi wybaczycie, iż nie mam siły odpowiadać na każdy komentarz z osobna! Jak tylko trochę odsapnę (ostatnie godziny spędziłam na poprawianiu rozdziału III), na pewno to nadrobię! (:

    OdpowiedzUsuń

Rozbitkowie