19 sierpnia 2016

Rozdział VI. W głębi dżungli

Poprzednio...
Po kilku dniach oczekiwania na pomoc, rozbitkowie lotu numer 807 zdecydowali się wyruszyć w głąb dżungli, by na własną rękę szukać cywilizacji. Zamiast niej, znaleźli kota Alexis, Grubasa, oraz sześcioletnią Mię i jej matkę. Trasę swej wędrówki oznaczali krwią, a gdy ta spłynęła wraz z pierwszym deszczem, zostali uwięzieni w środku lasu, nie mając pojęcia, jak wrócić na plażę, ani jak przeżyć noc. 


Gdyby Alexis miała wytypować osobę, która najszybciej się załamie, zapewne wskazałaby na siebie. Tymczasem to rudowłosy William siedział w smugach deszczu, obejmując kolana i kiwając się w dwie strony.
– Wszyscy umrzemy – zawodził. – Umrzemy. Już nigdy nie obejrzę Gry o tron, nie pojeżdżę na skuterze. Już nigdy nie umówię się z ładną dziewczyną... Boże! Ja już nigdy nawet nie zobaczę ładnej dziewczyny!
Alexis wywróciła oczami, wymieniając spojrzenie z mamą Mii.
– Udam, że tego nie słyszałam.
– Stary, umówienie się z ładną dziewczyną ci nigdy nie groziło – powiedział Christian, klepiąc przyjaciela po ramieniu. Lament jedynie się wzmógł. – Za to jeśli się nie weźmiesz w garść, już nigdy nie spotkasz... jak ona się nazywała? Nina? Już nigdy nie spotkasz Niny.
– I tak jej nie spotkam! Przecież nie umiemy wrócić na plażę!
– Jeśli tu będziesz tak siedział, to na pewno nie wrócimy – powiedział nieprzyjemnie Reuben. Jedynie Alexis oraz Christian wiedzieli, że William chorował na schizofrenię, która prawdopodobnie była odpowiedzialna za atak paniki. W oczach innych rozbitków stał się on natomiast osobą słabą, godną politowania. Patrzyli na niego tak, jak podczas zajęć wychowania fizycznego patrzy się na członków drużyny, którzy przepuszczają gole lub nie umieją odbić piłki. William stał się ciężarem. – Powinieneś się wstydzić. Sześcioletnia dziewczynka trzyma się lepiej od ciebie.
– Bo jeszcze tego nie wie! Nie wie, że wszyscy umrzemy!
Powietrze zaszumiało. Dziwny dźwięk przybierał na sile, skupiając na sobie uwagę wszystkich. Powoli, jeszcze nie do końca wierząc własnym uszom, unieśli głowy do góry. Krople deszczu utrudniały widzenie, ale nie było wątpliwości. Kilkadziesiąt metrów nad nimi, w wolnym tempie szybował samolot. Pilot raz po raz obniżał kurs, co dawało jasny wniosek, że była to eskapada poszukiwawcza. Zapanowała euforia. Rozbitkowie wrzeszczeli, śmiali się, płakali. Wyciągali ręce, jakby w nadziei, że zdołają dotknąć maszyny. Conrad, zaślepiony szczęściem, posunął się nawet do uściskania Alexis. Nie miała nic przeciwko temu.
Nie będąc w stanie wypatrzyć ich w gęstwinie, pilot w niezmiennym tempie szybował dalej, co jednak nie ostudziło ich entuzjazmu.
– Musiałby być ślepy, żeby przegapić wrak samolotu – rzekł radośnie Conrad, a inni podzielali jego zdanie.
Mieli więc dwa wyjścia: albo czekać tutaj, aż ekipa poszukiwawcza ich znajdzie, albo spróbować wrócić na plażę. Mimo sprzeciwu Alexis, zaślepieni szczęściem mężczyźni wybrali drugie rozwiązanie. Blondynka zresztą protestowała nie tyle ze względu na wadliwość pomysłu, co na obawę, że nie zdoła przejść nawet kilkunastu kroków. Nie spała od prawie siedemdziesięciu godzin. Chciało jej się płakać z wyczerpania. Wiedziała jednak, że gdyby została, pozostali by jej nie opuścili, a przecież nie mogła ich spowalniać. Zacisnąwszy zęby, chwyciła swój plecak i podążyła za grupą. Tylko Grubas zauważył, że co chwilę się zatrzymywała i postanowił dotrzymać jej kroku, choć miała poważne wątpliwości, czy zrobił to z powodu przywiązania, czy faktu, że jemu też nie chciało się iść. Alexis liczyła, że uda jej się przejść choć połowę drogi o własnych siłach, niestety przeceniła swoje możliwości. Już po kilkunastu minutach marszu samo opieranie się o drzewo nie wystarczyło. Upuściwszy plecak, osunęła się na mokrą od deszczu ziemię. Opadłe liście skutecznie złagodziły upadek, jednak nic nie mogło zaćmić bólu, który wywołało wspięcie się Grubasa na jej klatkę piersiową. Kot miauczał głośno, jednocześnie chuchając jej w twarz.
– Alexis? Alexis! – rozległy się spanikowane głosy gdzieś daleko, później bliżej.
– Chcesz ją zabić, kolego? – spytał ktoś, po czym ciężar z jej piersi zniknął.  Uh, przecież ty ważysz z dziesięć kilo!
Zmusiła się do otworzenia oczu, by zobaczyć, jak Grubas prycha gniewnie, po czym siada tuż obok. Christian wyciągnął ręce, by pomóc jej wstać, ale odtrąciła je ostatkiem sił. Conrad wywrócił oczami i wyszeptał teatralnie: Królowa dramatu.
– Idźcie... beze mnie – mruknęła, nie do końca wiedząc, czy język współpracował z myślami. – Ja tu troszkę poleżę, dobrze? Tylko troszkę... zaraz was dogonię...
Ostatnie, co widziała, to że Reuben i Christian wymienili zaniepokojone spojrzenia. Nie wiedziała, czy ktoś jej odpowiedział, nie wiedziała nawet, czy rzeczywiście cokolwiek powiedziała. Zamknęła oczy, odnajdując na twardej ziemi więcej wygody, niż w najlepszym hotelu. Jeśli umieranie było tak samo przyjemne, jak oddanie się w objęcia snu po kilkudniowym pobycie na wyspie, mogła umierać.


***

Budziła się kilkakrotnie, za każdym razem czując się zawieszona między snem, a jawą. Wiedziała, że ktoś niósł ją na rękach i w stanach większej świadomości robiło jej się wstyd, że była takim problemem. Zanim jednak miała szansę spróbować się ocucić i pójść o własnych siłach, ponownie zapadała w sen. Nieraz dobiegały jej strzępki rozmów, lecz po chwili stawały się niewyraźnym wspomnieniem.
– Daj, poniosę ją – odezwał się ktoś z nutą arogancji w głosie.
– Jasne, a przy okazji upuścisz parę razy. Uważasz mnie za idiotę?
– Uważam, że jesteś zmęczony, a im wolniej idziesz, tym wolniej idziemy my wszyscy. Nie upuszczę jej, obiecuję.
Ponownie zapadła w sen, by chwilę później gwałtownie się obudzić. Jęknęła, czując, że jej głowa pulsuje bólem.
– CONRAD! – ktoś wrzasnął.
– To drzewo pojawiło się znikąd, przysięgam!
Sny były mieszaniną różnych scen i twarzy. Zanim miała szansę skupić się na jednej, zostawała ona zastąpiona kolejną. Mimo że nie starała się za nimi nadążyć, jedna mara trwała dłużej i była bardziej wyraźna od pozostałych. Widziała tatę i Jude'a, stojących naprzeciwko siebie na werandzie jej domu. Chłopak trzymał w rękach walizkę, a Alexis poczuła falę sympatii, gdy zrozumiała, że musiał skorzystać ze znienawidzonego samolotu, by odwiedzić jej rodzinne miasteczko. Zatrwożona przyglądała się ich zmizerniałym sylwetkom, usilnie próbując ułożyć usta w zapewnienie, że wszystko było z nią w porządku. Niestety, była jedynie biernym obserwatorem.
Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie, po czym weszli do środka. Obydwaj sprawiali wrażenie, jakby cały ciężar świata znajdował się na ich ramionach. W salonie, na starej kanapie i fotelach, siedziała niemal cała populacja Hermidale. Na stole dojrzała słynną pavlovą pani Boyce oraz sałatkę z tamarillo pani Sadler i zachciało jej się płakać. Tradycją stało się, że dania te robiono tylko na specjalne okazje, takie jak wesela, chrzty i... pogrzeby.
Sąsiedzi ciepło powitali Jude'a, jednocześnie przyglądając mu się z troską. Stał na środku salonu z małą walizką, wysoki, a zarazem jakby skurczony. Nie wiadomo, czy była to kwestia choroby morskiej, czy zaginięcia jego dziewczyny, ale straszliwie schudł, prędzej przypominając stracha na wróble, niż członka drużyny piłki nożnej Uniwersytetu Birmingham. Alexis nie poświęciła mu jednak wiele uwagi, wzrok przenosząc na ojca, który wyglądał dużo gorzej. Nigdy nie widziała, by płakał, ale teraz, gdy na ekranie telewizora wyświetlane były wiadomości, w których mówiono, że nadal nie odnaleziono wraku samolotu numer 807, jego broda się zatrzęsła. Ze złością wyłączył urządzenie i usiadłszy w fotelu, schował głowę w dłoniach. Tatusiu, wszystko ze mną dobrze, zapłakała w myślach. Wrócę do ciebie. Nienawidziła widzieć go w takim stanie i nie móc zrobić nic, by mu ulżyć. Podeszła do niego i położyła mu dłoń na ramieniu. Wrócę. Ku jej zdumieniu, powoli opuścił ręce i spojrzał prosto na nią... W tej chwili sen się urwał.
Gwałtownie uniosła głowę, powodując, że Christian ją upuścił.
– Chcecie mnie dzisiaj zabić? – jęknęła, podnosząc się i rozcierając plecy. Czaszka pulsowała jej tępym bólem, choć nie do końca pamiętała, dlaczego. Jedyne, co zajmowało jej myśli, to wspomnienie zrozpaczonej twarzy ojca.
– Płakałaś przez sen – zauważył Conrad.
Faktycznie, jej policzki były mokre. Szybko otarła je wierzchem dłoni i hardo spojrzała na mężczyznę.
– Musiało mi coś wpaść do oka.
– Śpisz z otwartymi oczami?
Przeważnie starała się ignorować jego zaczepki, ale była zbyt wytrącona z równowagi wcześniejszym snem, by i tym razem puścić to mimo uszu.
– Nie mam pojęcia, dlaczego tak ci spieszno do ekipy ratunkowej – warknęła do jego pleców – Jestem pewna, że na świecie nie ma ani jednej osoby, która za tobą tęskni.
Trafiła w czuły punkt, widziała to. Zamarł, by po chwili odwrócić się w jej stronę, z twarzą wykrzywioną złością. Myślała, że na nią nawrzeszczy, przez chwilę podejrzewała nawet, że posunie się do rękoczynów. Tymczasem mężczyzna wziął głęboki wdech i przygarbiwszy ramiona, ponownie odwrócił się do niej plecami.
– Nie masz pojęcia, o czym mówisz – powiedział jedynie. – Nie masz pojęcia.
Wymieniła z pozostałymi rozbitkami zdziwione spojrzenia. Poczuła się okropnie, lecz mimo targających nią wyrzutów sumienia, postanowiła go nie przepraszać. Może tych kilka twardych słów zdoła go utemperować. W nieprzerywanej przez nikogo ciszy, maszerowali przed siebie, Alexis już z własnym plecakiem, który William oddał jej z widoczną ulgą. Dopóki było jasno, dżungla nie wydawała się taka straszna. Niestety, zapadał zmierzch, a nikt z nich nie potrzebował przypomnienia, jakie stwory zamieszkiwały las i lubiły po nim buszować po zmroku.
Zapadał zmierzch. Dopiero po chwili zrozumiała, co to oznaczało. Musiała spać przez co najmniej sześć godzin – sześć godzin, a oni nadal nie doszli do plaży.
– Reuben! – stęknęła, prawie wpadając na czarnoskórego mężczyznę, który wraz z Mią i jej matką zatrzymał się na środku drogi.
– Razem z Yvette postanowiliśmy, że tu zostajemy – zakomunikował, kładąc plecak na ziemi. – Oboje jesteśmy zmęczeni, Mia tym bardziej. Przenocujemy tutaj, a rano wznowimy wędrówkę.   
– Zostaję z wami – natychmiast zadeklarował Conrad.
William i Christian wymienili spojrzenia.
– Ja chyba też – mruknął rudowłosy. – Tym bardziej, że jestem pewien, że już mijaliśmy to drzewo.
– Tak? A po czym to poznałeś, po kolorze liści? – zainteresował się Conrad. Oczywiście drzew nie dało się w żaden sposób rozróżnić.
Australijka miała dylemat. Z jednej strony pragnęła kilku dodatkowych godzin snu, a z drugiej wizja spędzenia nocy w dżungli ją przerażała. Wiedziała, że nie była to normalna wyspa i nie chciała się dowiedzieć, co oprócz dwumetrowych dzików ją zamieszkiwało. Na decyzji przeważył jednak fakt, że wszyscy jej towarzysze postanowili zostać, wyczerpani błądzeniem. Nawet gdyby wierzyła, że od plaży dzieliła ich niedługa droga, nigdy nie zdecydowałaby się jej pokonać samodzielnie.
Mimo zmęczenia, nikt nie mógł zasnąć. W ciszy lasu słyszane były ich przyspieszone oddechy i niespokojne przewracanie się z boku na bok. Na pełnej gałęzi i kamieni trawie nie znajdowało się takiej wygody jak na piasku, ale nie to było powodem. Powodem, oczywiście, była wizja wychodzących z mroku potworów. Australijka napinała mięśnie za każdym razem, gdy ktoś głośniej się poruszył. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że ich siódemka w jednym miejscu była dla potworów szyldem baru samoobsługowego. Rozbitkowie z niepokojem obserwowali, jak robiło się coraz ciemniej, a ich oddechy przyspieszały, choć każdy starał się udawać, że wszystko było w porządku. Jedynie Mii, tkwiącej w objęciach matki, udało się zasnąć. William i Christian wyjęli zabrane z okolicy wraku latarki, ale grupa zgodnie ustaliła, że dopóki nie będzie to absolutnie konieczne, nie należy marnować baterii. Udając, że czegoś szuka, Alexis przeniosła pistolet z dna plecaka na wierzch. Zauważyła, że Conrad bacznie jej się przyglądał, dlatego wyciągnęła batonika musli, choć jej żołądek zawiązał się w supeł. Przeżuwała wolno, marząc o tym, że ratunek był już na wyspie... Wiedziała jednak, że gdyby tak było, nie panowałaby cisza, a niebo skrzyłoby się od nadlatujących samolotów. Nie miała pojęcia, jak pilot wcześniej widzianej maszyny mógł przeoczyć leżący na plaży wrak samolotu, ale najwyraźniej tak się stało. Kolejna szansa nie została wykorzystana. Przewróciła się na brzuch, wtulając twarz w plecak, by inni nie widzieli jej łez. Przestała się dziwić wcześniejszemu atakowi paniki Williama; sama zaczęła podejrzewać, że ich wszystkich czekała śmierć.
Po kolejnych minutach bezsenności, pożyczyła jedną z latarek i oddaliła się w celu załatwienia potrzeb fizjologicznych. Nie zapadły jeszcze takie ciemności, by musiała jej używać, niemniej dobrze było ją mieć pod ręką, chociażby do obrony. Nie planowała zapuszczać się daleko, niestety nigdzie w pobliżu nie było żadnego krzewu, za którym mogłaby zaznać odrobiny prywatności. Ostatecznie znalazła go dopiero po przebyciu kilkudziesięciu metrów, gdy rozbitkowie byli tak daleko, że nie mogła nawet dostrzec ich zarysu. Po załatwieniu potrzeby, gdy już miała wracać, usłyszała szum... wody? Był on tak cichy, że przez kilka długich chwil stała bez ruchu, nasłuchując. Dopiero kiedy miała pewność, że dźwięki nie były wytworem jej wyobraźni, zaintrygowana ruszyła ku ich źródle, jeszcze bardziej oddalając się od rozbitków. Szum stawał się coraz głośniejszy i wyraźniejszy... Stanęła skamieniała, kilkanaście kroków od przepaści. Pod jej stopami, daleko w dole, znajdowała się dolina, do której kaskadą spływał wodospad z najczystszą wodą, jaką kiedykolwiek widziała. Zajęta obserwowaniem wpadającej do jeziora wody, nie od razu zauważyła stojącą na jego brzegu osobę. Czarnoskóra kobieta myła w wodzie sukienkę, a na lądzie obok niej stał wypchany ubraniami kosz. Alexis wzięła głęboki wdech i krzyknęła najgłośniej, jak umiała, przy okazji wymachując rękami:
– Halo! Tutaj, w górze! Halo!!! – Nawet odstawianie nieskładnego tańca wymachiwania rękami i nogami na nic się nie zdało. Szum wody skutecznie zakłócał jakiekolwiek próby kontaktu. Rozejrzała się wokół, próbując wymyślić, jak zejść na dół. Wszędzie było stromo, a ona musiała działać szybko. Zostawiła latarkę w miejscu, w którym stała, by wiedzieć, którędy wrócić do pozostałych, po czym pobiegła wzdłuż przepaści. Zanim znalazła wystarczająco łagodne zejście, kobieta w dole zdążyła zrobić całe pranie. Wiedząc, że gonił ją czas, Australijka zdecydowała się zbiec po trawiastej pochyłości, co, oczywiście, poskutkowało wywróceniem i przekoziołkowaniem prosto pod nogi taszczącej kosz z praniem murzynki. Mimo że wszystko ją bolało, Australijka szybko się podniosła, zbyt szczęśliwa, by czuć zawstydzenie.
– Nigdy bym nie pomyślała, że tak się ucieszę, spotykając nieznajomą w środku lasu – powiedziała na przywitanie, ale czarnoskóra kobieta zastygła z wyrazem zdumienia na twarzy. – Mówi pani po angielsku?
– Qui etes-vous?
Brzmi jak francuski, pomyślała Alexis, marszcząc brwi. Spodziewała się, że mieszkanka wyspy może mówić w języku innym, niż angielski, ale nie podejrzewałaby, że po francusku. Do jej serca wkradł się niepokój, ale szybko go stłumiła, tłumacząc sobie, że w przeszłości wyspa mogła być kolonią francuską. Tak, to miało sens.
– Nic pani nie rozumie po angielsku? – upewniła się.
– Angielski nie, francuski tak – odparła automatycznie, jakby mówiła to już wiele razy, po czym wskazała na nią ręką. – Francuski?
Australijka pokręciła głową, żałując, że w liceum wybrała niemiecki tylko dlatego, bo podobał jej się chłopak z wymiany międzyszkolnej. Teraz ich jedyną szansą komunikacji była gestykulacja.
– Samolot. Wypadek. – Złożyła dłonie w kształt maszyny, po czym skierowała je ku ziemi. – Rozbitkowie. Tam, w lesie.
Kobieta pokiwała szybko głową.
– Avion. My też avion.
Serce Australijki przestało na chwilę bić.
– Nie – wyszeptała, czując gulę w gardle. – Jesteście pozostałymi rozbitkami samolotu? Z jego drugiej części?
Jeszcze sekundę temu myślała, że kobieta mieszkała na wyspie, że była symbolem upragnionego ratunku. Uświadomienie sobie po raz kolejny, że pasażerowie lotu osiemset siedem byli skazani jedynie na siebie, odczuła jak policzek.
– Avion. Oui – odparła, po czym wskazała na las i na pranie. Wyjęła z kosza męskie spodnie oraz koszulę, po czym ponownie wskazała na dżunglę. – Inni. Tam.
Przełknąwszy łzy, Alexis pokiwała głową, po czym wskazała kierunek, z którego przyszła.
– Inni. Tam. Moi ludzie tam – na migi pokazała, by po nich poszły, po czym wszyscy razem dołączyli do rozbitków z drugiej części samolotu. Nie wiadomo, czy Francuzka zrozumiała, o co jej dokładnie chodziło, niemniej zgodnie za nią poszła.
Wdrapanie się w górę nie trwało tak krótko, jak przekoziołkowanie na dół, dlatego nim im się to udało, były zlane potem, a Australijce po raz kolejny zaczęły doskwierać zawroty głowy, przypominając, że nie zażyła tyle snu, ile powinna. Podniosła z ziemi latarkę, po czym włączyła ją z bólem serca. Przez te kilkanaście minut zdążyło się ściemnić i nawet snop sztucznego światła nie mógł przeniknąć ciemności. Stawiały wolno kroki, a milczenie między nimi było uciążliwe. Alexis miała miliony pytań, których nie mogła zadać, ponieważ i tak nie zostałyby zrozumiane. Zastanawiała się, ilu pasażerów drugiej części samolotu ocalało i jak sobie radzili. Czy poczynili próby kontaktu ze światem zewnętrznym? Przyspieszyła kroku, chcąc szybciej poznać odpowiedzi.
Nie było trudno znaleźć jej towarzyszów. Chrapanie kilku osób było idealnie słyszalne na tle panującej w dżungli ciszy. Spali wszyscy, bez wyjątku. Australijka bezlitośnie poświeciła im w twarze, najdłużej kierując latarkę w stronę Conrada. Niektórzy, jak William i Christian, nie spieszyli się ze wstawaniem, inni natomiast gwałtownie się poderwali.
– Nie oglądacie filmów, czy jak? – spytała, szczerze zdumiona.  Jesteście w wielkim, złym lesie. Nie pomyśleliście, że choć jedna osoba powinna pozostać na czatach?
Wszystkie spojrzenia zwróciły się na Williama i mimo że niewiele było widać, jego czerwona twarz odznaczała się na tle ciemności.
– Peut-on aller? – odezwała się czarnoskóra kobieta, ratując chłopaka od publicznego linczu. Było tak ciemno, a inni tak rozespani, że dopiero teraz zwrócili na nią uwagę.
– Kto to jest? – poderwał się Conrad z dźwięczącą w głosie nadzieją.  Ekipa ratunkowa?
– Tak, przyniosła ci czyste ubrania – mruknęła Australijka z przekąsem, zdając sobie jednocześnie sprawę, że była niemiła bez powodu. Ich sylwetki były tak niewyraźnie zarysowane w ciemności, że kosz z praniem mógł się równie dobrze wydawać kilogramami zbędnego tłuszczu. – To jest pasażerka z drugiej części samolotu. Jeśli dobrze zrozumiałam, rozbili się niedaleko. Może ktoś z was mówi po francusku?
– Ja mówię – zadeklarowała Yvette, u której boku znajdował się mały, nieforemny kształt; prawdopodobnie Mia. – Combien d'entre vous est?
– Seize – odparła kobieta, widocznie zadowolona, że ktoś ją rozumiał. – Et vous?
– Quatorze. D'autres sont sur la plage.
Niezrozumiała rozmowa trwała, dopóki Conrad nie odchrząknął znacząco.
– Michelle mówi, że udało im się skonstruować pewnego rodzaju obóz – przetłumaczyła Yvette. – Radzi, żebyśmy jak najszybciej się do niego udali, bo przebywanie z dala od ognia o tej porze jest wysoce niebezpieczne.
Do przodu pchała ich chęć znalezienia stabilizacji. Nie spodziewali się wiele, ale po kilku dniach tułaczki słowo obóz brzmiało jak melodia. Niestety, panujący na wyspie mrok skutecznie utrudniał podróż i nawet dwie zapalone latarki nie pomagały. Alexis ciągle się potykała, jeśli nie o gałęzie, to o Grubasa. Gdy po raz kolejny rozległo się głośne miauknięcie, świadczące o tym, że nadepnęła na jego ogon, perfidnie włożyła kota do plecaka. Teraz miauczał bezustannie.
Ogniska zaczęły majaczyć na horyzoncie, jeszcze zanim minęli wodospad. Australijka popatrzyła na idącą na przodzie Michelle, wierząc, że ta poprowadziła ich inną drogą, ale kobieta wydawała się być równie zaskoczona, co ona. Choć nie potrafiły porozumieć się słownie, wymieniły pełne zdumienia spojrzenia... i chwilę później zostały oślepione blaskiem latarki.
– Hej! Kto idzie? – odezwał się ciemny kształt, który wyrósł przed grupą.
– Michelle – odparła Francuzka uspokajającym tonem i był to szczyt jej możliwości werbalnych. Twarz kobiety została oświetlona na kilka długich sekund, po czym promień przeszedł na oblicza rozbitków.
– A wy co za jedni?
Alexis pokrótce opisała ich historię, czując się coraz bardziej zirytowana skierowanym na jej twarz snopem światła.
– Widzę, że cały czas się wam tu pałętają jacyś obcy, skoro tak traktujecie gości – dodała na zakończenie, przysłaniając oczy.
– Przepraszam – mruknął staruszek, kierując blask latarki w stronę ziemi. – Po prostu ta wyspa jest tak... nieprzewidywalna, że musiałem się upewnić, iż nie jesteście halucynacją. Proszę, proszę, zapraszam w nasze skromne progi.
Przeprowadził ich między dwoma płonącymi ogniskami i choć w całym lesie ciężko było cokolwiek dojrzeć, prowizoryczny obóz rozstawiono wokół największego paleniska, oświetlającego każdy zakamarek. Namioty skonstruowano z kijów, do których przywiązano płachty materiałów; ubrań i koców. Dach jednego z nich stanowiła nawet otworzona walizka, co było dowodem na to, że rozbitkowie drugiej części samolotu mieli zapewniony lepszy start na wyspie. Podczas gdy grupa Alexis miała do dyspozycji jedynie pozostałości z toreb podręcznych, wraz z nimi na ziemię poleciał cały luk bagażowy.
Nim ktokolwiek miał szansę coś powiedzieć, Conrad odłączył się od grupy i zaczął po kolei zaglądać do wszystkich namiotów. Wszyscy ze zdumieniem obserwowali, jak z każdego kolejnego wychodził coraz bardziej załamany.
– Ejże!  zdenerwował się w końcu staruszek, idąc do niego szybkim krokiem.  Co pan robi, przecież wszyscy śpią!
Ale mężczyzna nie słuchał, zatrzymawszy się na dłużej przy jednym z mniejszych namiotów. Powoli pochylił się do przodu, jakby nie mógł uwierzyć własnym oczom. Delikatnie potrząsnął śpiącą osobą za ramię.
– Co się...  dobiegł ich kobiecy szept.  Conrad? To naprawdę ty?
Nie miał czasu odpowiedzieć, bo ocucona szatynka rzuciła się na niego w uścisku, przewracając na ziemię.
– Ty żyjesz! O mój Boże, ty naprawdę żyjesz!  jej śmiech przeplatał się ze łzami szczęścia, gdy przytulała go tak, jakby już nigdy nie miała puścić.
– Eliza, moja słodka Eliza – szeptał w jej włosy, gładząc po plecach, a Alexis nie przypuszczała, że tak zgorzkniały człowiek mógł się tak szeroko uśmiechać.
Odwróciła wzrok, czując, że oglądała bardzo intymną scenę. Była w szoku, podobnie jak większość rozbitków. Conrad nie dawał im żadnych podstaw, by sądzić, że nie podróżował sam, a tymczasem okazało się, że przez kilka ostatnich dni żył w przekonaniu, iż stracił żonę. Starzec machnął na nich ręką i odwrócił się do pozostałych, prowadząc nieco bliżej ogniska, pod którym znajdowała się drewniana bela, zapewne pełniąca rolę ławki. 
– Dajmy tej dwójce się sobą nacieszyć  powiedział z pobłażliwym uśmiechem. Przynajmniej oni są szczęśliwi. Muszę przyznać, że straciliśmy nadzieję, iż przeżył ktokolwiek, oprócz nas, więc to naprawdę wielka radość widzieć taką grupę. Może wspólnie uda nam się wymyślić, jak się stąd wydostać.
– Z miłą chęcią – zadeklarowała Yvette, która jako jedyna była w stanie coś z siebie wykrztusić po scenie, która rozegrała się na ich oczach. – Ale może jutro, bo moja córka jest tak śpiąca, że niedługo zemdleje.
– Och, pamiętam cię!   zaśmiał się staruszek, celując w Mię palcem. Dziewczynka się skuliła, chowając za plecami matki.  Ciągle pytałaś, czy nasz samolot się rozbije... No i się dopytałaś. Oczywiście, oczywiście, pewnie wszyscy jesteście bardzo zmęczeni, porozmawiać możemy jutro. Zaraz tu coś wymyślimy...
Niestety niewiele dało się wymyślić, gdy cały obóz spał, a namioty ledwo mieściły obecnych lokatorów. Skończyło się na tym, że wszyscy oprócz Alexis (oraz Conrada i Elizy) położyli się na ziemi, obok ogniska. Nawet Grubas zagrzał tam miejsce, w chwili jej nieuwagi wyskakując z plecaka. Ona natomiast poprosiła o zaprowadzenie jej do ich lidera, by omówić kwestię najważniejszą, a mianowicie przetrwanie. Z każdą kolejną straconą szansą ratunek coraz bardziej się oddalał, stając jedynie pięknym marzeniem. Dobrze było wierzyć, niestety marzenie nie utrzyma ich przy życiu. 
– Stary, ten gbur ma żonę, a ja nie mam nawet dziewczyny. Życie jest niesprawiedliwe – usłyszała, jak William skarżył się Christianowi, gdy odchodziła.
Staruszek żwawym krokiem poprowadził Alexis do zarówno największego, jak i najbardziej starannie wykonanego namiotu, po drodze wyjaśniając funkcjonujący w obozie system zmianowy, dzięki któremu co noc na czatach zostawała choć jedna osoba. Nie do końca słuchała jego trajkotania, zamiast tego podziwiając budowlę, która przed nią wyrosła. Podczas gdy w innych namiotach połączono ze sobą przypadkowe skrawki materiału, tutaj wszystkie pasowały do siebie pod względem kolorystycznym, tworząc piękną, wyglądającą niemal jak dzieło sztuki mozaikę.
– Apollo? Mogę wejść?  zawołał cicho starzec, a gdy nie usłyszał odpowiedzi, odchylił połę materiału.  Apollo?
Oglądając namiot z zewnątrz, odnosiło się wrażenie, że znajdowało się w nim mnóstwo rzeczy, tymczasem namiot był pusty, jeśli nie liczyć zajmującego całą powierzchnię podłogi posłania, składającego się z ręczników, ubrań, a nawet jednej poduszki. Sklepienie było tak wysokie, że Australijka mogła stać wyprostowana. Uczynny staruszek zadeklarował, że pójdzie poszukać właściciela tego apartamentu i wyszedł, zostawiając ją samą. Z westchnieniem ulgi odstawiła ciężki plecak na ziemię i nie mogąc oprzeć się pokusie, sprawdziła, czy pistolet nadal znajdował się na swoim miejscu. Do tej pory nie zdecydowała, co z nim zrobić i choć nie podobało jej się skrywanie sekretu przed pozostałymi, wiedziała, że najbezpieczniejszy będzie przy niej. Ziewnąwszy, przysiadła na posłaniu, które nadal było ciepłe i wgapiła się w stworzoną z materiału ścianę. Porządnie się wystraszyła, gdy ta zaczęła się ruszać, ale okazało się, że to tylko Grubas próbował wtargnąć do środka. Mrucząc ze szczęścia, kot umościł się na poduszce, zaraz obok swojej pani. Nie miała serca go wyganiać, choć wątpiła, by słynnemu Apollinowi spodobała się pełna kłaków pościel. Próbowała wytrwać w pozycji siedzącej, czekając minutę, pięć, dziesięć... Nie wiedzieć kiedy, jej głowa znalazła się obok pyszczka Grubasa. Zasnęła, żegnana zapachem mokrego kota i tuńczyka.

***

Powoli otworzyła oczy, jeszcze nie do końca pamiętając, gdzie się znajdowała. Przypomniawszy sobie wydarzenia kilku ostatnich dni, jęknęła cicho, przewróciła się na drugi bok... i krzyknęła.
– Jeszcze nikt nigdy nie krzyknął na mój widok – powiedział ze zdziwieniem mężczyzna, którego twarz znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od jej. Odsunęła się szybko, podnosząc na łokciach. Mężczyzna leżał na posłaniu ze skrzyżowanymi w kostkach nogami, a głowę oparł na dłoni, uśmiechając się szeroko.  Pomyśleć by można, że to ja powinienem wrzeszczeć, znalazłszy obcą osobę w łóżku.
Australijka usiadła i rozejrzała się w poszukiwaniu Grubasa, ale kota nigdzie nie było. Zdrajca.
– Chyba zaczęliśmy znajomość od niewłaściwej strony – wyciągnął rękę blondyn.  Jestem Apollo.
– Niech zgadnę – przetarła oczy, powstrzymując ziewnięcie.  Twoi rodzice to Zeus i Hera?
– Nie – zaprzeczył ze zdziwieniem w głosie.  Moi rodzice to Zeus i Leto.
Pokiwała głową, przeżuwając jego słowa. Z początku myślała, że żartuje, ale jego mina była całkowicie poważna. Naprawdę uważał się za boga. Może i nie wyglądał źle, ale bez przesady, to już szczyt samouwielbienia. Kiedyś omawiali na studiach przypadek kobiety, która uważała się za reinkarnację Marilyn Monroe i myślała, że z psychiką człowieka nie mogło być gorzej. A jednak.
– Ja jestem Alexis – przedstawiła się, ściskając jego dłoń.  Niestety nie mam boskich rodziców.
Zaśmiał się, jakby powiedziała coś zabawnego. Podniósł się do pozycji siedzącej i przeczesał palcami włosy, czyniąc je jeszcze bardziej roztrzepanymi, niż przed chwilą. 
– A więc, Alexis-bez-boskich-rodziców... co cię sprowadza do mojego łóżka?
Powiedziała mu to samo, co poprzedniego wieczoru opowiedziała staruszkowi, jednocześnie nie mogąc uwierzyć, że mający problemy z tożsamością mężczyzna mógł zyskać zaufanie rozbitków i zostać ich liderem. Cały czas, gdy mówiła, uważnie słuchał, spoglądając jej prosto w oczy.
– Muszę się dostać z powrotem na plażę – zakończyła, dzielnie wytrzymując jego spojrzenie.  Została tam połowa moich ludzi.
Bez zbędnych pytań, wstał i podał jej rękę.
– W takim razie chodźmy.
Zanim zdążyła zaprotestować, już wyciągnął ją na zewnątrz. Została powitana przez radosne okrzyki towarzyszy oraz zaciekawione spojrzenia rozbitków drugiej części samolotu. Słońce chyliło się ku zachodowi, co znaczyło, że musiała przespać kilkanaście godzin, ale sądząc po rozczochranych włosach jej znajomych, nie była jedyna. Znajdującą się przy ognisku belę okupowało kilkanaście osób, w tym wcinający coś, co podejrzanie przypominało liście, staruszek. Najbardziej dziwił jednak panujący w obozie przyjazny i wesoły nastrój, niemal jakby wszyscy wierzyli, że byli na wakacjach.
– Cześć, Apollo!
– Jak było na polowaniu?
– Bosko – odparł mężczyzna z krzywym uśmiechem, odwracając się w stronę zaczepiających go mężczyzn. Trudno było nie zauważyć, że był bardzo radosnym człowiekiem i zapewne to właśnie pozytywne nastawienie do życia zapewniło mu sympatię i zaufanie rozbitków. Nie macie może ochoty wybrać się na plażę?
Alexis już otworzyła usta, by zwrócić uwagę na to, że nie mają pojęcia, jak na nią trafić, gdy ktoś wziął ją pod ramię.
– Masz chwilę?  spytał Christian i nie czekając na odpowiedź, pociągnął w stronę Williama. Odwróciła głowę, ale wokół Apolla zebrała się już grupa kilku rozbitków i mężczyzna zapewne nawet nie zauważył jej zniknięcia.
– O co chodzi?  spytała, podejrzewając, że było to coś związanego z chorobą rudzielca. Chłopaki wymienili spojrzenia.
– William ma pamięć fotograficzną, co znaczy, że idealnie zapamiętuje wszelkie detale. Pamięta linijkę każdej przeczytanej książki, nagłówki gazet sprzed kilku lat, oblicza osób mijanych na ulicy – wyliczył Christian, a przyjaciel mu potakiwał. – Pamięta twarz każdego ze stu czterech pasażerów samolotu.
– No i?  ponagliła Australijka.
William rzucił ukradkowe spojrzenie w stronę blondyna, który teraz żywo gestykulował, uśmiechając się przy tym od ucha do ucha.
– Jestem pewien, że Apolla wśród nich nie było.

_____________________________

Wróciłam! Wiem, że minęło mnóstwo czasu i że obiecywałam, iż dodam coś zaraz po maturach, ale... w zasadzie nie mam żadnego usprawiedliwienia, poza tym najprostszym, że nie miałam weny. I nawet kiedy bardzo chciałam coś napisać, kończyło się jak zwykle, czyli pustą stroną w Wordzie i wyrzucanym przez zęby przekleństwem. Ale złe czasy się skończyły, a ja odnalazłam zapał do pisania i teraz mam nadzieję dodawać rozdziały już regularnie. Za bardzo polubiłam tę historię, by ją porzucić. Ze strony prywatnej, dziękuję Wam bardzo za trzymanie za mnie kciuków - zaowocowało, ponieważ udało mi się dostać na wymarzone studia <3
Jeśli mam u kogoś zaległości, piszcie. Wiem, że ostatnio trochę zaniedbałam blogosferę, ale od teraz wracam już na dobre (:

59 komentarzy:

  1. Nie wiem, jak to zrobiłaś, ale powiadomienie o rozdziale pojawiło mi się 4 razy xD
    Przybędę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, cztery razy? Blogger szaleje :D

      Usuń
    2. U mnie tak samo :D ale ciesze sie, ze wróciłaś :) a ja wrócę z komentarzem najpóźniej w poniedziałek :)

      Usuń
  2. U mnie również się tyle razy pojawiło! :D widocznie twórczość Vakme jest tak niesamowita, że sam Blogger o niej huczy! :D
    Nie musze chyba się rozpisywać, że wreszcie powił się MÓJ Apollo?! Nie zawiodłam się^^
    Z niecierpliwością czekam na ciągdalszy :*
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie!
    avengers-po-drugiej-stronie-lustra.blogapot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, to mogło się już pojawić ze sto razy, co tam cztery... Słabo :DD
      Cieszę się, że się nie zawiodłaś, bo nie będę ukrywać, że po takiej przerwie trudno mi się było znowu wczuć w charaktery postaci (;
      Dziękuję! :*

      Usuń
  3. Kocham, kocham,kooocham :D
    A Apollo wymiata ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Apollo się dopiero rozkręca :D
      Dziękuję! :*

      Usuń
  4. Ojejku jestem tak szczęśliwa, że nie wiem co napisać! :D
    Nie dość, że wróciłaś to jeszcze pojawił się Apollo ;)
    Na prawdę nie wiem co napisać, tak się cieszę, że wróciłaś!
    Mam nadzieję, że wystarczy jak napiszę, że rozdział jest niesamowity!
    Pozdrawiam cieplutko
    Psyche

    P.S.
    Na jakie studia się dostałaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się podobało! Tym razem wróciłam już na dobre i zdradzę, że w przyszłym rozdziale będzie dużo Apolla :D
      Dostałam się na prawo (:

      Usuń
  5. Wow jestem pierwszy raz na Twoim blogu i bardzo spodobał mi się ten rozdział :D Szczególnie jak Christian mówił Williamowi raczej podnosił go na duchu lub coś w ten deseń, żeby się wziął aby jeszcze raz spotkali Nine :D Bardzo mi się podoba sposób Twojego pisania :D

    Zapraszam do mnie http://chcebyckopciuszkiem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. tak jak pisałam wyżej, bardzo się cieszę z Twojego powrotu.
    Alexis mnie troche denerwuje śwoim nastawieniem do Conrada, który nie zachowywał sie wcale tak zle i raczej nie zrzucił jej celowo. Ponadto wiemy juz, skąd miał taki, a nie inny nastrój... Zaczęłam go wlasciwie całkiem lubić!
    Zastanawia mnie, jakim cudem ten samolot w ogole się pojawił...
    Kocham Grubasa, pisz o nim więcej! :D
    Apollo wymiata :D zastanawia mnie, jak to sie stało, ze dowodzi tymi ludźmi ;p No i kiedy uwierzą; ze on jest faktycznie tym Apollem :D will nie przestaje mnie zadziwiać, podoba mi sie jego zdolnośc.
    W tym rozdziale wstawiłas nieco za dużo przecinków, było trochę powtórzeń w opisach, na przykład słowa "byc", zdarzaly sie tez nieco nie do konca dobrze wydzielone akapity, głownie przy dialogach. ponadto przy wzmiance o wyglądzie Apolla bardzo brakowało mi jakichkolwiek detali... Az sie prosiło, zeby je wstawić. Ogolnie jednak mi sie podobało, dobrze opisałaś te wizje głównej bohaterki, No i strach wszystkich rozbitków...
    Zapraszam serdecznie na niezaleznosc-hp.blogspot.com (zmieniłam adres), nie bede ukrywać, ze jestem ciekawa Twojej opinii ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Conrad i Alexis się nie tolerują i raczej już nigdy się nie polubią. Ale jednak to nie jest tak, że dziewczyna mu dogryza bez powodu, w poprzednich rozdziałach zachowywał się względem niej dużo gorzej, niż ona względem niego w tym wpisie. No i dodam, że walnął nią w to drzewo całkowicie umyślnie :P
      Samolot rzeczywiście leciał nad wyspą, ale czy widział wyspę... to już inne pytanie.
      Zabawne będzie to, że Apollo w ogóle, ani troszkę nie będzie się krył ze swoją tożsamością - a i tak nikt mu nie będzie wierzył.
      Dzięki Twojemu komentarzowi jeszcze raz przejrzałam rozdział i poprawiłam wszelkie powtórzenia oraz zbędne przecinki i myślę, że teraz powinno być okej (:
      Wiem, że na razie nie rozpisałam się na temat wyglądu Apolla, ale tym samym chciałam zwrócić uwagę, że Alexis mało co interesuje wygląd mężczyzny innego, niż jej chłopak, nawet jeśli ten mężczyzna jest bosko przystojny. Ale nadrobię to w następnym rozdziale :D
      Wiem, że zmieniłaś adres, w końcu to było już jakiś czas temu, aż tak nie zaniedbałam innych blogów :D Wpadnę jutro z komentarzem!
      Dziękuję! :*

      Usuń
  7. Jenyjenyjenyjeny, czy to naprawdę Ty? *przepraszam to spóźnienie, ale miałam trochę zamieszania i zapomniałam, jak zawsze, codziennie spojrzeć na Kierunek*
    Na początek pogratuluję Ci studiów, przyszła pani prawnik!
    A więc *oj moja polonistka by się wściekła*
    Zacznę od tego jak wielki uśmiech pojawił się na mojej twarzy jak zauważyłam imię Apollina, na którego wiesz, że bardzo czekałam, ciekawa jak wykreujesz tą postać. I jestem już od razu bardzo zadowolona *hmmm, mogłoby być inaczej?*
    Oczywiście widząc nowy rozdział miałam ochotę pobudzić sąsiadów, ale to szczegół.
    Szkoda mi bardzo Williama. Biedny chłopak, ale tej pamięci fotograficznej trochę mu zazdroszczę.
    *kurde czyżby mój talent pisania wypracowań w komentarzach wziął i umarł? Kreatywności wróć!*
    To, że Conrad ma żonę jest uroczę. Naprawdę byłam bliska wzruszenia. Człowiek jednak ma uczucia.
    Na samym początku prawie miałam łzy w oczach. Żałość, smutek, beznadziejność w ich sytuacji przytłoczyła kompletnie moją radość z nowego rozdziału.
    Szczerze, nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo tęskniłam za Twoim stylem, dopóki nie zobaczyłam "Rozdział VI" zamiast "Wracam"
    Życzę wodospadu weny, udanych wakacji *w końcu Ty masz jeszcze miesiąc*, najlepszych słodyczy i ogólnie wszystkiego
    Pozdrawiam
    Laciata <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że jesteś prawdopodobnie moją najbardziej wytrwałą czytelniczką? <3
      Apollo się dopiero rozkręca, więc mam nadzieję, że będziesz jeszcze bardziej zadowolona.
      Związek Conrada i Elizy jednak nie będzie aż tak kolorowy, jak by się mogło wydawać na pierwszy rzut oka, ale facet rzeczywiście ukazał, że ma uczucia.
      Ten post "Wracam" tu straszył dość długo i gdy tylko wena wróciła stwierdziłam, że należy coś z tym zrobić :D
      Dziękuję, kochana! :*

      Usuń
  8. AA nareszcie wróciłaś! :D Tak w ogóle to wielkie gratulacje! :)) Powiedz mi, jak ty to robisz, że opuszcza Cię wena, a tu tak nagle ni z gruchy ni z pietruchy wena wraca? Bo ja jak mam wenę piszę ile wlezie, ale gdy mnie wena opuszcza to już chyba całkowicie bo nie mogę ruszyć żadnego z opowiadań.
    Dobra bo się rozpisałam :D Co do rozdziału, Codrad jednak potrafi się uśmiechać :D Szkoda mi za to Wiliiama, schizofrenia to ciężka choroba... No i w końcu pojawił się Apollo! :D Ciekawa jestem dalszych losów!
    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, też bym chciała mieć jakiś sposób na wenę - mnie lepiej o te rzeczy nie pytać :( Gdybym ją miała wcześniej, to rozdział byłby już w maju ://
      Dziękuję! :*

      Usuń
  9. Ale mnie cieszą takie niespodziewane powroty! Zaglądałam tutaj kiedyś do ciebie, ale wciąż było cicho, więc tym bardziej mnie raduje, że znowu mogłam przeczytać coś twojego :)
    Nie dziwię się, że Will się załamał. Uwzględniając jego chorobę, to i tak godne podziwu, że wytrzymał tak długo.
    Zastanawia mnie ten samolot. To rzeczywiście ekipa poszukiwawcza była? Skoro tak, to dlaczego nie zauważyli wraku na plaży? Czyżby zniknął? Na tej wyspie chyba wszystko jest możliwe, więc wcale bym się nie zdziwiła.
    Biedna Alexis. Chyba przeceniła swoje siły. Powinna zrozumieć, że nie jest niezniszczalna i też ma swoje ograniczenia nie do przeskoczenia. Rozbawił mnie natomiast Grubas. Genialny kocur z niego jest!
    Zastanawia mnie też ten dziwny sen, którego doświadczyła dziewczyna. Tylko czy napewno był to tylko sen? Chyba zbyt dużo realności w nim było...
    Au, to jak potraktowała Conrada to był cios poniżej pasa. Tak się nie robi. Słowa potrafią ranić bardziej niż czyny. Alexis chyba to pojęła. Zwłaszcza, że potem chyba zauważyła swój błąd, kiedy jednak wyszło na jaw, dlaczego mężczyzna zachowywał się w tak nieprzyjemny sposób.
    Nocka w lesie nie była najbezpieczniejszym rozwiązaniem, ale dzięki niemu natrafili na drugą część rozbitków... i Apolla! No mistrz :) Choć zastanawia mnie, jak to się stało, że to właśnie on dowodzi grupą. Ciekawe, kiedy do tych ludzi dotrze z kim tak naprawdę mają do czynienia...
    I co dalej? Czekam na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choroba Williama przysporzy wielu problemów, to pewne. Ja się dziwię, że reszta rozbitków się jeszcze nie załamała, no ale na wszystko przyjdzie czas...
      W samolocie była ekipa poszukiwawcza, ale pytanie, czy oni w ogóle widzieli wyspę... Bo na żadnej mapie jej nie ma :D
      Alexis zbyt wiele od siebie wymaga i niestety prędko nie przestanie, tym bardziej, gdy już poczuje się całkowicie odpowiedzialna za innych rozbitków.
      Grubas jest chyba ulubieńcem wszystkich <3 Wszyscy tak współczują Conradowi tego jak potraktowała go Alexis, a nikt nie pamięta, jak jeszcze rozdział wcześniej on się do niej odnosił :D Myślę, że on się do niej odnosił (i niestety dalej będzie odnosił) dużo gorzej.
      Chyba mam u ciebie jakieś zaległości, co nie? Bo z tego co widziałam to też wróciłaś po dłuższej nieobecności :D Wpadnę w najbliższym czasie :)
      Dziękuję! :*

      Usuń
  10. Chyba Ci to już wcześniej mówiłam, ale cieszę się, ze wstawiasz na początku wspomnienia z poprzedniego rozdziału. Teraz zdecydowanie mi to pomogło odświeżyć pamięć, co do ostatnich przygód Alexis. I tak swoją drogą, to ciesze się, że wróciłaś i pojawiła się nowość :)

    A to szczęście, że Alexis trafiła na tę murzynkę. Tym o to sposobem trafili na pozostałych pasażerów z katastrofy. I o dziwo, wśród nich jest nasz kochany Apollo^^ O tak, cieszę się, że w końcu się pojawił - choć tylko na krótko, ale jednak, heh :)
    Nie dziwię się, że Alexsis z początku myśli, że Apollo to nie Apollo.Jjuż sam fakt, że nastolatkowie potwierdzili, że jego nie było w samolocie, więc ciekawe jak teraz na to wszystko zareaguje :)
    O i tak, znamy oczywisty powód takiego dąsania Conrada. Sądził, ze stracił żonę, a tu bach... szczęście! Znalazł ukochaną. Trochę nie sprawiedliwie zachowała się w stosunku do mężczyzny Alexis - mam nadzieję, ze jakoś później znajdą porozumienie, choć czuję, że raczej szybko do tego nie dojdzie.

    O tak, robi się ciekawie i czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością. Mam nadzieję, że nie będziesz nam dawała tak długo czekać, jak ostatnio, heh ;P

    Ach, i jakby co, u mnie na blogu http://slady-tajemnic.blogspot.com/ pojawiła się ostatnio nowy rozdział. Napisałaś, żeby Ci pisać, więc to czynię :)
    Ach, i gdybyś miała ochotę, to prowadzę też blog z miniaturkami, gdzie będą się od czasu do czasu pojawiać posty z Darów Anioła - a z tego co wiem, chyba lubisz te książki, więc miło będzie mieć jakąś opinię od osób, które znają DA :)

    Pozdrawiam serdecznie :*
    http://written-heart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez tej wstawki "Poprzednio" pewnie nikt by nie pamiętał, o co w ogóle chodzi w tym opowiadaniu :p Bardzo długo mnie nie było, dłużej, niż przewidywałam.
      Apolla niedługo będzie znacznie więcej, wystarczy, że przez kilka ostatnich rozdziałów go w ogóle nie było :D
      Jakby mi się ktoś przedstawił "Apollo" to też bym pomyślała, że ma coś z głową, w życiu bym nie uwierzyła, że naprawdę jest bogiem ^^ Dodatkowo Lexi studiuje psychologię, więc ma nieco doświadczenia z takimi "świrami".
      Niedługo przewiduję dość fajną akcję z Alexis i Conradem - niestety do porozumienia prędko nie dojdą, zwłaszcza po niej.
      Nowy rozdział już za trzy tygodnie! Ewentualnie cztery :D
      Dziękuję za wiadomość i z chęcią Cię odwiedzę z komentarzem jeszcze do końca tygodnia :)
      Dziękuję! :*

      Usuń
  11. Cześć, kochana!
    Muszę przyznać, że ten komentarz zaczynam porządnie rozdarta. Z jednej strony, cieszę się, że do nas wracasz z nowym rozdziałem - bardzo na niego czekałam. Z drugiej strony, jestem trochę zła, bo naprawdę nie znoszę dłuższych przerw - mam słomiany zapał i moje przywiązanie do danej historii hula sobie swobodnie, jeśli nie jest mocno przytrzymane. Z trzeciej (!) strony, jest jakaś równowaga pomiędzy tymi poprzednimi podejściami, bo Twoją historię traktuję indywidualnie. Zdaje się, że od dwóch dni widuję w pracy powiadomienie, że Vakme dodała nowy rozdział. Kursor chciwie wędruje do linku, ale odkąd pokochałam Twoją historię, jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się czytać ukradkiem i na szybko, no! Wczoraj miałam tyle pracy, że padłam o północy, ale dziś sobie myślę, nieee no, dziś jest ten dzień! Wracam do domu, mam spokojny wieczór, parzę herbatkę i zapalam kadzidełko :) Rozumiesz? Twoja historia jest absolutnie wyjątkowa i zasługuje na wyjątkowe okoliczności czytania.
    Dlaczego?
    1) Jesteś bardzo ambitna, imponuje mi to - perfekcjonizm bywa zgubny, ale jeśli ktoś potrafi nadać Ci umiar, może się przydać,
    2) Naprawdę spodziewam się tej historii w wersji książkowej. Możesz teraz skromnie zaprzeczać, ale to jedyne opowiadanie blogowe, jakie w życiu czytałam, które poważnie kwalifikuje się do wydania. Kiedy je skończysz, wyślij je gdzieś, koniecznie! Jednego wiernego czytelnika masz jak w banku :))
    Wracam teraz do konkretów.
    Twoi William i Christian są jak bliźniacy Weasley, więc kocham ich bezwarunkowo. Załamanie Williama wcale więc mnie nie zgorszyło, wręcz przeciwnie. Niby Will ma tę schizofrenię, ale w takiej sytuacji połowa ludzi spanikowałaby już dawno, naprawdę.
    Jejuuu, naprawdę wątpiłam, że mogę jeszcze bardziej pokochać Grubasa, ale jednak mogę! Niezbadane są głębie ludzkiego serca <3
    Bardzo podobały mi się zwidy Alexis, kiedy opadła z sił. Nie wiem, czy kiedykolwiek straciłaś przytomność, ale znakomicie oddałaś to uczucie :) W ogóle mam wrażenie, że są takie kwestie, o których pisarz nie może po prostu przeczytać - przepraszam z góry za makabrę, ale do tych kwestii należą między innymi opis omdlenia, narkoza, zapach i wygląd krwi czy opis zwłok. Czytam sobie ostatnio książkę Billa Bassa i myślę, że to niewyczerpane źródło informacji dla pisarzy :)
    No i łzy naszej bohaterki - cieszę się, że się pojawiły, bo to czyni z niej człowieka, a nie zaprogramowaną na przetrwanie maszynę.
    Kontakt ze "światem zewnętrznym" był rozczarowujący (chyba wszyscy wierzyli, że to tubylcy!), ale ciekawy. Kompletnie nie pomyślałam, że to nie nasi rozbitkowie sa tymi wyłącznie wybranymi. Bardzo spodobała mi się kontridea :)
    Z kolei Conrad i jego wybranka, Eliza, już nie tak bardzo. Sam sobie zapracował na tę opinię, co tu dużo mówić.
    Nieee no, załatwiaś sprawę, zapoznając Alexis w tak niereprezentacyjny sposób z... tak, bogiem Apollo. Nie no, co to tam dla nas, czytelników. Znieśliśmy fochy Grubasa, będziemy tolerować i Apollina... A może nie?
    NIEEEE NO, NIE WIERZĘ, ŻE ZDECYDOWAŁAŚ SIĘ NA TAKI KONIEC! Naprawdę na Caps Locka decyduję się tylko w przypadkach ostatecznych, więc zrozum grozę sytuacji!!! Mam ochotę Cię zaciukać, ale jednocześnie ta końcówka upewnia mnie w przekonaniu, że tak, ta historia powinna być wydana w formie papierowiej, tak, abyśmy mogli ją zmacać i celebrować w odpowiedni sposób, czyli jak małe dzieło sztuki.
    Kiedy zaczynałam ten komentarz, byłam tylko trochę zła, przez upyw czasu. Teraz jestem poważnie zła, bo naprawdę oczekuję, że gdzieś trę historię wyślesz! To się nie może zmarnować, serio, nie przez te wszystkie emocje, które wzbudza.
    Z serdecznymi pozdrowieniami,
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki rytuał do czytania mojego opowiadania? Czuję się zaszczycona <3
      Sama również bardzo sceptycznie podchodziłam do opowiadań, które zostawały zawieszane, a potem, po długim czasie, odżywały. Nie przypuszczałam, że moje zostanie jednym z nich - niestety, życie czasem staje na drodze i przestaje się mieć czas na to, co się kocha.
      Ogromnie dziękuję za tak miłe słowa, naprawdę jest mi ogromnie miło! <333
      Właśnie, inni patrzyli na Willa jak na wariata, a on się zachował w zasadzie najnormalniej z nich wszystkich. Panika to w takiej sytuacji normalna rzecz :D Muszę chyba w przyszłym rozdziale jej wprowadzić trochę więcej, bo na razie rozbitkowie zbyt mało się przejmują tym, że są rozbitkami.
      W takim razie również muszę sięgnąć po coś Billa Bassa (: Nigdy nie przeżyłam omdlenia, tym bardziej się cieszę, że udało mi się je dobrze oddać.
      Z Conradem i Elizą nie będzie tak kolorowo, jak może się wydawać, więc nie ma się co martwić o jakiś mdły romans w tle :D
      Na przyszły rozdział planuję nieco większe załamanie głównej bohaterki, żeby właśnie oddać to, że nie wszystko po niej spływa i że wcale nie jest jej łatwo, ba, jest jej nawet trudniej, niż innym.
      Na początku planowałam zakończyć rozdział w momencie, gdy Lexi usnęła w namiocie Apolla, ale potem stwierdziłam "a co tam, potrzymam ich trochę w napięciu, zakończę tak" ^^
      Naprawdę nie spodziewałam się tylu miłych słów, obudziłam się rano trochę nie w humorze, ale gdy przeczytałam ten komentarz, od razu mi go poprawiłaś i dobry nastrój utrzymuje się aż do teraz :* Dziękuję bardzo, bardzo! <3

      Usuń
  12. O.
    MÓJ.
    BOŻE.

    Wróciłaś! :D
    Nawet nie wiesz jaka jestem szczęśliwa!
    *podpowiedź*
    Bardzo
    Ekstremalnie
    Tak bardzo, że używam więcej enterów i wykrzykników niż zwykle
    Me szczęście sięga poziomów ego Apollina
    *koniec podpowiedzi*

    Zrobiłam dla Ciebie fanart i właśnie miałam zacząć narzekać pod poprzednim postem, że nie mam gdzie go wstawić, bo nie ma nowego rozdziału. A tu proszę. Nowy rozdział! :D
    A oto i fanart.

    http://pre13.deviantart.net/7c71/th/pre/i/2016/236/b/9/sun_boy_by_izzbell-daf5vby.jpg

    Szczerze mówiąc, jak teraz przeczytałam rozdział, to zupełnie inaczej wyobrażam sobie Twojego Apolla, a i tak wyszedł mi trochę bardziej umięśniony niż bym chciała... :/
    No ale... już nic z tym nie zrobię. Artemida w planach ;)


    Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo tęsknię za tym opowiadaniem, dopóki nie przeczytałam tego rozdziału. Zapomniałam już jaki masz niepowtarzalny styl. Uwielbiam go. Sądzę, że powinnaś trochę pomyśleć o jakichś wydawnictwach, okładkach, listach bestsellerów New York Timesa i takich tam... Poważnie, jest druga w nocy, a ten rozdział zdołał mnie rozbudzić. Przy jakiejkolwiek książce bym zasnęła :P

    Dobra. Koniec tego dobrego. Przechodzimy do rozdziału.
    Otóż poza zwyczajną wspaniałością był on cudowny jeszcze z dwóch powodów:
    1.Grubas
    2.Apollo
    :)



    Uwielbiam to cliché "Wszyscy zginiemy". Po prostu uwielbiam :D Jeszcze jak ubierzesz je w ten swój tragikomizm, to się rozpływam. Pewnie już to kiedyś wspominałam, ale bardzo podoba mi się u Ciebie motyw schizofrenii :) Jeszcze trochę dramatu nigdy tu nie zaszkodzi :D

    Samolot. Ciekawe. W dodatku najwyraźniej na jakimś tropie. Jeśli był tak nisko, to najwyraźniej coś sprawdzał. Tylko że wyspa jest w jakimś innym wymiarze, więc raczej nie mógł jej widzieć. Przynajmniej nie taką, jaka naprawdę jest. Pytanie w takim razie CO widział.

    Bardzo mi się podobało, jak opisałaś ten stan skrajnego wyczerpania Alexis. Tak serio. Wow.
    I ten sen. Ktoś tu sobie odbywa podróże astralne ;p
    Uwaga Teoria. Alexis jest córką Hypnosa, dlatego ma takie super sny :D
    W każdym razie po reakcji Apolla widać, że w pełni ludzka to ona nie jest. A może jest córką Apolla? Ale byłby plot twist :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi


    1. Alexis nie mogła nie widzieć innych po przebyciu kilkudziesięciu metrów. Sporą grupkę można zauważyć i z odległości stu. Zwłaszcza, jeśli było jeszcze na tyle jasno, by nie musiała używać latarki ;)
      Ogólnie strasznie często używasz słowa "Australijka" na określenie Alexis. Chyba nawet częściej niż jej imienia. Czasami robi się to dziwne, zwłaszcza, że ona na pewno nie określa siebie w myślach "Australijka" ;P

      Z tą drugą grupą rozbitków to mnie zaskoczyłaś. Cała nadzieja prysła w jednym momencie :< Ale też to bardzo ciekawy rozwój akcji.
      Kiedy tamta laska powiedziała, że o tej porze jest niebezpieczne bez ogniska, moje wnętrze rwało się i krzyczało "Na odwrót! Bezpieczniej bez!". Może ognisko niejako choroni przed dzikimi zwierzętami, ale ci ludzie są na zupełnie nie znanej sobie wyspie. Jeśli coś lub ktoś znajduje się w miarę niedaleko, to z łatwością może ich namierzyć i niepostrzeżenie podejść.
      Ale potem okazało się, że z tamtymi jest Apollo. Wszystko jasne ;p

      Swoją drogą wprowadzenie i przedstawienie jego było super poprowadzone. Kiedy ten starszy facet powiedział "Apollo?", szczęka mi opadła. Nie no, tam go się nie spodziewałam :D
      Charakterowi Apolla również nie można nic zarzucić. Jest typowo zabujany w sobie, ale też bardzo ciepły. Taki... słoneczny :D. Bardzo dobrze pasuje.

      Whoa. Pamięć fotograficzna. Ciekawe. Will staje się coraz ciekawszą postacią :).
      Kurczę, zastanawia mnie jak Apollo dostał się do tej grupki rozbitków. Cały czas udawał, że był razem z nimi w samolocie, czy było to coś bardziej w stylu "Hej jestem bogiem skazanym na banicję na tej wyspie. Pomożecie mi?" "..." "Świetnie poluję i jestem przystojny" *oŝlepiajacy uśmiech* *rozbitkowie dochodzą do wniosku, że taki uśmiech może być przydatny, by zdezorientować różne zwierzęta i bestie, a następnie wiać* "Zakumplujmy się."

      Wybacz, jest późno, uaktywniona wyobraźnia ;_;

      Whoa. Dostałaś się na Jagielloński. Szacunek :D Życzę dużo wytrwałości, szczęścia i sprytu, bo pewnie nie jest łatwo na prawie.
      I indżojuj jeszcze miesiąc wakacji, twórz, i miej wenę i dużo słoneczka! ^^
      Pozdrawiam ;D


      I idę spać._.

      Usuń
    2. Ok, teraz sprawdzam czy da się tu wstawić link w jakiś inny sposób niż jako tekst...

      >klik<

      Usuń
    3. To działa!:D


      I przepraszam za spam ;_;

      Usuń
    4. Cześć, kochana!
      Radość większa, niż ego Apollina? To tak się da? :D
      Wow, cudowny fanart, chylę czoła! Naprawdę masz zdolności, świetny portret, w dodatku rysowany z wyobraźni! Rzeczywiście nieco odbiega od mojego wyobrażenia Apollina, ale w pisaniu właśnie to jest fajne, że każdy może sobie inaczej wszystko wyobrażać, a każde wyobrażenie jest tak samo dobre. Naprawdę świetny rysunek i aż się nie mogę doczekać Artemidy! *.*
      Ze schizofrenią Willa będą problemy, na razie chłopak się dopiero rozkręca. Chociaż to "wszyscy zginiemy" wcale nie było takie głupie, chyba jako jedyny zachował się w miarę normalnie :D
      Pilot rzeczywiście nie widział wyspy. Co więc widział? Hm, pewnie po prostu morze i szukał jakichś szczątków samolotu.
      Alexis córką Apolla, hahah. Uważaj, bo podsunęłaś mi pomysł, hahahah :D Ale by się wszyscy zdziwili!
      Dzięki za uwagi, faktycznie masz rację z tymi kilkudziesięcioma metrami (choć ja osobiście nic nie widzę z takiej odległości, mam tak słaby wzrok :o). No i z tą Australijką też oczywiście racja, jakoś to sobie przyswoiłąm jako synonim jej imienia i używam zdecydowanie zbyt często, muszę się pilnować.
      Tak, Apollo im powiedział, że potwory trzymają się z dala od ognia, a jemu oczywiście wszyscy ślepo ufają. Pewnie cokolwiek by powiedział byłoby święte.
      To idealne podsumowanie Apolla, ciepły i zabujany w sobie, no cały on :D Przy okazji, oto moje wyobrażenie Apolla: http://24.media.tumblr.com/d33db74039416b6738a9403c28bf8272/tumblr_mwhjoixenm1t08tx0o1_250.gif No może nie dokładnie, ale aktor dosyć pasuje do tego, jak ja go postrzegam :D
      ""Hej jestem bogiem skazanym na banicję na tej wyspie. Pomożecie mi?" "..." "Świetnie poluję i jestem przystojny" *oŝlepiajacy uśmiech* *rozbitkowie dochodzą do wniosku, że taki uśmiech może być przydatny, by zdezorientować różne zwierzęta i bestie, a następnie wiać* "Zakumplujmy się."" - ahaha, na pewno tak było :D Weź zacznij pisać jakieś opowiadanie humorystyczne, będzie mega!
      A tak poważnie, to bóg udawał, że również jest rozbitkiem, bo inaczej to byłoby ciężko wytłumaczyć, co i jak. Niby nie ukrywa swojej tożsamości, ale jednocześnie nie sądzi, że ktokolwiek mu uwierzy.
      Dziękuję, wasze trzymanie za mnie kciuków na pewno pomogło! A co do pisania to ostatnio mam dużo weny, więc od jutra już zaczynam pisać nowy rozdział (:
      Ogromnie dziękuję za tak miłe słowa, jesteś wspaniała! I jeszcze raz powtórzę; wspaniały rysunek, twórz dalej, bo masz talent! <3

      Usuń
    5. Nie, nie, radość nie może być większa niż ego Apollina. Tak by się nie dało. Napisałam tylko, że sięga tych poziomów ;)

      Dziękuję bardzo <3 Tak, myślę, że to, co narysowałam to taka hybryda Apollina Riordana i Twojego ;P. Po rozdziale inaczej go sobie wyobrażam. Ten aktor świetnie do niego pasuje! I te śliczne włosy...
      On gra w jakimś serialu?
      Postaram się wyrobić z Artemis do następnego rozdziału ;)

      Ale byłoby niezręcznie gdyby się okazało, że Alexis jest jego córką :> *evil laugh*

      Właśnie, czytałaś może Apollo i boskie próby?
      Aww, jeszcze raz dzięki ^^

      Usuń
    6. Grał w Pamiętnikach Carrie, których obejrzałam jedynie dwa odcinki, a obecnie gra w Kronikach Shannary (:
      Nie czytałam, bo szczerze przyznam, że po ostatniej części Olimpijskim Herosów stwierdziłam, że Riordanowi skończyła się wena. A polecasz? :)

      Usuń
    7. Dzięki za seriale ;)

      Hmm, na tą książkę akurat miał całkiem ciekawy pomysł (ale tylko jeden, motyw przewodni), natomiast fabuła była poprowadzona średnio. Mi się podobała, ale mojej koleżance już na przykład nie. Zawsze warto przeczytać, żeby się przekonać czy tobie akurat się spodoba :) Jakoś tak mi się skojarzyła, bo Apollo tam się spotyka ze swoimi dziećmi.

      Usuń
    8. W takim razie książka trafia na listę rzeczy do przeczytania, może akurat mi również się spodoba (:
      A co do seriali to tych wyżej zbytnio nie polecam, ale jeśli szukasz jakiegoś świetnego to gorąco polecam Stranger Things. Nie mogłam się oderwać, na tę chwilę zdecydowanie mój ulubiony <3

      Usuń
  13. Blogspot się ze mnie nabija i wysyła po kilka komentarzy ;_;

    OdpowiedzUsuń
  14. Właśnie doczytałam czwarty rozdział, więc spodziewaj się w bliżej nieokreślonej przyszłości długiego komcia. Na razie tylko krzyczę, że jestem. ;*

    OdpowiedzUsuń
  15. "zdecydowali się wyruszyć wgłąb" - w głąb

    Nie bardzo rozumiem, czemu Alexis tak się uniosła na Conrada, gdy stwierdził, że płakała. Nie powiedział nic złego, a ona mogła go zranić tym stwierdzeniem, że pewnie nikt na niego nie czeka. W tej potyczce nie stoję za nią ;D
    Zastanawiam się, czemu rozbitkowie nie znaczyli jakoś drzew, które mijali. Nie musieli tego robić krwią, wystarczyłoby wyryć jakieś X na korze przy pomocy twardej gałęzi lub kamienia.

    Kondziu ma żonę! A to niespodzianka!

    Gdy Alexis poszła za potrzebą, byłam pewna, że się zgubi, albo nie zdoła z powrotem dotrzeć do towarzyszy. Byłam mile zaskoczona, gdy zdołała doprowadzić siebie i tą czarnoskórą kobietę do reszty. Ale jeszcze bardziej zaskoczyło mnie pojawienie się Apolla wśród rozbitków. Nie sądziłam, że będzie uczestniczył w tym opowiadaniu jako człowiek. I teraz zastanawiam się, czy wszyscy ci rozbitkowie to bogowie, którzy ukrywają swoje prawdziwe pochodzenie i udają rozbitków, czy tylko Apollo udaje, że leciał w samolocie, a tamci po prostu mu zaufali.
    Coraz bardziej intryguje mnie to opowiadanie, bo pomysł masz naprawdę oryginalny, a jego wykonanie jest świetne. Super, że wróciłaś! ;)
    Pozdrawiam i czekam na kolejny! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lexi była nieco wytrącona z równowagi swoim "snem", więc gdy Conrad ją wkurzył (co lubi robić), odgryzła mu się, jak sama potem stwierdziła zbyt chamsko. Z żoną Conrada niestety nie będzie kolorowo, więc to nie będzie ładny, słodki związek.
      Co do znaczenia drzew to nie jesteś pierwszą, która na to zwróciła uwagę i zdaję sobie sprawę, że byłoby dużo logiczniej i mniej makabrycznie gdyby znaczyli je tak, jak piszesz. Ale wtedy nigdy nie znaleźliby grupy Apolla, bo po prostu wróciliby z powrotem na plażę :D
      Alexis nie jest typem tych wkurzających, niezdarnych bohaterek, które ciągle się gubią i z włąsnej winy wpadają w kłopoty :D Choć może zapuszczanie się samej w las nie było zbyt mądre...
      Wszyscy są bogami? Bardzo fajna teoria :D Na razie nic jednak nie zdradzę, wszystko się okaże.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  16. Jezuniu i wszyscy święci! Ty wróciłaś! I ja nic nie zauważyłam? Z ciebie to ninja jest!
    Musze szybko się zabrać za czytanie, bo chyba utknęłam ostatnio na rozdziale chyba 4...
    A tak w ogóle, to jestem Ola Ri, ale zmieniłam nazwę. Kojarzysz? Wredna fretka, która wytykała ci wady przy każdym rozdziale i wystawiała oceny ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dziewczyny wyżej mówiły, że powiadomienie się wyświetliło na bloggerze aż 4 razy, a tu proszę, i tak dało się przeoczyć :D
      Kojarzę, oczywiście, że kojarzę! <3

      Usuń
  17. Hej! Cieszę się, że wróciłaś :) bardzo czekałam na kontynuację Twojego opowiadania. Jestem ciekawa jak akcja potoczy się dalej ;)

    Przy okazji usłużnie informuję, że znalazłam babola, który się wkradł w tekst: "– Inni. Tam. Moi ludzie tam – na migi pokazała, by po nich poszły, po czym wszyscy razem dołączyli do rozbitków z drugiej części samolotu." Były tylko we dwie, a "wszyscy razem" sugeruje więcej osób, poza tym dwie kobiety, więc jak już to dołączyły ;) chyba, że coś źle zrozumiałam z tekstu ^^

    Opowiadanie świetne, tak trzymaj!! Dużo weny życzę :)
    Pozdrawiam cieplutko, Ola. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, bardzo się cieszę, że jesteś!
      Dziękuję za czujność, ale to akurat nie jest błąd, choć rzeczywiście może być napisane w trochę zagmatwany sposób. Kobiety miały pójść we dwójkę po rozbitków, ale potem już wszyscy razem pójść do grupy Michelle :)
      Dziękuję za komentarz! :*

      Usuń
    2. Aaa, widzisz, źle zrozumiałam więc. Mea culpa :) przy okazji dzięki za sprostowanie ;)
      Pozdrawiam, Ola :*

      Usuń
  18. Ale fajnie, że wróciłaś, bo naprawdę stęskniłam się za tą historią. No i pojawił się Apollo przy naszej Alexis. Pewnie będzie kretynem, jak każdy facet w relacjach damsko-męskich, ale liczę na to, że jednak w jakiś sposób będą mogli się dogadać. I jestem bardzo ciekawa, czy faktycznie zna wyspę na tyle, na ile powinien.
    Czekam na nowy rozdział i zapraszam do siebie:
    http://spisane-czarnym-atramentem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Przepraszam, że tak późno komentuję.
    Bardzo się cieszę widząc nowy rozdział.
    W końcu Alexis i Apollo się spotkali.
    Jestem ciekawa, jak im wyjaśnij, że jest tu a nie było go w samolocie.
    Jestem pewna, że to była wizja z ojcem Alexis i jest mi go strasznie szkoda, bo jest sam na tym świecie i nie ma pojęcie gdzie jest i co przeżywa jego córka, ale gdyby wiedział, byłby dumny, że tak dzielnie się trzyma.
    Jestem ciekawa jak dalej się rozwinie historia.
    życzę masę weny, byś jak najszybciej powróciła do nas z nowym rozdziałem.

    OdpowiedzUsuń
  20. Przeczytałam. Mocno spóźniona, bo przyznam szczerze, że zapomniałam o tobie i twoim blogu, ale już jestem i lecę czytać dalej. Weny, weny i jeszcze raz weny❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że dalej jest coś jeszcze 😂 no ale trudno ehh. Postaram się napisać jakiś dłuższy i bardziej szczegółowy komentarz.
      "Niestety, zapadał zmierzch, a nikt z nich nie potrzebował przypomnienia, jakie stwory zamieszkiwały las i lubiły po nim buszować po zmroku.
      Zapadał zmierzch." troszkę dziwnie to wyszło, bo napisałaś dwa razy to samo. Ogólnie nie podobała mi się scena z Conradem i Elizą. Była jakaś taka sztuczna, a po za tym Conrad za szybko stracił swoją głębię czy coś😂 i stał się kolejną nudną, szarą postacią(no chyba, że jeszcze nie, ale utak). Mogłaś dłużej potrzymać nas w niepewności zwłaszcza, że dopiero co powiedział do Alexis: "nie wiesz o czym mówisz" i to podgrzało atmosferę, a potem się okazało, że w sumie to nie było nawet ciekawe. Myślałam, że był jakimś gangsterem, że jego rodzina została porwana, zabita lub że zginęła w jakimś wypadku np. spowodowanym przez niego albo coś bo nie wiem. Tak samo nierealna była sytuacja z Michelle; blokadą językową, której niestety moim zdaniem nie oddałaś i tym, że tak szybko wróciły do reszy w lesie, a potem znalazły obóz. Nie wiem co się stało z twoim budowaniem napięcia. Nie było, żadnych pomyłek, ani przerażających sytuacji. Kiedy pisałaś o tym, że "Ogniska zaczęły majaczyć na horyzoncie, jeszcze zanim minęli wodospad. Australijka popatrzyła na idącą na przodzie Michelle, wierząc, że ta poprowadziła ich inną drogą, ale kobieta wydawała się być równie zaskoczona, co ona. Choć nie potrafiły porozumieć się słownie, wymieniły pełne zdumienia spojrzenia... i chwilę później zostały oślepione blaskiem latarki." myślałam, że coś jest nie tak; zabłądzili albo to jakaś pułapka. Ale porzuciłaś ten wątek i w sumie nie zrozumiałam o co chodziło. Przepraszam, że tak ostro, ale naprawdę doceniam co dla nas robisz. Mam nadzieję, że będzie może nie tyle punktualnie co przynajmniej częściej. Pozdrawiam cieplutko i życzę czasu i weny <3

      Usuń
  21. Witam :) Wiem, że nie było mnie tu cale wieki, ale jak widać dużo do nadrabiania nie mam a szkoda, bo chciałabym już wiedzieć, co tam dalej słychać :D
    Naprawdę jestem pełna podziwu dla Alexis za to, że była w stanie iść tak długo bez odpoczynku. Ja wysiadam po jednej nieprzespanej nocy i rano jestem już jak dziecko, które może dosłownie wszędzie zasnąć, a ona jeszcze szła z grupą bo nie chciała ich opóźniać. Choć może to przez adrenalinę i chęć przetrwania, przecież w takich wypadkach ludzie są w stanie robić różne rzeczy.
    Co do tych samolotów i grupy to też uważam, że nie sposób przeoczyć wraków samolotu leżącego na plaży, nawet z większej odległości, bo to przecież nie pięć groszy. Tym bardziej, jak ma się sprzęt przystosowany do takich poszukiwań, bo zakładam, że te ekipy poszukiwawcze taki mają. Więc myślę, że oni po prostu z jakiegoś względu tych wraków nie zauważyli. Może to przez tę wyspę? Bo jak dla mnie to jest w niej coś niepokojącego. Ba, na pewno tak jest! Bo przecież już dochodzi na niej do różnych dziwnych zdarzeń.
    Nie spodziewałam się, że ktoś taki jak Conrad może mieć dziewczynę, choć jeszcze dziwniejsze jest, że jakaś dziewczyna może chcieć kogoś takiego jak Conrad xD Ale tak serio, to jak Alexis spotkała tę kobietę to też pierwszą moją myślą było, że to ktoś z drugiej części statku, bo jakoś nie chciało mi się wierzyć, że to ktoś zamieszkujący wyspę. Chociaż zdziwiło mnie, że tamci się tak dobrze urządzili. I to tak szybko! I wydaje mi się, że nie specjalnie przejęli się tym, co stało się z pasażerami z drugiej części. Po prostu urządzili sobie obóz, rozpalili ogniska i gitara. Nasi z pewnością mięli gorszy start.
    A co do końcówki, to naprawdę potrafisz budować napięcie :P Swoją drogą ciekawa jestem, czy ci z obozu wiedzą, że Apollo nie leciał z nimi. I jeśli wiedzą, to jak zdołał przekonać ich do siebie na tyle, żeby uczynili z niego kogoś w rodzaju swojego lidera. Tym bardziej, że nie wygląda na człowieka poukładanego, który miałby konkretny plan na to, jak mogą przetrwać. Bardziej taki lekkoduch z poczuciem humoru którego wszyscy lubią. Ale nic, może jeszcze się dowiemy, jak zdołał ich do siebie przekonać.
    Pozdrawiam i w wolnej chwili zapraszam do siebie (miło by było, gdybyś nawet tu mi napisała, czy w ogóle mnie odwiedzisz, bo nie chcę się jakoś narzucać, czy coś. :P )!
    http://uwiezieni-w-przeszlosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Witam,
    zawitałam tutaj dopiero co, i chciałam zapytać Cię o taką jedną sprawę, podobny jest świat w Twoich opowiadaniach, ale czy można czytać w innej kolejności, czy lepiej tak jak je pisałaś?
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  23. Dołączam do ludzi na górze - Vakme, odezwij się :* please! Mam nadzieję, że dasz znać, co i jak z "Kierunkiem Atlantydą", a jeszcze bardzie - że wrócisz;p zapraszam w wolnej chwili na Niezalezność

    OdpowiedzUsuń
  24. Odpowiedzi
    1. Dokładnie o to samo chcę zapytać. Mam nadzieję, że nie postanowiłaś nagle zniknąć i nas opuścić.

      Póki co "Atlantydę" sobie daruję, bo boję się, że nie doczeka się kontynuacji, ale chętnie wezmę się za twoje stare opowiadania i możesz tam śledzić moje komentarze, bo zaczynam już od dzisiaj.

      Pozdrawiam
      PS. Jedno z moich opowiadań niedługo zostanie ukończone. Byłoby mi miło gdybyś na nie zajrzała. Serdecznie zapraszam.
      „Zostaw uchylone...”

      Usuń
  25. Kochane, dziękuję Wam bardzo za pamięć, naprawdę bardzo miło czytać te komentarze (:
    Niestety, studia wiążą się z ogromem nauki, nowymi znajomymi, wieloma imprezami... i po prostu nie mam czasu pisać. Z weną również jest bardzo kiepsko. Obiecuję jednak, że wrócę. W czasie przerwy świątecznej będę miała trochę czasu, więc jakoś w styczniu możecie się spodziewać nowego rozdziału (:

    OdpowiedzUsuń
  26. Vakme, czekam cierpliwie na ciągdalszy!!! <3

    OdpowiedzUsuń

Rozbitkowie