28 sierpnia 2015

Rozdział I. Kiedy życie było wspaniałe


Wielki zegar na Memorial Clock Tower wskazywał godzinę dwunastą trzydzieści. W powietrzu nadal pobrzmiewało echo dzwonów pobliskiego kościoła, do którego na msze zleciały wszystkie starsze panie z okolicy. Inni ludzie o tej porze byli w pracy, jeszcze inni odsypali ciężką noc. Jednak wszyscy ci, którzy nie byli na zewnątrz, przegapiali wielkie wydarzenie, bowiem położone w środkowej Anglii Birmingham po raz pierwszy od miesięcy odwiedziło słońce. Pozytywnie zaskoczeni mieszkańcy rezygnowali z samochodu na rzecz spaceru, parki były zapełnione, a pracownicy kawiarni na prośby klientów musieli wystawiać stoliki na zewnątrz. W mieście były również dokładnie sto cztery zupełnie obojętne na piękną pogodę osoby, ponieważ właśnie w tej chwili spieszyły na samolot. Uboga staruszka dopiero wychodziła z mieszkania, matka z córką jechały metrem, nerwowo zerkając na zegarek, uśmiechnięty młodzieniec podróżował skuterem, nie przejmując się zakładaniem kasku. My jednak skupimy się na pewnej dwudziestojednoletniej blondynce, której taksówka od pół godziny tkwiła w ogromnym korku na Rangoon Road.
Alexis Mensforth ani trochę nie podzielała entuzjazmu innych ludzi, w tym swojego kierowcy, którzy byli zachwyceni pojawieniem się słońca. Z natury nie należała do marudnych, ale trudno było nie czuć zirytowania, kiedy do odlotu zostały zaledwie trzy godziny, a samochód poruszał się z prędkością wyjątkowo leniwego żółwia. Winą za korek obarczyła właśnie piękną pogodę, ponieważ wiedziała, że gdyby nie ona, ludzie nie zwolniliby się wcześniej z pracy, a miasto byłoby idealnie przejezdne, tak jak to sobie wcześniej wymarzyła. Alexis nienawidziła, kiedy coś nie szło po jej myśli. Jeśli jednak tak się działo, musiała improwizować, by przywrócić właściwą kolej zaplanowanym przez siebie zdarzeniom.
– Proszę się zatrzymać – powiedziała do kierowcy, ocierając pot z czoła. Przeklinała swój sentyment do starych, czarnych taksówek, których twórcy nie słyszeli o klimatyzacji. – Dalej pójdę pieszo.
Mężczyzna z początku protestował, twierdząc, że nie może tamować ruchu, stając na środku jezdni, słysząc jednak jej drwiące prychnięcie „Jakiego ruchu?”, posłusznie zatrzymał samochód. Wiedząc, że była to kobieta, której nie należało się sprzeciwiać, pomógł jej wyjąć z bagażnika walizkę. Dopiero kiedy dostał spory napiwek, szeroko się uśmiechnął i życzył jej miłej podróży.
W jednej ręce ciągnąc bagaż, w drugiej trzymając transporterek z kotem, Alexis ruszyła przed siebie. Nie zwracała uwagi na niezadowolone mruczenie Grubasa, ponieważ wiedziała, że Grubas był szczęśliwy tylko wtedy, gdy jadł. Zgodnie z przewidywaniami, już po kilku minutach zostawiła czarną taksówkę daleko w tyle. Zarówno z zaciekawieniem, jak i irytacją wypatrywała, co było powodem ogromnego korku, który zmusił ją do półgodzinnego marszu. Otworzyła oczy ze zdumienia, gdy na środku jezdni zobaczyła trzy robiące na drutach staruszki. Samochody wokół trąbiły, one jednak nic sobie z tego nie robiły, patrząc prosto na Alexis. Jedna z nich, której oczy były dziwnie zamglone, wyciągnęła z kieszeni staromodnej szaty długą nić i nim jej towarzyszki zdążyły ją powstrzymać, przecięła ją na pół. Kobieta poczuła dziwny ucisk w piersi i przez chwilę nie mogła złapać tchu. Puszczając walizkę, złapała się za serce i gdyby uczucie nie ustało, z pewnością osunęłaby się na kolana. Stabilizując oddech, podniosła wzrok, by ponownie spojrzeć na staruszki, na ich miejscu ujrzała jednak jedynie dwa stłuczone ze sobą samochody. Gdyby nie gniewne miauczenie Grubasa, uwięzionego w dusznym transporterze, rozglądałaby się wokół jeszcze przez długi czas.
To przez kilkanaście godzin lotu z Australii, powtarzała sobie w myślach, wznawiając wędrówkę. Gdy człowiek jest wycieńczony, umysł podsuwa mu najróżniejsze wizje, zwłaszcza w takim upale. Było to tak racjonalne wyjaśnienie, że nim doszła do lotniska, zdążyła siebie do niego przekonać.
Pierwszym, co zrobiła po wejściu do przyjemnie chłodnej hali odlotów, było wrzucenie bluzy do walizki i związanie włosów w koński ogon. Dopiero wtedy spojrzała na elektroniczną tablicę, której jasność raziła w oczy. Odnalazła swój lot (numer osiemset siedem do Miami) i skierowała się w stronę bramek bagażowych. Senny pracownik bez krzty zainteresowania sprawdził jej walizkę, jednak kiedy jego wzrok padł na warczącego Grubasa, uśmiechnął się szeroko i dla żartów powiedział do wyłączonej krótkofalówki:
– Mamy tu przyrząd niebezpieczny.
Kot warknął jeszcze głośniej, a Alexis się roześmiała.
– Jeśli da mu pan tuńczyka, zostanie pan jego przyjacielem na zawsze... a przynajmniej dopóki znowu nie zgłodnieje.
Przeszła przez następne etapy przygotowania do podróży, nawet o nich nie myśląc. W ciągu ostatnich lat latała tak często, że zdążyła doskonale poznać strukturę lotniska, a jej znajomi nieraz żartowali, że było ono jej trzecim domem. Zanim przyjechała na studia do Birmingham, mieszkała bowiem w Australii i choć ostatnio większość czasu spędzała w Anglii, jej prawdziwym domem na zawsze miał pozostać najmniejszy kontynent świata. Odwiedzała go tak często, że trasa przelotu już dawno jej się przejadła. Wielka Brytania – Australia, Australia – Wielka Brytania. Dzisiaj po raz pierwszy miała polecieć gdzie indziej i przeklinała się za to, iż miesiąc temu nie wzięła ze sobą do Australii ani wizy, ani kota. Gdyby nie musiała po nich wracać do Birmingham, już teraz byłaby w Ameryce, a nie w hali odlotów, gdzie ostatnia rozmowa z ojcem wciąż stawała jej przed oczami. Próbowała zapełnić czas, czytając Przeminęło z wiatrem, ale umysł usilnie ją nakłaniał, by przypomniała sobie wypowiedziane przez tatę ostrzeżenie.

Hermidale było maleńką wioską, leżącą na pograniczu dwóch terenów: pustynnego i zielonego. Oddalone o ponad sześćset kilometrów od Sydney miasteczko nie miało wielu gości. Australia w największej mierze składała się z obszarów pustych, na których stopa ludzka nie stała od dziesiątek lat, a życiem tętniły jedynie wielkie miasta oraz wsie położone w ich pobliżu. Jako że Hermidale się do nich nie zaliczało, czas płynął tu powoli - tak powoli, że tylko trzy z sześciu zamieszkujących go rodzin posiadało zegar. Jedynym posiadaczem telefonu i internetu był ojciec Alexis, który i tak korzystał z tych wynalazków tylko wtedy, gdy musiał skontaktować się z córką. Za każdym razem, kiedy kobieta wracała z nowoczesnego Birmingham, by znaleźć się na tym odludziu, czuła, jakby cofnęła się o kilkaset lat wstecz. Co dziwne, lubiła to uczucie. Hermidale, mimo wszystkich swoich wad, było jedynym miejscem, w którym czuła się całkowicie szczęśliwa.
Stojący pośrodku pola słoneczników zielony dom znacznie różnił się od rezydencji, które można było spotkać w krajach europejskich. Jego dach był wyblakły od słońca, farba ze ścian schodziła po każdym większym deszczu, a podłoga werandy skrzypiała, jakby miała dwieście lat. Wiejski obraz dopełniał ojciec Alexis, idealnie wpasowując się w kanon mężczyzn, którzy całe dnie spędzali na polu. Nosił koszulę w kratę, jeansy podtrzymywał skórzanym paskiem, a na głowie miał słomiany kapelusz, który mu podarowała na czterdzieste drugie urodziny. I choć jego dłonie były szorstkie od prac na dziesięciu hektarach gruntu, uśmiech zawsze był tak samo radosny.
Ich tradycją stało się, że kiedy przyjeżdżała do Australii, zostawiała walizki na werandzie domu i podbiegała do pracującego w polu mężczyzny na opuszkach palców.
– Zgadnij kto to – szeptała, zakrywając mu dłońmi oczy.
– Nie zadawaj mi tak trudnych pytań, Alexis – odpowiadał z typową dla siebie surowością w głosie, ale wiedziała, że był szczęśliwy.  Przez ostatnie tygodnie rozmawiałem tylko z psem i byłem gotów pomyśleć, że to on.
Kiedy odwiedziła go w zeszłym miesiącu, jej cichym krokom towarzyszył wesoły szczek Smally, dlatego nie mogła liczyć na element zaskoczenia. Mimo to, by tradycji stało się zadość, zakryła oczy ojca, a on posłusznie udał, że wcale jej się nie spodziewał. Odłożył sierp na bok i uściskał ją mocno, niemal łamiąc jej żebra.
– Masz jaśniejsze włosy – stwierdził, chwytając ją za ramiona i przypatrując jej się spod długich rzęs, które po nim odziedziczyła. Ze zmartwieniem zauważyła, że na jego twarzy pojawiło się wiele nowych zmarszczek, a ramiona były bardziej przygarbione, niż wcześniej. Uśmiech był jednak tak samo radosny. - Aż się prosisz o to, by sobie stroić z ciebie żarty!
Cały następny miesiąc był zapełniony anegdotkami o blondynkach i choć Alexis powinna była reagować na nie obojętnością, by ojciec dał sobie z nimi spokój, często nie mogła się opanować i wybuchała śmiechem. „Śmiejesz się sama z siebie”, przypominał jej z figlarnym błyskiem w oczach, na co odpowiadała słodko: „Ja się przefarbowałam na blondynkę, tato. Ty się blondynem urodziłeś”.
Zazwyczaj mieli okazję porozmawiać tylko wieczorami, ponieważ ciężka praca na farmie pochłaniała cały ich czas i energię. Zasiadając do kolacji, rozmawiali o Hermidale, o wspólnych znajomych oraz, kiedy mieli dość siły, o sytuacji panującej w Australii i Wielkiej Brytanii. Starali się unikać tematu studiów Alexis, bo choć kiedyś sam ją do nich zachęcał, kobieta wiedziała, że samotność ciążyła mu tak bardzo, iż teraz wolałby, by była na miejscu.
Kiedy zostało kilka dni do jej wylotu do Ameryki, wiedziała, że przyszedł czas na poruszenie tematu, który dotychczas przed nim ukrywała. Znad kubka herbaty obserwowała, jak ojciec jadł kanapkę i zbierała się w sobie na odwagę. Gdy już otworzyła usta, mężczyzna wyraźnie się skrzywił, po czym odłożył chleb z powrotem na talerz.
– Ziarno pieprzu – wytłumaczył, zauważywszy jej pytające spojrzenie.  Dodają je do tych ogórków chyba tylko po to, by człowiek stracił zęby.
– W takim razie podziałało na ciebie, staruszku - zauważyła, chcąc mu odpłacić za żarty o blondynkach. Pogroził jej palcem ze śmiechem.
– Ten twój kolor włosów, który upodabnia cię do aniołka, nic nie daje. Za dużo w tobie diabła, by mógł on kogokolwiek zmylić – Podniósł się ciężko z krzesła. – Pójdę już spać, Lexi. Jestem bardzo zmęczony, a mamy jeszcze cały miesiąc, by sobie dogryzać.
Złapała go za rękę, zanim zdążył odejść, a na jej twarz wstąpiła mina winowajcy.
– Chciałam ci to powiedzieć wcześniej, tato, ale jakoś nigdy nie było okazji... Nie złość się, jednak nie mogę z tobą zostać do końca wakacji. Mój chłopak zaprosił mnie na cały sierpień do domku letniskowego na Florydzie.
Ojciec, który minutę temu zasypiał na siedząco, wyprostował się gwałtownie, a jego twarz przybrała purpurowy odcień. Choć zazwyczaj różnił się od innych rodziców na wszystkie możliwe sposoby, w tej jednej kwestii był taki sam, jak każdy tata świata.
– Cały miesiąc w Ameryce? Z chłopakiem?! PO MOIM TRUPIE!
Kolejne dni spędziła na mozolnym urabianiu go argumentami, że Jude był porządnym, wywodzącym się z prawniczej rodziny chłopakiem, że na Florydzie miała być również jego siostra, oraz, co najbardziej udobruchało (oraz zażenowało) ojca, że wiedziała, co to antykoncepcja. Wydawało jej się, że wszystko ustalone, dlatego zareagowała bardzo ostro, gdy w dniu wyjazdu zaczął ją prosić, by nie jechała. Stała na werandzie ze spakowaną walizką, a do odjazdu autobusu wiozącego na lotnisko zostało dwadzieścia minut, gdy ojciec najpierw kategorycznie zabronił jej jechać, a gdy to nie poskutkowało, zaczął ją prosić. Jeszcze nigdy o nic jej nie prosił.
– Alexis, ja naprawdę nie mówię tego z kaprysu. Błagam cię, zostań. Mam złe przeczucia co do tej podróży, a po tym, co się stało z Denisem...
– Nie waż się o nim wspominać tylko po to, by mnie zatrzymać! - przerwała mu, chcąc tym samym odgrodzić się od bolesnych wspomnień. - Wiesz, że cię kocham, tato, ale nie jestem już małą dziewczynką, którą możesz przy sobie zatrzymać na wieczność. Zadzwonię, gdy dolecę.
Pocałowała go na pożegnanie w policzek, ale był to oschły gest. Była przekonana, że przez ojca przemawiał egoizm i strach przed samotnością. Nawet nie przypuszczała, że naprawdę mógł mieć złe przeczucia, w dodatku tak bardzo trafne.
Och, powinna, powinna była zostać.


Błądząc myślami w przeszłości, Alexis nawet nie zorientowała się, że na lotnisko z każdą chwilą przybywało coraz więcej ludzi. Dlatego kiedy ocknęła się ze wspomnień, gwar setek głosów podziałał na nią nieco przytłaczająco. Zamknęła „Przeminęło z wiatrem”, stwierdziwszy, że i tak nie będzie się mogła na nim skupić i, by wymazać sprzed oczu obraz ojca, zaczęła obserwować podróżnych. Długa ława, która jeszcze chwilę temu była pusta, teraz była zajmowana przez kilkanaście osób. Zaraz obok Alexis siedziała mała dziewczynka, która pytała się mamy, ze strachem tarmosząc rąbek sukienki:
– A co będzie, jeśli nasz samolot się rozbije?
Właśnie takiego oderwania od smętnych myśli potrzebowałam, wywróciła oczami Australijka, po czym prędko skierowała wzrok na siedzących naprzeciwko niej mężczyzn. Piegowaci młodzieńcy zaśmiewali się z tylko sobie znanego żartu, a znajdująca obok nich starsza pani posyłała im krzywe spojrzenia. Staruszka nie miała natomiast najmniejszego problemu z tym, że siedząca obok niej kobieta głośno trajkotała przez telefon, nawijając przy tym pukiel włosów na palec. Nieco dalej jakiś starszy pan udawał, że czytał gazetę, podczas gdy jego wzrok cały czas wędrował do nadąsanej starszej pani.
– Obserwowanie cudzego życia to niezwykle ciekawe zajęcie, prawda? – zagadnęła siedząca po lewej stronie Alexis ubrana po hipisowsku kobieta, sprawiając, że ta podskoczyła na kilka centymetrów w górę.  Bogowie... Bóg... może je nawet kreować. To musi być dopiero zabawa.
Serce Australijki dalej biło szybko z powodu przestrachu, dlatego jej odpowiedź była nieco oschła:
– Polecam zagrać w Simsy. Będzie się pani mogła poczuć jak bogini.
Hipiska roześmiała się, jakby Alexis powiedziała coś zabawnego. Gdy zobaczyła, że jej dobry humor nie udzielił się kobiecie, zmarszczyła brwi, niepewna, co powiedzieć. Australijka wykorzystała ten czas, by się jej przyjrzeć. Nigdy nie przypatrywała się nieznajomym, jednak ta kobieta miała w sobie coś... dziwnego. I nie chodziło tu o bardzo nietypowe poczucie humoru. Coś, co sprawiało, że nie można było od niej odwrócić wzroku. Trudno było określić jej wiek, ponieważ choć jej ciało było młode, oczy patrzyły spojrzeniem kogoś, kto widział już wszystko. Biła z nich również moc, tak rzadko spotykana u ludzi, których większość wolała skryć się w tłumie. Chyba z tego właśnie powodu Alexis poczuła z tą kobietą trudną do wyjaśnienia nić porozumienia. Z jej oczu biła taka sama moc.
– Przyznam się, że nie mam pojęcia, co to są Simsy, ponieważ nie nadążam za tymi wszystkimi nowinkami – powiedziała kobieta po chwili z nieśmiałym uśmiechem, wpatrując się w twarz Australijki z taką samą uwagą, jak ona w jej.  Myślę jednak, że nic wymyślone przez śmiertelników nie może się równać z tkaniem przeznaczenia przez bogów... Jesteś bardzo podobna do ojca, wiesz?
Na kilka długich chwil zaległa między nimi pełna zaskoczenia cisza. Alexis nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała, a nieznajoma w to, co powiedziała. W tej samej chwili, w której Australijka z ogromnym zdumieniem zapytała „Co pani powiedziała?”, hipiska wstała i wygładziła długą spódnicę:
– Nie powinnam była tego rzec, tak samo jak nie powinnam ci mówić tego, co zaraz usłyszysz. Wtrącanie się do przeznaczenia to niebezpieczne zajęcie – wyszeptała, a do jej spojrzenia wkradło się napięcie.  Przed tobą bardzo trudny czas, Alexis. Wiem, że nic nie jest w stanie cię złamać, ale boję się, że decyzje, które podejmiesz, zmienią cię w inną osobę. Ponieważ kiedy raz wpuścisz zło do swojego serca, ono nigdy nie odejdzie. Musisz o tym pamiętać. Niektóre światy są bowiem bardziej niebezpieczne od innych.
I, przeciskając się między podróżnymi, utorowała sobie drogę ucieczki. Alexis bez chwili wahania ruszyła za nią, niedelikatnie popychając stojących jej na drodze pasażerów.
– Proszę zaczekać! Niech się pani zatrzyma! Błagam!
Brązowa głowa zniknęła jednak z zasięgu jej wzroku tak nieoczekiwanie, jakby rozpłynęła się w powietrzu. Australijka przez kilkadziesiąt minut chodziła po lotnisku, próbując ją znaleźć. Wreszcie dała za wygraną i po długiej chwili wróciła na swoje miejsce, które już dawno zostało zajęte. Jednak, ku jej zaskoczeniu, siedzenie, które wcześniej zajmowała tajemnicza kobieta, było niemal wolne - a ściślej mówiąc, zajęte przez coś, co ona tam zostawiła. Czując odradzającą się w niej nadzieję, Alexis podniosła dwie kartki papieru. Jej nadzieje ulotniły się tak szybko, jak zakiełkowały.
Były to dwie zwykłe ulotki, z gatunku tych, które listonosz często zostawiał jej w skrzynce. Rozczarowanie było tak wielkie, że chciała je podrzeć na tysiąc kawałków i wyrzucić, ale właśnie wtedy w hali rozległ się monotonny, uprzejmy głos:
– Pasażerowie lotu osiemset siedem z Birmingham do Miami proszeni są o stawienie się przy bramce odlotowej. Pasażerowie lotu...
Schowała ulotki do kieszeni spodni i wraz z podrywającymi się z siedzeń pasażerami skierowała się w wyznaczonym kierunku.

***

Alexis zawsze lubiła przeloty samolotem, czemu niezmiernie dziwili się jej znajomi. Przyzwyczajeni do osiadłego trybu życia w Birmingham, nie mogli sobie wyobrazić konieczności spędzania w powietrznym środku transportu około stu dwudziestu godzin rocznie. Jude często żartował, że odpadała mu przykra konieczność poznania ojca swojej dziewczyny, ponieważ ani on, ani jej tata nie mieli zamiaru nigdy postawić stopy na pokładzie samolotu. Alexis nie wiedziała, kto wymyślił stwierdzenie, że mężczyźni byli odważniejsi od kobiet, jednak za każdym razem, gdy sobie o nim przypomniała, na jej twarzy pojawiał się złośliwy uśmieszek.
– Muszę cię zmartwić, Jude, ale z Birmingham do Miami nie ma żadnej autostrady – powiedziała dokuczliwie, gdy zaprosił ją na wspólne wakacje.
– Są za to statki – odparł z zadowoleniem, myśląc, że utarł jej nosa.
Płynięcie statkiem do Ameryki okazało się tak wspaniałym pomysłem, że gdy dzwoniła do niego wczoraj, nie zdążyła się nawet przywitać, bo okazało się, że miał bardzo dokuczliwą chorobę morską.
Ona natomiast właśnie popijała wino, które przyniosła jej stewardessa i zaznając odrobiny spokoju, od sześciu godzin lotu czytała Przeminęło z wiatrem. Za każdym razem, gdy ktoś wspominał Tarę, dom głównej bohaterki powieści, Alexis myślała o swojej własnej bezpiecznej przystani. Była w Hermidale zaledwie trzy dni temu, a już się za nim stęskniła. To doprawdy niesamowite, jak wielkie przywiązanie można było żywić do domu rodzinnego i jak wiele było się gotowym poświęcić, byle tylko go zatrzymać. Jej ojciec, pracujący po czternaście godzin na dobę, był tego najlepszym przykładem.
Od lektury na chwilę oderwały ją turbulencje w samolocie. W przeciwieństwie do innych pasażerów, lekkie wstrząsy nie zrobiły na niej żadnego wrażenia, jedynie lekko zirytowały, ponieważ musiała przerwać czytanie.
– Mamo, mamo, czy nasz samolot się teraz rozbije? – spytała z przestrachem matki ta sama dziewczynka, którą Alexis widziała w hali odlotów i która zadawała to pytanie odkąd tylko wystartowali, z godnym muchy natręctwem.
– Pomyśl o tym tak – Alexis przechyliła się przez fotel, by odpowiedzieć jej konspiracyjnym szeptem: – Jeśli się rozbijemy i przeżyjemy, dostaniemy od firmy ubezpieczeniowej tyle pieniędzy, że będziemy jednymi z najbogatszych osób w kraju.
– A jeśli nie przeżyjemy? – pisnęła dziewczynka, wpatrując się w nią wielkimi oczami.
Australijka udała, że się zastanawia, po czym oznajmiła:
– To będzie to cholernie ekscytująca śmierć.
Matka dziecka posłała jej krzywe spojrzenie, ale sama dziewczynka nieco się uspokoiła. Gdy turbulencje ustały, Alexis westchnęła z zawodem.
– Jednak nie będziemy bogate, mała.
Miała zamiar wrócić do czytania powieści, kiedy przypomniała sobie o ulotkach, które schowała w kieszeni spodni. Napędzana ciekawością, ale jednocześnie nie spodziewając się po nich wiele, rzuciła na nie okiem. Jedna z nich mówiła o Trójkącie Bermudzkim, druga zaś o Atlantydzie. Alexis nie miała pojęcia, po co ktoś miałby je drukować, zwłaszcza, że nie były żadną reklamą, ani nawet akcją społeczną. Wyglądały jak biuletyny informacyjne, które podróżujący mogli dostać na lotnisku Birmingham. Tamte jednak przekazywały najważniejsze informacje o mieście, te zaś wydawały się nie mieć żadnego sensu, zwłaszcza, że nie było żadnego dowodu, iż Atlantyda kiedykolwiek istniała.
Alexis przebiegła po treści ulotki wzrokiem, dowiadując się, że mityczna kraina po raz pierwszy została opisana przez Platona, który twierdził, że była to obfitująca w diamenty, drzewa owocowe i metale szlachetne ziemia. Podczas podziału świata przypadła ona Posejdonowi, dlatego w środku zbudowanego tam pełnego przepychu miasta, stała jego świątynia. Oprócz niej znajdowały się tam również piękne ogrody, tory wyścigów konnych, okazałe teatry oraz łaźnie. Wszystko to jednak spotkał koniec w IX wieku p.n.e., kiedy to Ziemię nawiedziły straszne potopy, a wspaniała Atlantyda na zawsze zniknęła pod powierzchnią wody. Przez wieki na jej poszukiwania wyruszały rzesze ludzi, a opowieść o jej bogactwach intrygowała nawet największych niedowiarków. Choć obecnie wielu wyśmiewa teorię o jej istnieniu, do tej pory nie udało się znaleźć wystarczająco silnego dowodu, by dać kres myślom, iż może kiedyś naprawdę istniała.
Druga ulotka, opowiadająca o Trójkącie Bermudzkim, była, zdaniem Alexis, dużo ciekawsza, choć niejako połączona z Atlantydą. Wielu miłośników zjawisk paranormalnych uważało bowiem, że to na dnie tego okrzykniętego najniebezpieczniejszym rejonu świata leży zaginiona kraina. Nie byłaby ona jedynym, co zniknęło w tamtych wodach. Od 1840 roku w tej części Atlantyku bez wieści przepadło ponad osiemdziesiąt samolotów i statków. Nieliczne z jachtów, które zostały odnalezione, były opuszczone przez pasażerów. Płynęły samotnie po wodach oceanu i nieraz muzyka nadal leciała z znajdujących się na nich gramofonów, woda kapała z kranów, silnik był zapalony... Jedyne, czego brakowało, to załogi. Były też dwa przypadki, gdy odnaleziono wcześniej uznane za zaginione statki wraz z ludźmi na pokładzie. Ludzie ci jednak całkowicie potracili zmysły i nie byli w stanie ani powiedzieć, co ich spotkało, ani w ogóle powiedzieć nic sensownego przez resztę swego życia. Wraków samolotów, ani ich pasażerów, nigdy nie odnaleziono. Sam Krzysztof Kolumb w XV wieku napisał, że w okolicach Trójkąta Bermudzkiego zaobserwował „dziwne, tańczące na horyzoncie światła”. W 1945 roku natomiast zarejestrowano słowa porucznika Charlesa Taylora: „Nie wiem, gdzie jest zachód. Wszystko jest nie tak. Nie jesteśmy pewni żadnego kierunku. Nawet ocean nie wygląda tak, jak powinien”. Chwilę potem kierowana przez niego grupa wojskowych samolotów przepadła bez wieści.
Alexis przeszedł dreszcz niepokoju, gdy mięła kartkę w dłoni. Była człowiekiem twardo stąpającym po ziemi i choć nie dała wiary ani jednemu słowie o Atlantydzie, wiedziała, że wszystkie informacje o Trójkącie Bermudzkim były prawdziwe. Ponad śpiącą po jej lewej stronie staruszką wyjrzała przez małe okienko w samolocie, gorączkowo próbując sobie przypomnieć jego położenie. Wiedziała, że kiedyś widziała w internecie kontury Trójkąta. Głupia ulotka! Jeśli już ktoś zadał sobie trud jej drukowania, mógł przy okazji dołączyć mapę. Jej racjonalna część uspokajała, że przecież od 1971 roku nie było żadnej katastrofy na tym obszarze, druga natomiast usilnie próbowała sobie przypomnieć, gdzie ten obszar leżał. Zaraz, zaraz. Czyżby znajdował się on u wybrzeży...
Nie zdążyła dokończyć tej myśli, ponieważ zauważyła, że wino w jej kieliszku lekko drżało, a niebo za oknem zrobiło się dziwnie różowe. Tym razem już nie była tak spokojna, jak przy poprzednich turbulencjach. Przypomniała sobie bowiem, że Trójkąt Bermudzki był terenem między Miami, Puerto Rico i Bermudami. Dlatego, jeśli jej obliczenia były prawidłowe, teraz znajdowali się centralnie nad nim. Turbulencje z każdą chwilą stawały się coraz silniejsze, przez co bagaże podręczne wypadały pasażerom z rąk i walały się po całym samolocie. Mała dziewczynka znów zaczęła z przejęciem wypytywać matki, czy ich samolot się rozbije, a gdy zmęczona pytaniami kobieta nie odpowiedziała, dziecko zwróciło wielkie oczy w stronę Alexis. Tym razem ona również nie udzieliła jej odpowiedzi, zwłaszcza, że szarpnięcia w jednej sekundzie stały się tak gwałtowne, iż zaczęło nią rzucać po całym siedzeniu. Stewardessa biegała między siedzeniami, zapewniając, że nie było się czym martwić, do czasu, gdy podskok samolotu nie sprawił, iż wyleciała w powietrze, uderzając o sufit z zawrotną siłą. Chwilę potem w jej ślad poszli wszyscy nieprzypięci pasami pasażerowie - ludźmi rzucało we wszystkie strony, niczym marionetkami. Z głośników popłynęły prośby o zachowanie spokoju, nikt jednak nie zamierzał ich słuchać. Nawet małe dzieci wiedziały, że działo się coś niedobrego. Pasażerowie, których wcześniej wyrzuciło z fotelów, teraz leżeli bezwładnie na ziemi, a niektórzy z nich byli zakrwawieni od obrażeń, których doznali. Ludzie wrzeszczeli, płakali, patrzyli na swoich bliskich, ściskali ich dłonie w geście pożegnania. Siedząca obok Alexis staruszka złapała ją niespodziewanie za rękę, a jej uścisk był tak rozpaczliwy, jakby to życia się trzymała, nie ręki.
 Nagle nastąpiła eksplozja, a część krzyków ucichła. Samolot przechylił się gwałtownie do przodu i z zawrotną szybkością zaczął spadać. Alexis już nie dotykała fotela, przytrzymywana od upadku do przodu jedynie pasami. Ze skrytek w suficie wyskoczyły maski tlenowe, ale wisiały pod kątem ostrym i kobieta, podobnie jak wielu innych, nie mogła ich dosięgnąć. Wrzask uwiązł jej w gardle, ponieważ zaczęło jej brakować powietrza. Uścisk na jej ręce się rozluźnił, a staruszka, tak jak wielu innych, straciła świadomość. Alexis z rozpaczą w oczach przechyliła głowę, by spojrzeć na kilkuletnią dziewczynkę. Mała miała zamknięte oczy, a na twarzy błogi wyraz, który świadczył o tym, że odpłynęła. Jej dłoń tkwiła w kurczowym uścisku matki, której spojrzenie spotkało się ze wzrokiem Alexis. Patrzyły na siebie z niemą rozpaczą; dwie kobiety, które miały to nieszczęście pozostać przytomnymi. Australijka kątem oka zerknęła za siebie i choć wcześniej brakło jej tchu, teraz zaczęła wrzeszczeć na całe gardło. Dwa siedzenia za nią nie było już nic, jedynie błękitno-różowe niebo, które z każdą sekundą coraz bardziej się oddalało - a może przybliżało. Samolot przełamał się na dwie części. Alexis chciała znaleźć w sobie nigdy nieużywane pokłady chrześcijaństwa, by pomodlić się pierwszy i ostatni raz, jednak nie zdążyła. Ostatnie, co pamiętała, zanim wszystko zalała ciemność, to że samolotem wstrząsnęła tak potężna eksplozja, iż jej fotel oderwał się od podłogi, a ona razem z nim wyleciała w powietrze, na spotkanie całkiem nowego życia.
Życia, które już nigdy nie miało być wspaniałe.

___________________________________

Wróciłam z Hiszpanii opalona, zadowolona i pełna zapału do pisania. Początki zawsze są najcięższe, dlatego nie wyszło dokładnie tak, jak to sobie zaplanowałam. Obiecuję, że kolejne rozdziały będą dużo lepsze i dużo bardziej zapełnione akcją. W tym wpisie skupiłam się głównie na tym, by przybliżyć Wam postać głównej bohaterki i to, jaka była przed katastrofą. W późniejszych częściach zarówno ona, jak i jej towarzysze, będą musieli podejmować decyzje, które na zawsze ich zmienią, dlatego uznałam za ważne pokazać jej wcześniejsze życie. Jestem pełna optymizmu co do tego opowiadania i mam nadzieję, że Wam również się spodoba (: 
W następnym rozdziale, który pojawi się za trzy tygodnie, spotkamy się już na Atlantydzie!

111 komentarzy:

  1. Rezerwuję miejsce na komentarz! Wrócę tutaj później ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiedziałam, że wyskoczysz z czymś co mnie zrzuci z fotela. I wiesz co? Udało ci się. Mam obity tyłek, na dodatek koń mnie zrzucił podczas jazdy. Teraz będę mieć tak płaski tyłek jak nie wiem XD

      Alexis od razu jest moją ulubioną postacią, niezwykle spodobało mi się jej podejście do sprawy śmierci. Oczywiście, biedna nie będzie bogata. Kurczę, czuję, że Alexis będzie jedną z niewielu postaci które będą wiedziały czego chcą i umieją postawić na swoje. Szkoda mi się zrobiło ojca Lexi, bo jak to stwierdził: "Mam złe przeczucia co do tej podróży". I miał facet rację.

      Wiesz jak bardzo czekałam na ten rozdział, a to zwłaszcza przez prolog i zwiastun. Wiesz dlaczego... The 100 :* Mogłaś do mnie wpaść, ugościłabym cię w Norwegii ;) Trzy tygodnie? Boże, ja przez ten czas umrę. Nie rób mi tego ;< Tak po za tym chciałaś bym ci przypomniała, że jak wrócisz z Hiszpanii, czeka na ciebie rozdział z dedykacją u mnie na blogu. Więc cię informuję, tutaj masz dokładnego linka: http://love-begins-with-hate.blogspot.com/2015/08/rozdzia-szosty.html

      Pozdrawiam i życzę weny, Ana :*
      xoxo, elose

      Usuń
    2. Wyobraziłam sobie jak spadasz z krzesła podczas czytania i rozbawiło mnie to :D Dużo mniej zabawne jest to, że spadłaś z konia :(
      Cieszę się, że tak czujesz, bo właśnie tak staram się wykreować Alexis. Ona już nie będzie taka miła jak Kayth, będzie za to bardzo odważna i pewna siebie.
      Obawiaj się, jeszcze do ciebie wpadnę do Norwegii w przyszłe wakacje! :D A rozdziały zawsze będą się pojawiały co trzy tygodnie, ale będą długie ^^
      Postaram się do ciebie wpaść jeszcze w tym tygodniu! Dziękuję! :*

      Usuń
  2. Druga! Też rezerwuję miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przybliżając mam postać Alexis sprawiłaś, że strasznie żal mi się robi jej przeopiekuńczego i fantastycznego ojca ;<. Ogółem bardzo fajnie i ciekawie streściłaś jej dotychczasowe życie. Alexis będzie jedną z bardzo niewielu bohaterek, która przejdzie trochę lub całkowicie na złą stronę, więc ciekawi mnie jak to przedstawisz. Zwłaszcza, że ma być w to zamieszany względnie pozytywny bóg - Apollo.

      Co do katastrofy to mam pewną uwagę. W samolocie chyba powinni przekazać jakiś sygnał, żeby zapiąć pasy, co nie? Rozumiem, że to było nagłe i niespodziewane, ale jednak stewardesy normalnie chyba coś takiego powiedziałyby :).

      Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy!
      Lydia
      xxx

      Usuń
    2. Wszyscy tak polubili ojca Lexi! *.* Cieszę się bardzo, bo sama również go bardzo lubię.
      Alexis podejmie wybory, które rzeczywiście sprowadzą ją na złą, bardzo złą stronę. Mam nadzieję, że podołam zadaniu przedstawienia tego. Z Apolla mam zamiar zrobić, jakkolwiek głupio to brzmi, pewien rodzaj kotwicy, który będzie usiłował utrzymać Alexis po tej dobrej stronie (:
      Dzięki za uwagę, rzeczywiście wyleciało mi z głowy! Już to dopisuję (:
      Dziękuję! :*

      Usuń
  3. Uważam, że przedstawienie życia bohaterki przed katastrofą to wspaniały pomysł. Będziemy mogli dostrzec różnice w jej zachowaniu i pewnie wewnętrzną przemianę, którą przejdzie po tych tragicznych wydarzeniach. Nie poznaliśmy wszystkich cech jej charakteru, wielu aspektów jej życia itp. ale myślę, że będzie na to jeszcze czas. Na razie wydaje się być twarda, buntownicza i pewna siebie. A czy taka zostanie? Jestem bardzo ciekawa!
    Ogromnie podobał mi się opis jej domku i ojca. Kiedyś jak byłam mała to chciałam mieć dokładnie takie życie i też w Australii. Czemu? Nie wiem;D Ale tata w koszuli w kratę nieziemsko mi się podobał:D
    Muszę Cię też pochwalić za opis turbulencji i całego tego wypadku. Świetnie oddałaś klimat i ten strach pasażerów. O takich fragmentach mogłabym czytać w nieskończoność dlatego byłam bardzo nieszczęśliwa dochodząc do końcówki.
    Pozdrawiam! ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alexis nie tylko zostanie twarda, buntownicza i pewna siebie. Te cechy charakteru jeszcze bardziej się pogłębią, ale dojdzie do nich wiele nowych, niekoniecznie dobrych. Retrospekcje będą również w kolejnych rozdziałach, dlatego będzie okazja do bliższego przypatrzenia się jej wcześniejszemu życiu (:
      Ja jak byłam mała chyba nawet nie wiedziałam, że Australia istnieje :D A jeśli już to Australia i Austria były dla mnie jednym i tym samym.
      Bardzo się cieszę, że ci się podobało! Dziękuję! :*

      Usuń
  4. Świetny rozdział. BArdzo dobre wprowadzenie. Ciesze się, ze postanowilaś je tutaj przedstawic i wlasciwie załuje, ze nie możemy przeczytać wiecej o zyciu Alexis. Po pierwsze dlatego, ze Australia to moja wielka milość, po drugige dlatego, ze swietnie oddalas klimat rodzinnej miejscowości oraz relacji glownej bohaterki z ojcem, po trzecie, ze chciałabym wiecej wiedzieć o chlopaku dziewczyny (jak sie na Boga spotkali skoro on najwyraźniej mieszka w USA, a nigdy nie lata samolotem???) i w ogole... No i chcialabym, zeby Grubas sie jeszcze pojawil, a jakos wątpię,żeby biedaczek wpadł do Atlantydy razem z cala reszta. Choć bez wątpienia byłoby miło.
    podobało mi się bardzo, jak dbałas o takie niby nieznaczące, ale jakże ważne w powieści szczegóły - np. o dziewczynkę nękającą swoją matkę i nie tylko o to, czy samolot się rozbije, o opis podróży dna lotnisko kilku osób, o prezencję ojca Alexis... naprawdę kawał dobrej roboty! n o i pojawiły się tez peirwsze tajemnicze postaci, Hipiska mnie zaitntygowała, ale o wiele wieksze wrażenie zrobiło na mnie to, że Alexis zobaczyłą zamiast samochodów Mojry... to było takie złowieszcze, a jednocześnie przewidujące przyszłosć! Naprawdę genialne! no i opis przelotu samolotem! nawet o maskach nie zapomniałaś (choć wtedy mimowolnie zaczęłam się zastanawiać, czy ktoś próbował sięgac pod spód fotela w poszukiwaniu kamizelki ratunkowej)! Naprawdę dobry opis. Zarówno spokojnego lotu, jak i katastrody! Najwyrazniej postanowiłaś umieścić Atlantudę gdzieś w okolicach Trójkąta B. Ciekawe, czy w Twojej wersji wszystkie zaginięcia w trójkącie końćzą się w Atlantydzie, to by mialo sens i z penwością byłoby ciekawym rozwiazaniem. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy!!! Juz kocham to opowiadanie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się starałam, by dobrze oddać klimat Australii. Nigdy tam nie byłam, ale w oparciu o różne źródła przypuszczam, że jest tam tak, jak to opisałam (:
      Co do Jude'a:
      "– Muszę cię zmartwić, Jude, ale z Birmingham do Miami nie ma żadnej autostrady – powiedziała dokuczliwie, gdy zaprosił ją na wspólne wakacje.
      – Są za to statki – odparł z zadowoleniem, myśląc, że utarł jej nosa.
      Płynięcie statkiem do Ameryki okazało się tak wspaniałym pomysłem, że gdy dzwoniła do niego wczoraj, nie zdążyła się nawet przywitać, bo okazało się, że miał bardzo dokuczliwą chorobę morską."
      Mieszka w Birmingham, a do Ameryki popłynął statkiem (:
      A Grubas się jeszcze pojawi! Za bardzo go już pokochałam, by go zabić.
      Po kamizelki pewnie nikt nie miał nawet możliwości sięgnąć, tak szybko spadali :( Tak, u mnie wszystkie samoloty i statki, jakie zaginęły w Trójkącie, znalazły się na Atlantydzie (:
      Dziękuję! :*

      Usuń
    2. ojej, chyba nie zauważyłam tego o tych statkach xD miał chłopak cierpliwość albpo bardzo kocha morze... bądź swoją dziewcyznę... bądź oba xD Super, ze przynajmniej Grubas żyje :D
      Zapraszam do mnie na świeżo dodaną nowosć i życzę dużo weny :*

      Usuń
  5. O_O
    Jesteś dość zadowolona? DOŚĆ?! Przecież to było idealne!
    Twoje opisy wciągają bez reszty, dialogi wywołują uśmiech, a wiele zbudowanych przez Ciebie zdań powinno się używać jako cytaty.
    No i mój Grubas <3 Mam nadzieję, że nie czytam o nim ostatni raz.
    "Nie zwracała uwagi na niezadowolone mruczenie Grubasa, ponieważ wiedziała, że Grubas był szczęśliwy tylko wtedy, gdy jadł." ♥
    Zwracasz dużą uwagę na szczegóły, jak widzę. Trzy staruszki w korku, kolor włosów (w kontekście żartów), ulotki, nawet krótko nadmieniłaś o paru współpasażerach tego felernego lotu. Nic nie jest przesadzone, a fakt, że nie piszesz o czymś bez powodu, aktywował wszystkie moje uśpione wakacjami procesy myślowe. :D
    Czułam się, jakbym tam była, serio. Nudziłam się razem z Alexis na lotnisku, śmiałam się z jej ojcem (przy okazji, fajny pomysł z pokazaniem ich relacji przez te tradycyjne powitanie, żarty o blondynkach, dystans do siebie, typową "córeczkę tatusia" i jego przewrażliwienie... słuszne, jak się okazało), a na koniec razem z nią wbijałam w fotel podczas turbulencji.
    Fantastycznie łączysz świat mitologii z realem. Bardzo mi się to podoba i chcę więcej!
    Świetnie oddajesz klimat, jak Ty to robisz, no? :( Są jakieś specjalne ciastka, po zjedzeniu których człowiek pisze tak genialnie jak Ty?
    Póki co czekam na dalsze wieści o losie Alexis. I Grubasa. I reszty w sumie też.
    Jak będzie wyglądać Atlantyda? Ta legendarna to bajkowy ląd pełen przepychu, ale może teraz są tam tylko ruiny i masa niebezpieczeństw? Alexis poradzi sobie w każdym miejscu, taki ma charakter, więc o nią się nie martwię. Tym bardziej ciekawi mnie, co ją tam spotka, bo na taką jak ona potrzeba czegoś mocnego! :D
    Ustawiłaś sobie poprzeczkę naprawdę wysoko, tak wysoko, że muszę stawać na palcach i patrzeć przez lornetkę, ba! teleskop! Ale zdolna bestia jesteś i pokazałaś, że stać Cię na bardzo dużo. Nie zmarnuj talentu, kochana!

    Życzę masę weny i pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grubasa wzorowałam na sobie, haha. Ja też jestem najbardziej szczęśliwa, kiedy jem :D
      Myślę, że szczegóły są bardzo ważną częścią opowiadania i gdyby się na nich nie skupiać, powieść nie miałaby sensu. Cieszę się, że ci się podobało!
      Jeden z największych komplementów dla autora, to że czytelnik mógł się poczuć, jakby był w wykreowanym przez niego świecie. Mam nadzieję, że to odczucie nie zniknie w następnych rozdziałach i że będę w stanie cię "przenieść" na Atlantydę (:
      Masz rację, że nie martwisz się o Alex, ona sobie rzeczywiście poradzi wszędzie. Gorzej z innymi pasażerami... ale o tym w następnych rozdziałach :D
      Ogromnie się cieszę, że ci się spodobało i bardzo, bardzo dziękuję za tak miły komentarz, polałaś mi serce lukrem! Teraz muszę uważać na Grubasa, bo jeszcze mi wróci z Atlantydy tylko po to, by je zjeść! :o

      Usuń
  6. Świetny rozdział. Czytając czułam się jakbym ja tam była, naprawdę, wszystko dookoła mnie się nie liczyło, tylko to co się ciało z Alexis. Myślę, że już polubiłam ją, jest naprawdę fajną istotką, która ma ważną rolę do odegrania tylko nie wie, że to dopiero początek jej historii. Moim zdaniem da sobie radę na tej Atlantydzie i dzielnie stawi czoła problemom, jakie ją tam czekają, Wierzę w nią.
    Jestem ciekawa, jakie atrakcje szykujesz dla naszej głównej bohaterki. Szkoda mi tylko jej Ojca, który teraz zostanie już sam i Alexis go już nigdy nie odwiedzi i nie będą razem żartować. :(
    Nie wiem co jeszcze mogę napisać, na pewno to, że odwaliłaś kawal świetnej roboty, z przyjemnością czyta się twoje rozdziały, bo są świetnie dopracowane, wszystko opisałaś z taka precyzją, ze nie jeden światowy pisarz, by się zachwycił. Masz ogromny talent, mimo, że tak nie uważasz, cieszę się, ze w internecie trafiłam na Krainę Hadesa i mogę czytać twoje świetne historie. :)
    Czekam na rozdział. :D
    PS: przepraszam za jakiekolwiek błędy. :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alexis na razie jest całkiem miła, przyjazna... normalna. Niestety pobyt na Atlantydzie ją zmieni, ale mam nadzieję, że nadal będziesz ją lubić (: Alex ma silny charakter, da sobie radę... jednak podjęte przez nią decyzje z pewnością odcisną na niej piętno.
      Planuję w przyszłości zrobić coś na kształt "reunionu" Alexis z ojcem, ale to jeszcze nie jest pewne. Mi jednak To ja się cieszę, że trafiłaś na Krainę i Kierunek i że ci się spodobały! Dziękuję! :*

      Usuń
  7. Australia <3
    To tyle słowem wstępu ;) Byłam obecna już wtedy, gdy opublikowałaś prolog, ale nigdy nie wiem jak powinnam je komentować, więc czekałam na rozdział pierwszy. I nie zawiodłam się, pochłaniając go w przerwie na reklamy podczas Harry'ego Potter'a. Masz przyjemnie lekki styl, który sprawia, że tekst czyta się szybko, nawet tego nie zauważając. Podoba mi się to, że przedstawiłaś Alexis i dałaś zarys jej charakteru, pokazując jaką jest osobą, będzie nam wtedy łatwiej obserwować jak będzie (?) się zmieniac pod wpływem wydarzeń, które będą miały miejsca na Atlantydzie. Ciekawa jestem jak to wszystko dalej się potoczy, co los ma dla niej jeszcze w zanadrzu i czy ponownie spotka lub choćby ujrzy trzy staruszki, które mnie urzekły już w prologu ;)

    Pozdrawiam,,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zakochałam w Australii! Dopiero niedawno, kiedy zaczęłam robić "research" do opowiadania, ale nie zmienia to faktu, że teraz pokochałam ten kraj.
      Też nigdy nie umiem komentować prologów! Cieszę się, że teraz się ujawniłaś (:
      Mojry jeszcze kiedyś z pewnością się pojawią, ale raczej bardziej pod koniec opowiadania (:
      Dziękuję! :*

      Usuń
  8. Ten rozdział miał w sobie magię :D Nie no serio naprawdę świetny rozdział i bardzo klimatyczny. Super ze pokazałaś nam życie przed Atlantydą. Super opis w scenach na farmie naprawdę czujesz szczęście i spokój a na scenach w samolocie napięcie i przerażenie :D
    Naprawdę robisz się coraz lepsza z histori na historię, i z rozdziały na rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ci dziękuję za tak miły komentarz, kochana! :* Piszę te opowiadania właśnie po to, by doskonalić umiejętności (choć głównie dlatego, bo po prostu uwielbiam pisać), dlatego cieszę się, że tak uważasz! <3

      Usuń
  9. Świetny rozdział jakoś czuję że te opowiedanie będzie jednym z moich ulubionych :D
    Nie wiem co jeszcze napisać bo to dopiero początek ale już wiem że polubię Alexis :)
    Mam nadzieję, że kiedyś przeczytam coś twojego w papierowym wydaniu : D
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i świetny szablon :)

      Usuń
    2. Jeśli Kierunek wyjdzie tak, jak to sobie zaplanowałam (a niestety często inaczej to wygląda w głowie, inaczej na piśmie), wyślę jego kopię do jakiegoś wydawnictwa. Nie mam wielkich nadziei, ale zawsze warto spróbować (:
      Dziękuję bardzo! :*

      Usuń
    3. Możesz być pewna, że jeśli Kierunek będzie kiedyś w papierowym wydaniu to z pewnością go kupię przeczytam i będę wszystkim polecać :)

      Usuń
    4. Kupować z pewnością nie będziesz musiała, bo wszystkim swoim blogowym czytelnikom wyślę w prezencie (:
      Ach, marzenia...

      Usuń
  10. W końcu skończyłam. Wczoraj już zaczęłam czytać, lecz w trakcie tak mnie zaczęła głowa boleć, że nie wytrzymałam i dzisiaj dopiero dokończyłam, ale wracając do rozdziału.
    Na pewno faktem jest, że dużo bardziej początek podobał mi się w poprzednim opowiadaniu (albo tylko takie mam wrażenie, bo dawno czytałam). Nie mniej. Początek rozdziału był ciekawym wprowadzeniem do całości opowiadania i przedstawił nam główną bohaterkę (trzeba pamiętać, że blondynka to nie kolor włosów, a stan umysłu! -> sama jestem blondynką), która póki co nawet fajnie się zapowiada. Będę szczera i rzeknę, że dla mnie troszkę nudnawy był ten rozdział. Sama końcówka oczywiście była świetna (choć nie wiem, czemu, ale jakoś nigdy nie lubiłam katastrof lotniczych. Może to przez złe wspomnienia z dzieciństwa z serialem "Lost"?). Znowu zbaczam z tematu...
    Jestem ciekawa, co będzie dalej. Bo świadomość, że bogowie w tym wszystkim siedzą, niezwykle intryguje czytelnika (i naprawdę popijają wino w samolocie? Nigdy nie leciałam, więc wiem...)
    Fajnie się czytało i dość przyjemnie. Zobaczymy, co będzie dalej, bo przecież to dopiero początek. Jak dla mnie dałabym temu rozdziałowi 7 na 10. A! I taka mała rzecz ode mnie. Uważam, że scenę z ojcem fajnie by pasowała jako rzecz wpleciona w trakcie katastrofy, jako ostatnie wspomnienie przed "śmiercią". Dobra, trochę okrutna jestem :)
    Weny, czasu i sprawnego kompa!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że to nie przez rozdział tak cię rozbolała głowa :D
      Dziękuję ci za szczery komentarz, bardzo je sobie cenię! Początek w Krainie rzeczywiście był lepszy (i dłuższy), ponieważ tam już od samego początku była akcja, mianowicie Kayth trafiła do Podziemia. Tutaj zadecydowałam, że prawdziwa akcja zacznie się dopiero w 2 rozdziale, a ten będzie takim słowem wstępu, dlatego nie dziwię się, że mógł się wydać nudnawy (: W sumie, to mam pytanie. Czy gdybyś nie czytała Krainy Hadesa, a pierwszym spotkaniem z moją twórczością byłby prolog i 1 rozdział kierunku, czytałabyś dalej? Czy byś sobie odpuściła? Pytam z ciekawości, bo trochę się boję, że nowi czytelnicy mogą się zniechęcić (:
      Jak to złe wspomnienia z serialem Lost? :o Dla mnie to jeden z najlepszych seriali, jeśli nie najlepszy <3
      Też nigdy nie leciałam samolotem, ale z tego co się orientuję to są jakieś określone porcje alkoholu, które może spożyć w samolocie jeden pasażer (:
      Rzeczywiście fajnie by to wyszło, gdyby scena z ojcem była wpleciona w ciągu katastrofy, ale boję się, że wtedy wszyscy by usnęli, zanim by do niej doszli :p
      Dziękuję! :*

      Usuń
    2. Do twojej ostatniej wypowiedzi: "Umarliby z nudów" -> taki okrutny żarcik zamiast usnęli ;) (Oczywiście nie mam na myśli, że tak by się stało ;))
      A teraz odpowiadam na twoje pytanie...a...
      Najpierw zacznę od tego, czy bym czytała... Otóż tak. Ten rozdział był ciekawy i niezwykle intrygujący, choć trochę nudnawy. Jednakże sam Prolog jest niezwykle zachęcający do poznania dalszych losów bohaterów. Natomiast pierwszy rozdział (a szczególnie końcówka) pozostawia pytanie "co będzie dalej?". Jeśli mam być szczera, to najprawdopodobniej ten rozdział jeszcze bardziej by mi się spodobał, gdybym wcześniej nie znała Krainy Hadesa. Tak, to bardzo możliwe. Więc nie musisz się martwić o nowych czytelników, gdyż zachęciłaś ich do pozostania (a przynajmniej ja tak uważam, gdyż przeczytałam masę książkę z gatunku paranormal romanse i twoje opowiadania są niezwykłą odskocznią od nich i bije od nich oryginalność).
      Tak, mam złe wspomnienia z Lost. Nie pamiętam dokładnie o co chodziło, ale gdy byłam mała, była burza i ja wystraszona chyba wbiegłam na scenę z katastrofą lotniczą, a jakiś czas później zobaczyłam jakąś scenę, przez którą do tej pory nie miałam ochoty ani razu włączyć tego serialu... Dziwne, ale prawdziwe...
      A teraz ja sobie przypomniałam pytanie do cb. Bo coś kiedyś zobaczyłam, że będą tu bohaterowie z twojego pierwszego opowiadania. A do tej pory jakoś jego nie przeczytałam (choć planuję od początku roku...) i czy szybko pojawią się te postacie, czy będzie trzeba znać fabułę tego opowiadania, czy spokojnie mogę powoli kiedyś zacząć czytać to opowiadanie?
      Pozdrawiam
      Ola Ri

      Usuń
    3. Aż umarli? To faktycznie jest źle... Ale może trafiliby do Hadesu i miałabym o kim pisać kolejne opowiadanie :D
      Bardzo się cieszę, że jednak nie uciekłabyś z krzykiem i pragnęłabyś poznać dalsze losy bohaterów (: Początki są naprawdę ciężkie. Ostatnio czytałam Przeminęło z wiatrem (dlatego dla Alexis również wybrałam tę książkę) i pierwsze strony są naprawdę nudne. Cieszę się jednak, że nie odłożyłam wtedy tej powieści, bo późniejsze rozdziały uważam już za arcydzieło (: W każdym razie mam małe pocieszenie, że nawet wielcy autorzy mieli problemy z pisaniem początków.
      Powiem ci, że ja też jak byłam mała na chwilę poszłam do salonu (powinnam już była spać, ale jakoś nie mogłam zasnąć), a tu w telewizji była chyba scena jak ta dziwna mgła niszczyła drzewa i w ogóle ta złowroga muzyka do tego... Też się wystraszyłam i zaczęłam oglądać serial dopiero jak mi zabrakło innych do oglądania. I nie żałuję, bo to jeden z najlepszych seriali, jakie widziałam (: I wcale nie jest straszny, myślę, że to jedynie wyobraźnia dziecka wyolbrzymia pewne fakty.
      Bez problemu się połapiesz we wszystkim, nawet jeśli nie czytałaś Zaplątanych (: Zamierzam wprowadzić gościnnie tylko dwóch bohaterów, z czego jeden już pojawiał się w Krainie kilka razy (Hermes).
      Muszę cię uprzedzić, że Zaplątani byli moim pierwszym poważniejszym opowiadaniem i wyszli dość słabo, dużo słabiej od Krainy.
      Jeszcze raz dziękuję! :*

      Usuń
  11. Rozdział jak zawsze genialny :) Mam nadzieje, że wakacje się udały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się udały! <3
      Dziękuję! :*

      Usuń
  12. Wow...
    To chyba wszystko co mogę powiedzieć po skończeniu tego rozdziału.
    no nie powiem, zaciekawiłaś mnie *nie pierwszy raz z resztą* i to porządnie...
    Już lubię Alexis, ma taki... ciekawy charakter...
    Kim była ta hipiska? Bogini? Matka Alexis?
    I czemu mam wrażenie, że ta dziewczynka też znajdzie się Atlantydzie?
    Hmm... chyba nie mam już co napisać z wyjątkiem tego że zastanawia mnie kim jest mama Alexis... Ktoś z dwunastki? Jakaś pomniejsza bogini? Mam nadzieję, że szybko się tego dowiemy ^^
    Czekam z nieciepriwością na następny rozdział!
    Chociaż i tak tęskno mi do Krainy <3
    No nic
    Życzę weny, miłych ostatnich dni wakacji i mam nadzieję, że Ciebie nie wywieźli na jakieś zadupie jak mnie ;)
    *no i powodzenia za cztery dni tego nieszczęsnego 2 września, kiedy to też wychodzi Angelfall...*
    Pozdrawiam ;*
    Laciata <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hipiska jest boginią, to mogę zdradzić. Ale czego boginią niestety nie mogę powiedzieć, tak samo jak zdradzić, czy jest matką Alexis. Z pewnością się to jednak wyjaśni (:
      Dziewczynka oczywiście znajdzie się na Atlantydzie, tak jak również inni pasażerowie lotu (: Nawet Grubas będzie!
      Też trochę tęsknię za Krainą i właśnie dlatego jej bohaterowie pojawią się w jednym z rozdziałów.
      Na szczęście byłam w Lloret de mar, czyli w samym sercu Costa Brava (: Mam nadzieję, że mimo tego zadupia wakacje były udane?
      Przynajmniej Angelfall nam umili ten smutny czas! Dziękuję! :*

      Usuń
    2. Ja stawiam chyba na matkę Alexis... Ale na Ciebie to chyba zbyt oczywiste...
      To wszyscy będą na Atlantydzie? Cała 104? Czemu sobie ubzdurałam, że tylko 4?
      Grubas, Tak! Ten kot jest genialny <3 taki Grumpy Cat :3
      Zazdroszczę pobytu w tak pięknym miejscu! <3
      Wakacje były genialne :3 Sam wyjazd na zadupie - nie.
      Ja również liczę, ze Twoje wakacje są zaliczane do pamiętnych
      Angelfall ratuje wszystko <3 Czytałaś? Co o tym sądzisz? *tak nie mogłam się powstrzymać ;) *

      Usuń
    3. Właśnie teraz się zastanawiam, czy dawać na Atlantydę wszystkie 104 osoby, czy może tak z połowę zabić... Chociaż wtedy będę musiała zmienić zarys Atlantydy, który zamierzałam przedstawić.
      Czytałam Angelfall, zarówno pierwszą, jak i drugą część. Pierwsza jest wspaniała; druga już mniej. Dlatego nie wiem, czy przeczytam trzecią... Jak przeczytasz to powiedz mi, czy warto (:

      Usuń
    4. Oczywiście :) Mi się strasznie podobały oba tomy, ale pierwszy był najlepszy <3 Trzeci jest w drodze do mnie, więc pod następnym rozdziałem dostaniesz jeszcze nimi recenzję ;) o ile nie zapomnę xD
      To ma aż takie znaczenie? Wow, zaciekawiłaś mnie jeszcze bardziej!

      Usuń
  13. O nie, nie, nie! Jak mogłaś skończyć w takim momencie?! Ja chcę więcej, o losie, co tu się dzieje?! No normalnie nie potrafię usiedzieć w miejscu!
    A teraz...
    Cześć. :3
    Wybacz, że tak się rozemocjonowałam, ale jeszcze nigdy nie spotkałam się z pierwszym rozdziałem, w którym tyle się dzieje! Zazwyczaj wszyscy piszą tylko wprowadzenie, a Ty oprócz tego dosłownie zdmuchnęłaś mnie z krzesła. A jeszcze jak przeczytałam, że samolot się przełamał...
    Dobra, po kolei! xd
    Na razie jakoś nie polubiłam Alexis, ludzie przesadnie pewni siebie zawsze mnie jakoś odpychali, ale to pewnie tylko takie pierwsze wrażenie. :) Jeju, jak sobie przypomnę prolog, to aż mam dreszcze! Mojry na środku ulicy, to musiało być okropne... Tak mi jest szkoda Alexis. :C Tak samo jak jej ojca, którego bardzo zdążyłam polubić. Przecież w końcu dowie się, że samolot, którym leciała jego córka zaginął bez wieści. W sumie o chłopaku mogę powiedzieć to samo. :c
    Co się stało z kotkiem? :(
    Nie wiem, co jeszcze napisać. Zbiłaś mnie z nóg tym rozdziałem... I Ty jeszcze śmiesz napisać, że jesteś dość zadowolona! Przecież to było genialne!
    Mam nadzieję, że większa część pasażerów przeżyje. Swoją drogą straszny ten Trójkąt. Ciekawe, jaka tajemnica naprawdę się za tym kryje. Chociaż jest też mnóstwo naukowych wytłumaczeń.
    No nic... Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału! <3
    Życzę mnóstwa weny i pozdrawiam! :3
    PS. Tęskno za Krainą. :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie mam wrażenie, że bardzo niewiele się tu dzieje i dopiero końcówka jest warta przeczytania, niemniej bardzo się cieszę, że ci się podobało!
      Jeśli nie lubisz ludzi przesadnie pewnych siebie to Alexis pewnie również nie polubisz i nie jest to tylko pierwsze wrażenie. Trudno znaleźć osobę bardziej pewną siebie od niej. Przynajmniej teraz, bo wraz z postępem historii bohaterowie będą się bardzo zmieniać.
      Grubas będzie na Atlantydzie, tak jak reszta pasażerów <3 Za bardzo go polubiłam, by go uśmiercić.
      Z naukowych tłumaczeń słyszałam tylko o pokładach metanu, choć muszę przyznać, że te nienaukowe mnie dużo bardziej interesują ^^ A bohaterowie Krainy pojawią się w jednym rozdziale, prawdopodobnie w okolicach 10 wpisu.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  14. Zakochałam się. Po prostu się zakochałam. Pierwszym rozdziałem zrobiłaś na mnie takie wrażenie, jakbym czytała już jakiś dziesiąty z kolei i poznawała historię bohaterów… Alexis polubiłam, pomimo tego zachowania względem swojego taty, troszkę to było niemiłe. Staruszek nie ma żadnych znajomych, cały czas czuje się samotnie – w końcu przyjeżdża jego ukochana córeczka, z którą może sobie porozmawiać, a ona nagle odjeżdża. Sama wpadłabym chyba w depresję. Można lubić swoje życie, ale wydaje mi się, że życie bez ludzi jest trochę… smutne i ponure. Nie można się z nikim pośmiać, pokłócić, poirytować… Takie nudne życie.

    Świetnie opisałaś scenę rozbicia samolotu. Ja zapewne poleciałabym z jednym zdaniem, a ty zaserwowałaś nam ładne akapity. I za to cię kocham! I twoje opowiadania. :D

    Pomimo że tęsknie za Kayth i Scarem, to teraz Alexis i Atlantyda zawładnęła moim sercem.
    Całuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, mi się naprawdę wydaje, że ten rozdział jest dość słaby, ale bardzo miło czytać, że tobie się spodobał! <3
      Alexis ogólnie nie jest dość miła, choć może na razie tego bardzo nie widać :p Nawet dla ojca, który jest dla niej najbliższą osobą na świecie, potrafi być oschła. Ale trzeba jej przyznać, że myślała, iż jego słowami powoduje egoizm. W końcu nie jest już małą dziewczynką, ma prawo pojechać do Ameryki z chłopakiem, nie musi całe wakacje siedzieć z tatą (: Myślę, że samotność to jedno z najgorszych uczuć (?), jakie istnieją... Sama bym jej nie zniosła.
      Choć z pisaniem innych akapitów miałam lekkie problemy, te dwa akapity o katastrofie pisało mi się naprawdę świetnie (:
      Dziękuję! :*

      Usuń
  15. Rozdział wyszedł ci bardzo zgrabnie, czytało się go bardzo przyjemnie, więc jestem pełna jak najlepszych przeczuć co do całego opowiadania.
    Podoba mi się to, jak Alexis zaplątała się we własne przeznaczenie. Mojry na środku ulicy, dziwaczna kobieta na lotnisku (swoją drogą chętnie dowiem się, kim ona była), czytanie ulotki o Trójkącie Bermudzkim w naprawdę odpowiednim momencie. Perfect timing. :D A do tego złe przeczucia ojca, ciągłe pytania małej dziewczynki. Ja na jej miejscu ześwirowałabym jeszcze zanim poczułam turbulencje.
    Piszesz bardzo fajnie, niby zdania się proste, nie ma tam żadnych eufemizmów, zawiłych metafor, udziwnień, ale całość czyta się szybko, przyjemnie i opowiadanie potrafi zaciekawić czytelnika. Nie wiem, czy masz betę, w każdym razie nie ma błędów, literówek, niepotrzebnych albo zagubionych przecinków i moja dusza humanisty raduje się czytając coś takiego. :D
    Jestem ciekawa, jakim właściwie cudem cały samolot zdoła przenieść się do Atlantydy. I naprawdę już czekam na kolejny rozdział. :)
    Pozdrawiam i gdybyś miała chwilę to zapraszam do siebie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Alexis zaplątała się we własne przeznaczenie" - to zdanie pasuje do niej tak idealnie, że pozwolisz, iż je sobie zapamiętam i kiedyś go użyję? Mam w związku główną bohaterką takie plany, że to zdanie naprawdę idealnie ją opisuje :D
      Ja jakby mi ktoś powiedział, że ma naprawdę złe przeczucia dotyczące lotu, na pewno bym nie poleciała. Trzeba jednak pamiętać, że Alexis podróżuje samolotem bardzo często i na pewno często słyszała ludzi, którzy się lotów boją. Ona się uodporniła na takie komentarze, bo do tej pory nigdy jej się nic nie stało.
      Nie mam bety, dlatego moja dusza humanisty się cieszy, że nie znalazłaś żadnych błędów :D
      Dziękuję i obiecuję, że niedługo do ciebie wpadnę! :*

      Usuń
  16. Ten blog i pomysł na tą historię jest niesamowity!
    Gorąco zachęcam cię do zgłoszenia bloga do rejestru blogów:
    "Czytać znaczy żyć drug raz".
    http://czytac-zyc-drugi-raz-rejestrblogow.blogspot.com/

    Rejestr powstał niedawno i zachęca do rozpowszechniania niesamowitych prac.

    ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i mam nadzieję, że ten komentarz to nie jest jedynie spam, bo od tego jest inna zakładka (:

      Usuń
  17. Na początek powitanie na nowym blogu!
    Moje gratulacje kochana skończyłaś jedno opowiadanie by wystartować z drugim. Po prologu wiedziałam, że to będzie coś i miałam racje. Jestem mega rozradowana gdyż nowa bohaterka przypadła mi do gustu. Alexis bardzo kojarzy mi się z Kayth a zarazem jest inna. Sama nie wiem. Nie powinnam ich porównywać do siebie ( jakbym porównywała dwóch byłych chłopaków albo byłego i obecnego) ale nie moge się oprzeć. Jakoś tak samo wychodzi. Jak budujesz te opisy? Jesteś o wiele lepsza ode mnie. Naprawdę będę to wciąż powtarzać. Widzę że szykuje się wiele ciekawych wątków. To dopiero początek a już jestem ciekawa zakończenia czy to normalne? No cóż ja zawsze wszystko widzę normalnie inaczej niż wszyscy. Jestem ciekawa jak potoczą się ich losy. pozdrawiam mocno i czekam na ciąg dalszy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może teraz Alexis rzeczywiście może się nieco kojarzyć z Kayth, ale jest całkowicie inna. Na pewno nie jest tak dobra, jak ona, ale za to dużo zabawniejsza.
      Jak buduję opisy? Wyobrażam sobie, że tam jestem i sama to wszystko widzę (: Jestem w Australii, na lotnisku, w samolocie... Takie wyobrażanie naprawdę pomaga (:
      Do zakończenia jeszcze dłuuuga droga, pewnie ponad rok.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  18. Hm, nie jest to komentaż sięgający szczytu moich marzeń, ale muszę to napisać: Faaajne ;*

    OdpowiedzUsuń
  19. O rany... O rany... Nie mogę. Jest w twoich opowiadaniach coś co sprawia, że albo siedzę z nosem w ekranie powtarzając "co dalej?" albo co chwilę przerywam czytanie bo ilość emocji jakie wywołuje we mnie tekst jest nie do zniesienia. O ile ta pierwsza sytuacja towarzyszyła mi przez wspomnienie i pobyt na lotnisku, tak druga pojawiła się w momencie, gdy samolot ruszył.
    Już widzę ogromną różnicę między pomiędzy Kayth, a Lexi. Głowna bohaterka atlantydy zdaje się być poważną kobietą, która twardo stąpa po ziemi i raczej te "magiczne" akcenty życia nie są dla niej. Coś jakby wyznawała zasadę, ze dopóki nie zobaczy, nie uwierzy. Takie są moje pierwsze odczucia co do tej postaci,być może się mylę, ale będziemy obserwować.
    Złe przeczucia to naprawdę nic przyjemnego... Nie mogę sobie wyobrazić, co będzie, kiedy ojciec Alexis usłyszy o katastrofie samolotu. Przecież niemal ją błagał, by została z nim. Już mu współczuję, choć pewnie, nawet nie dowiemy się, jaki był jego los.
    Bogini ubrana jak hipiska... Myślę, myślę i wymyślić nie mogę. W każdym razie jakakolwiek nie byłaby to bogini, wiedziała już, co niedługo się wydarzy i z pewnością, nie pozostawiła tych ulotek bez powodu. Ciekawi mnie (a jakżeby mogło nie ciekawić?) co miała na myśli mówiąc Lexi, te wszystkie słowa.
    Katastrofa została opisana perfekcyjnie. Aż czułam ten klimat nadchodzącej śmierci, odoru strachu, płacze, krzyki, krew... niesamowite... Zobaczymy kto przeżyje i co spotka bohaterów tam, na Atlantydzie :)
    Życzę morza weny i oczywiście pozdrawiam :*
    PS: Te informacje na ulotce to z wikipedii? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Alexis jest osobą bardzo twardo stąpającą po ziemi. O ile Kayth stosunkowo szybko uwierzyła we wszystko mitologiczne, o tyle Alexis będzie się starała wszystko podważyć. To tylko jedna ze spraw, które je różnią, bo charaktery te są od siebie całkowicie inne.
      Ojciec Alexis będzie odgrywał pewną rolę w opowiadaniu i podejrzewam, że kiedyś jeszcze go zobaczymy, nie tylko w retrospekcjach.
      Hipisowski styl to jedynie moje wyobrażenie danej bogini, dlatego nic dziwnego, że nie wiesz, o kogo chodzi. Tym razem domyśleć się będzie naprawdę ciężko i w zasadzie mam nadzieję, że nikomu się to nie uda.
      Tak, Wikipedia moją największą przyjaciółką! :D
      Dziękuję! :*

      Usuń
  20. Cześć kochana!
    Wybacz, że komentuję tak późno, ale wcześniej mnie nie było i nie miałam dostępu do internetu. Wczoraj wróciłam i sobie nadrabiam.
    Więc tak, o jejku.
    To musiało być tragiczne przeżycie, zwłaszcza, że ona przeżyje. Przecież to okropne! Obudzić się i zobaczyć w okół siebie trupy. Chociaż nie wiem, jak będzie, bo jej fotel się oderwał, ale mimo wszystko, kiedy to czytałam... Nie, po prostu okropne uczucie. :c
    Te wspomnienie było takie radosne, że nie chciałam oderwać od niego oczu. Poważnie, taka typowa sielanka. Niestety, do czasu. Kiedy zaczęli się kłócić, zrobiło mi się przykro. Tak okropnie potraktowała swojego tatę, że nie mogłam na to patrzeć. Strasznie zrobiło mi się go żal, skoro mówi, że rozmawiał z psem, a kiedy jego córka może zostać z nim dla towarzystwa, wybiera chłopaka. To okropne, ale co ja mogę poradzić? :c
    Jestem ciekawa, która z bogiń jej podrzuciła te ulotki oraz czy nie podrzuciła komuś jeszcze. Może to Atena? Albo Hekate? Bardziej mi się wydaje ta druga, no bo Atlantyda i Trójkąt tak pod magię mi podchodzą, ale wiadomo - mogę się mylić.
    Hm, na dziś to chyba tyle.
    Jeśli chcesz, zapraszam do siebie, choć z góry uprzedzam, że moje opowiadanie się całkowicie różni. Nie tylko fabułą, ale i poziomem. kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com
    Pozdrawiam, karmeeleq

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od publikacji dopiero minęły trzy dni, jakie późno? :D
      Zdecydowanie było to traumatyczne przeżycie dla wszystkich pasażerów. Może nawet dla Lexi trochę bardziej, niż dla innych, bo ona zawsze... ufała samolotom. Latała tak często, że po prostu przestała już nawet podejrzewać, że może się stać coś złego.
      Też nie można sądzić Alexis surowo za to, że wybrała Amerykę. Lata do ojca minimum raz na dwa miesiące, poprzednie wakacje zawsze w całości spędzała z nim. Nic dziwnego, że chciała wyjechać z chłopakiem do Nowego Świata.
      Kim była bogini niestety nie zdradzę, ale wszystko się wyjaśni w swoim czasie (: Mam nadzieję, że cię zaskoczę!
      Niedługo do ciebie wpadnę! Dziękuję! :*

      Usuń
  21. Jestem :) Mam małe spóźnienie, ale chyba jeszcze do wybaczenia :D
    Poznajemy nareszcie Alexis, o której była mowa w poprzednim rozdziale i która chyba jest tutaj kluczowa postacią. Ja jej zazdroszczę, że ona się nie boi tak latać, ja tam dwa razy leciałam samolotem (to było dawno i mnie zmusili :/ ) a poza tym mam nadzieję, że nigdy więcej! A dla niej to już się wydaje normą, jak jeżdżenie autobusami. Podziwiam.
    Najwyraźniej jej ojciec miał rację, co do tego jego przeczucia. Właściwie to już zdążyłam go polubić, pomimo tego, że mało było na jego temat. Wydaje się pozytywną postacią i mogę zrozumieć, czemu chciał powstrzymać córkę przed wyjazdem i to do chłopaka. Kto by się na jego miejscu nie martwił?
    A co do tych jej zwidów na ulicy... Czy to były Mojry? Jakoś tak mi się wydaje. natomiast co do tej hipiski na lotnisku, to całkowicie nie mam pojęcia, kim była. Ale po tych jej wywodach, ulotkach o Atlantydzie i trójkącie bermudzkim oraz gadaniu tej małej dziewczynki i złych przeczuciach ojca Alex, na pewno nie wsiadłabym do tego samolotu. Mogliby mi pierwszą klasę proponować, a ja i tak bym nie wsiadła, na pewno!
    A opis tej katastrofy... jak dla mnie, wyszedł bardzo realistycznie. Chociaż ja pewnie umarłabym na zawał, gdybym zobaczyła, że połowa samolotu tak po prostu odpadła i nie ma nic, więc nie doczekałabym nawet do zetknięcia z ziemią i tego wielkiego BUM!
    Czekam na następny i serdecznie zapraszam do siebie :)
    http://uwiezieni-w-przeszlosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od publikacji minęły dopiero trzy dni, to nawet nie jest spóźnienie :D
      Alexis lata około 120 godzin w roku, więc naprawdę jest już do latania całkowicie przyzwyczajona i nawet przez myśl jej nie przebiegło, że mogło się stać coś, co się stało.
      Tata Alexis jest całkiem różny od innych ojców, ale w sprawie wyjazdów z chłopakami jest całkowicie taki sam :p
      Tak, tak, to były Mojry i jedna z nich nieuważnie przecięła nić, o czym było mówione w prologu (:
      Alexis mało czego się boi, a już z pewnością nie jakiś "bezsensownych" przeczuć ojca i pytań małej dziewczynki. A szkoda, bo może jakby była łatwiejsza do wystraszenia, to by nie wsiadła na pokład.
      Myślę, że to by było dużo lepiej dla ciebie, gdybyś nie doczekała końca katastrofy, tylko odpłynęła gdzieś na początku (:
      Dziękuję i niedługo do ciebie wpadnę! :*

      Usuń
  22. O jeny, teraz najgorsza część w blogowaniu -wystawianie komentarza. Ja to mam po prostu ochotę się zabić, kiedy muszę je pisać, ale wiem, że to pomaga autorom, więc pokornie staram się sprostać zadaniu. :D
    Wiesz co? Ta cała Alexis wydaje mi się jakąś zimną osobą. Naprawdę! Wiem, że niby napisałaś, że kocha ojca itp., ale coś mi tak z tyłu głowy mówi, że ona jest osobą, która nie okazuje zbytnio uczuć, bo uważa, że to jest niepotrzebne. I mam wrażenie, że podchodzi do wszystkiego z takim całkowicie "olewczym" stosunkiem.
    Wydaje mi się, że dopiero teraz dziewczyna pozna, czym tak naprawdę jest prawdziwe życie i troska o to, by przetrwać. Że los postawi ją w tak trudnych sytuacjach, że będzie musiała przejść samą siebie, aby nie zbłądzić gdzieś po drodze, czy nie zatracić siebie samej. Wiem, ze Twoje opowiadania zazwyczaj są nacechowane pewnymi morałami i nauką samą w sobie. Każdy wybór wpływa na dalsze wydarzenia itp. Dlatego czuję, że tu także bohaterce nie będzie łatwo.
    A Ty masz jakiś konkretny pomysł już na to, jak pociągniesz tę historię, czy piszesz, na bieżąco wpadając na pomysły? Bo zawsze mam wrażenie, że posiadasz z góry założony scenariusz, w którym z kolejnymi rozdziałami jedynie wykreślasz kolejne punkty. ^^ Zawsze wszystko jest dopięte na ostatni guzik. ;)
    Napiszę jeszcze tylko tyle. Ja nie wiem, jak się czuje Alexis, siedząc w samolocie, który spada. nie wiem, jakie uczucia towarzyszą jej, gdy widzi, że za nią zamiast pasażerów, jest jedynie czyste niebo. I nie chcę się dowiedzieć. Ja bym pewnie prędzej na zawał umarła, niż dała radę na to patrzeć. Tyle dobrze, że my wiemy, że dziewczyna przeżyje. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarze rzeczywiście są bardzo przydatne, dlatego dziękuję, że poświęcasz kilka(naście) minut na poinformowanie mnie o swoich odczuciach (:
      Masz całkowitą rację, Alexis z pewnością nie należy do ciepłych, milutkich osób. Już dawno nauczyła się brnąć przez życie bez zbędnych uczuć.
      Lexi zawsze była zaradna, ale rzeczywiście dopiero teraz w pełni zrozumie, jak bardzo trzeba się postarać, by przeżyć. Podobnie jak reszta bohaterów, stanie przed trudnymi decyzjami, niestety nie zawsze podejmie te słuszne. A od tego niedługa droga do zatracenia samej siebie.
      Mam ogólny zarys fabuły, niektóre wątki również już wymyśliłam, ale resztę piszę na bieżąco, dlatego niestety nie zawsze wszystko jest dopięte na ostatni guzik :(
      Alexis przeżyje... ale będą chwilę, gdy będzie żałowała, że tak się stało.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  23. Świetne!
    Bardzo polubiłam Alexis, to poczucie humoru i sarkazm... To jest to co kocham <3
    A jednak jej ojciec miał rację... Czyżby męski instynkt (o ile coś takiego istnieje )???
    Nie wiem dlaczego, ale najbardziej żal mi było tej małej dziewczynki. Taka bezbronna...
    Z niecierpliwością czekam na dalsze los Alexis na Atlantydzie.
    Pozdrawiam.
    http://fairytaledreamcloudeen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alexis ma wiele negatywnych cech, ale akurat poczucie humoru rzeczywiście działa na plus (:
      Tak, to chyba był pierwszy przykład prawdziwego męskiego instynktu na świecie ;D
      Dziękuję! :*

      Usuń
  24. Rozdział bardzo przyjemnie się czytało. Masz piękny styl pisania.
    Spadający samolot. Brr, jak ja tego nie lubię - chyba nigdy nie skorzystam z tego sposobu transportu.
    Chciało mi się śmiać, kiedy - na samym początku - Alexis zauważyła na drodze trzy staruszki dziergające na drutach.Myślałam, że one tam były naprawdę :P Kiedy okazało się, że ich tam jednak nie było, to już coś było nie halo. Potem jeszcze ta kobieta na lotnisku. Lubię takie tajemnicze postacie, które pojawiają się i znikają niczym magik :)
    Jestem bardzo ciekawa, jak będzie wyglądało życie na Atlantydzie.

    A no i kimże bym była, gdybym tego nie napisała? Zazdroszczę Hiszpanii! :D

    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem ci, że ja wcześniej nie miałabym oporów przed wejściem do samolotu. Ale teraz napisałam ten rozdział... i chyba sama siebie wystraszyłam ;o
      W sumie Mojry naprawdę były na drodze, tylko że nikt prócz Alexis ich nie widział (:
      W Hiszpanii było wspaniale, przepiękny kraj!
      Dziękuję! :*

      Usuń
  25. Wiesz, co? Dzięki. Przez ciebie już nigdy nie wsiądę do samolotu, bo moja fobia po przeczytaniu tego rozdziału wzmocniła się do niewyobrażalnych rozmiarów. Miałam lecieć w przyszłym roku do Anglii? Zapomnijcie, ludzie! Monika się przemęczy i pojedzie busem! Wiadomo to też niebezpieczne, ale... Większe szanse przeżycia :D Dobra, ja nie o tym.
    Na początku nie zapałałam ogromną sympatią do Alexis. Trochę mnie drażniła tym swoim marudzeniem, ale że sama lubię pomarudzić czasami, to przecież nie będę hipokrytką i spojrzałam na nią przychylnym okiem.
    To musiało być niezłe, gdy na środku drogi dziewczyna ujrzała trzy dziergające sobie coś na drutach staruszku. To Mojry były, prawda? Zastanawia mnie tylko dlaczego nikt inny ich nie widział, a Alexis już tak. No, ale w sumie coś musi być na rzeczy, skoro one ją sobie wybrały i skazały na taki, a nie inny los.
    Zastanawia mnie, co teraz. I jakoś smutno mi się zrobiło, gdy pomyślę sobie o ojcu Alexis. On miał przeczucie, mówił, żeby została, a ona go nie posłuchała i samolot się rozbił... Eh, jestem ciekawa, co dalej stanie się z pasażerami.
    Dlatego czekam na ciąg dalszy z ogromną niecierpliwością.
    Aaa i oczywiście miałam o tym napisać już pod prologiem, ale wyleciało mi z głowy. Przepiękny szablon! Zauroczył mnie, gdy tylko tutaj weszłam. Te kolory, ta wyspa, napis - wszystko jest dopracowane na tip top. Bosko. Podoba mi się ten układ - jest dość nietypowy, ale bardzo fajny.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, w tym roku jechałam 28 godzin do Hiszpanii w jedną stronę i powiem ci jedno - jeśli masz możliwość lotu samolotem, leć samolotem (: Według statystyk ryzyko wypadku jest dużo mniejsze, a podróż samolotem jest na pewno duuużo wygodniejsza (o szybkości nawet nie mówię).
      To zabawne, bo choć Alex trochę marudziła w tym pierwszym rozdziale, to ona będzie tą, która w ogóle nie będzie marudzić na wyspie. Katastrofy zmieniają ludzi ;D
      Tak, to były Mojry, a Alexis je widziała dlatego, ponieważ tylko jej chciały się pokazać, gdyż to jej los miał zostać odmieniony.
      W sumie to chyba na tej całej katastrofie ojciec Lexi ucierpi dużo bardziej, niż ona :(
      Dziękuję! :*

      Usuń
    2. Niby tak, ale wiesz, jak samochód się rozbije to masz jeszcze szansę przeżyć, a jak samolot spadnie z tylu kilometrów w dół to raczej same trupy się odnajduje. Mój pesymizm <3
      Ojej, biedny tatuś Lexi :( Już w tej chwili jest mi go żal.

      Usuń
  26. Początki zawsze są najcięższe, ale i (w twoim przypadku) najciekawsze, najbardziej tajemnicze i zagmatwane. Zapowiada się niesamowicie interesująco. Czyżby ta hipiska to była Afrodyta?! I JAK TO PÓŁ SAMOLOTU SIĘ "URWAŁO"?! powodzenia w pisaniu i szkole ;* pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Afrodyta? Możliwe... ale oczywiście nic nie mogę zdradzić.
      Powodzenie w szkole mi się bardzo przyda, zwłaszcza, że już we wtorek mam sprawdzian z historii :|
      Dziękuję! :*

      Usuń
  27. Hej, piszesz bardzo pięknie, spójnie i w miarę bezbłędnie. Czytało mi się przyjemnie i wciągnęło. Czytałam ostatnio inną książkę o Atlantydzie "Łza" Lauren Kate. :)
    Pozdrawiam i powodzenia w dalszym pisaniu :* ♥♥♥
    http://kochamczytack.blogspot.com
    Tetiana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jakaś książka fantastyczna o Atlantydzie? Nigdy o niej nie słyszałam :o
      Dziękuję! :*

      Usuń
  28. Przeczytałam, przeczytałam, ale dalej brakuje mi koncepcji na komentarz. Jak uporam się z kryzysem twórczym, to Cię zasypię moim bełkotem i jakimiś uwagami; na razie (przynajmniej przez jakiś tydzień) będę sobie lewitować nad tym blogiem jako Czytelnik Duch, chociaż niewiele mi brakuje do ducha czytelnika...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewiele brakuje ci do ducha czytelnika, bo jest aż tak źle? :O
      Oczywiście doskonale rozumiem brak weny, mi samej bardzo często nie chce się ani pisać, ani, niestety, komentować, dlatego w żadnym wypadku nie musisz się tłumaczyć (:

      Usuń
  29. Przeczytałam i ogromnie podoba mi się pomysł na opowiadanie. Masz świetny styl, dobrze się czyta, dbasz o szczegóły, jak zachowanie ludzi z otoczenia, a do tego widać, że wgłębiłaś się w temat przed pisaniem, bo naprawdę świetnie opisałaś wszystkie te zagadki dotyczące Trójkąta Bermudzkiego.
    Natomiast do jednego się przyczepie, posiłkując się lubianym przeze mnie cytatem od Coco Chanel - "Zanim wyjdziesz z domu, spójrz w lustro i zdejmij jedną rzecz". Co to ma do literatury? Ano to, że moim zdaniem przesadziłaś z dziwnościami ostrzegawczymi. Mamy tu kobiety widma, które szyją na drutach i odprawiają woodo, mamy ojca i jego silne przeczucie katastrofy, mamy dziewczynę co rusz snującą, że samolot się rozbije i tajemniczą hipiskę rzucającą przestrogami w formie niejasnej przepowiedni. Wszystko fajne i bardzo niepokojące, ale zestawione ze sobą na kupę zakrawa o kicz. :D Czytelnik po jednym/dwóch naprowadzeniach, że coś wisi w powietrzu zdąży się zorientować, że coś jest nie tak. Nie trzeba tego na każdym kroku podkreślać tu i ówdzie dając jakiegoś proroka czy ducha. Mniej znaczy więcej. Drobniejsze aluzje bardziej niepokoją. Gdy dajemy duchami po oczach wychodzi z tego mało smaczny bigos. Dlatego tak na przyszłość, jeżeli mogę cokolwiek doradzić: dawkuj takie rzeczy. Powieść skorzysta, jeżeli w jakimś momencie darujesz sobie upiorną przepowiednie czy ukazanie się tajemniczych staruszek. Wystarczy niewiele, by pokazać, że nadchodzi coś złego, a czytelnik przynajmniej nie ma wrażenia, że powieść robi się absurdalna i tandetna. Mam nadzieję, że zrozumiałaś, o co mi chodzi i nie poczułaś się zaatakowana ani skrzyczana. Po prostu wdaję mi się, że dobra krytyka zawsze coś wnosi do świata pisarza. Poza tym dobrze też jest, gdy ktoś z boku spojrzy na cudzą pracę i zauważy pewne mankamenty. :D
    W każdym razie, powieść naprawdę zapowiada się rewelacyjnie, bo czuję przedsmak ukochanych seriali jak "Lost" czy "100" :)

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz, po Twoim komentarzu, się nad tym zastanowiłam i rzeczywiście masz rację. Tekst liczy 6 stron, a znaków ostrzegawczych wychodzi 5, czyli niemal jeden na stronę. Poszalałam :D
      Uwielbiam konstruktywną krytykę, bo to na niej najwięcej się uczę, dlatego w żadnym razie mnie nie przepraszaj! Teraz tylko mam dylemat, który znak ostrzegawczy usunąć z rozdziału, bo w sumie każdego mi szkoda, ale jest ich rzeczywiście zdecydowanie za dużo. Aż dziw, że Alexis nie uciekła z krzykiem ;D
      Właśnie za to uwielbiam blogi - że patrzący z boku czytelnicy mogą napisać swoje opinie, podzielić się spostrzeżeniami. To naprawdę pomaga.
      Oglądałaś Losta i The 100? *.* Moim zdaniem jedne z najlepszych seriali, a że je tak kocham to opowiadanie pewnie będzie je trochę przypominać (:
      Dziękuję! :*

      Usuń
    2. Nie usuwaj żadnego :) Po prostu to była taka rada na przyszłość, żeby potem nie rozpędzać się z takimi rzeczami, bo wtedy to traci swoje właściwości i zamiast przerażać, budzić niepokój, budzą bardziej niesmak. :D

      Lost pamiętam jak przez mgłę, za to The 100 zaczęłam oglądać niedawno i... Bellamy <33333 My big love-krowe <3 Jak u Ciebie go znajdę to chyba będę Cię nosić w lektyce <3 I bardzo się cieszę, że znajdę tu te elementy z tych seriali, to naprawdę duży plus :D Lubię takie klimaty :D

      Usuń
  30. Cześć :)
    O rany, ale jestem wciągnięta! Teraz jestem Ci podwójnie wdzięczna za wspaniały komentarz, bo dzięki niemu trafiłam do Ciebie.
    Piszesz cudownie, z ogromnym wyczuciem i gracją. Każde słowo wydaje się być na miejscu – niczego nie ma ani za dużo, ani za mało.
    W dodatku już od pierwszych wersów podbiłaś moje serce tematyką – Atlantyda – Starożytna Grecja – mitologia – wszystko to uwielbiam :) Wspaniale przedstawiłaś Mojry i grę o życie śmiertelników – skojarzyło mi się to trochę z bogami Świata Dysku, którzy też podobnie zabawiali się z życiem nieświadomych ludzi.
    Jestem bardzo ciekawa kolejnego rozdziału, bo aż trudno spodziewać się, co się w nim znajdzie. Dlaczego Atlantyda jest taka straszna? Co spotka tam Alexis? Jaka została jej przeznaczona rola? Jak mówiłam, jestem wciągnięta na dobre :) Świetny pomysł na opowiadanie. Czy to Twoja pierwsza własna twórczość? Bo w to, że nie pisałaś wcześniej, oczywiście nie wierzę ;)
    Z prawdziwą niecierpliwością czeka na kolejny rozdział!
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy niestety nie czytałam Świata Dysku, ale ostatnio słyszę o nim coraz więcej, więc muszę się z nim zapoznać, zwłaszcza, że gra Mojr nieco ci się z nim skojarzyła.
      Kierunek Atlantyda jest już moim trzecim autorskim (i w ogóle trzecim) opowiadaniem. Wcześniejsze również były związane z mitologią, dlatego bardzo dobrze czuję się w tej tematyce (:
      Bardzo się cieszę, że ci się podobało i dziękuję za miłe słowa! :*

      Usuń
  31. Nie wiem, czy widziałaś tutaj mój nieudany komentarz (jak mnie czasem blogger irytuje! Piszę sobie, piszę i chcę kliknąć jakiś link i oczywiście wszystko mi znika albo wstawia Bóg wie co -.-), ale ja monitorowałam Twojego bloga od czasu do czasu i dopiero kilka dni temu zauważyłam, że masz nowy rozdział. Miałam chwilową przerwę od laptopa, więc stąd moja nieobecność.

    Ale dość o mnie! Przechodząc do Twojej twórczości... ach, Birmingham! Mam takie pytanie z czystej ciekawości, byłaś tam? :D A co do korków kiedy spieszysz się na lotnisko, wiem co Alexis czuła, niestety. Bieganie po Warszawie w deszczu, z 25kg walizką której kółka się połamały to niewielka przyjemność... Czasami naprawdę jak los z całej siły próbuje Cię przed czymś powstrzymać to można wyjść z siebie!
    "Grubas był szczęśliwy tylko wtedy, gdy jadł." umarłam ♥ coś jak mój kot.
    Ta scena ze staruszkami bardzo mi się podobała. Coś mi przypomniała, ale sama nie mogę sobie przypomnieć co dokładnie (jakiś film? Ciężko powiedzieć). Niemniej, ładnie wpasowała się w resztę i była ciekawym kontrastem.
    Tak trochę off-topic, uwielbiam jak autorzy trzymają się faktów i wplatają w swoje historie prawdziwe miejsca i tym podobne, a u Ciebie jest tego pod dostatkiem. Miasteczko w Australii, miejsca w Wielkiej Brytanii, Atlantyda itp., to robi wrażenie :)
    Ach, co za ojciec. "Tato mogę spędzić cały miesiąc relaksując się z osobą, którą lubię i to w miejscu, które jest w sumie bliżej niż to, gdzie studiuję."
    "Lexi, co to za brudne myśli! Zbereźnico!"
    Przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać. Oczywiście, bardziej mi się wydaje, że ojciec przeczuwał coś naprawdę i może wiedział coś, czego my nie wiemy, ale zawsze mnie to irytuje w filmach/serialach, kiedy rodzice ukrywają coś przed dziećmi i zamiast tego psują sobie z nimi relacje i kłamią. Trochę tego nie rozumiem, ale to nie jest ani trochę krytyka Twojego opowiadania, bo przecież autorzy muszą pisać postacie, które zarówno lubimy, jak i których nie trawimy i w tym tkwi talent.
    Moja pierwsza myśl, czy ta na lotnisku to była Persefona?
    Jeżeli chodzi o scenę w samolocie, wow, nawet nie wiem co napisać! Wydawała mi się bardzo realistyczna (zwłaszcza, że sama dużo latam i czasami się zastanawiam jak piloci wykonują podejrzane manewry, czy przyjedzie nam się rozbić). A ostatnie zdanie wprost wbija w krzesło i zostawia niepokojące wrażenie. Oczywiście, chcemy dalej czytać i dowiedzieć się, dlaczego to życie nie będzie wspaniałe, ale niestety nie jest nam to dane :< Gdyby to była książka, nie mogłabym się oderwać aż jej nie przeczytam.

    Przepraszam, że mój komentarz jest taki chaotyczny, ale nie umiem pisać komentarzy >.> chciałabym przekazać to, jak bardzo podoba mi się Twoje opowiadanie i jak przyjemnie je się czyta, ale chyba nie umiem mówić o swoich emocjach... musisz mi więc uwierzyć na słowo, że jest super i dążę do pisania historii na Twoją miarę (:

    Na razie, życzę dużo weny i pozdrawiam!
    Nagmerrie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam twój wcześniejszy komentarz (przyszło mi powiadomienie na maila), nawet chciałam na niego odpowiedzieć, ale weszłam na bloga i komentarz był już usunięty :(
      W Birmingham nigdy nie byłam i szczerze mówiąc nawet nie wiem, czy chciałabym to zmienić. Po researchu na potrzeby tego opowiadania nie uznałam go za jakieś szczególne miejsce. Dużo bardziej wolałabym odwiedzić rodzinny kraj głównej bohaterki, te kilometrowe korki jakoś mnie nie kręcą :D
      Sceny ze staruszkami na niczym nie wzorowałam, ale jako że mamy na świecie tysiące filmów, całkiem możliwe, że gdzieś ją już widziałaś (:
      Chociaż we wcześniejszych komentarzach pojawiały się hipotezy, kim była tajemnicza kobieta, nie odpowiadałam na nie. Tutaj jednak mogę z czystym sercem zdradzić, że to nie była Persefona. Ona występowała już w moim wcześniejszym opowiadaniu i uwierz, nie dawałaby nikomu dobrych rad :DD
      Nie umiesz pisać komentarzy?! To jest bardzo wartościowy i dobry komentarz, za który bardzo ci dziękuję! Niesamowicie się cieszę, że ci się spodobało i jeszcze raz dziękuję za te wszystkie miłe słowa! :*

      Usuń
  32. Dzisiaj krótko - tylko żeby dać znać, że jestem, pamiętam i czytam :) Znowu trafiłaś w moje gusta. Atlantyda, mitologia... Znowu połączenia i tajemnice... A wszystko jeszcze napisane Twoim super-stylem! W dodatku jestem akurat na laptopie, więc przed oczami mam ten piękny szablon. Brak mi słów. Perfekcja, Vakme, perfekcja.
    Buziaki
    Merr
    niebieski-zeszyt.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tylko jedną uwagę - zapisujesz numerki rozdziałów w systemie rzymskim. Pamiętaj, że w tym wypadku nie powinno być tam kropki!

      Usuń
    2. Bardzo się cieszę, że tak ci się spodobało i mam nadzieję, że cię nie zawiodę! :*
      Nie miałam pojęcia, że po numerach rzymskich nie powinno być kropki! :o Całą Krainę tak napisałam :P
      Teraz nie wiem, jak pisać, bo bez kropki to wygląda brzydko...
      Dziękuję! :*

      Usuń
    3. Merr, chyba coś ci się pomyliło z tym niestawianiem kropek, bo sprawdziłam to i zarówno na stronie PWN, jak i tutaj http://xn--jzyk-polski-rrb.pl/zasady-interpunkcji/2075-kropka jest napisane, że po cyfrach rzymskich stawiamy kropki (:
      Niemniej cieszę się, że jeśli rzuciło ci się coś w oczy, dałaś o tym znać :*

      Usuń
  33. Chciałabym Cię poinformować iż od następnego rozdziału spotkasz mnie pod nickiem ♥мαм ¢zкαωкę♥. Jest to dosyć istotna zmiana, bo nadal masz we mnie czytelnika :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że będziesz czytać Kierunek i dziękuję za wiadomość! :*

      Usuń
  34. Zaklepuję sobie miejsce! Jestem... ostatnia, hurraaa! :D Przepraszam, wprost nie mogłam się powstrzymać, tak szalenie bawi mnie to całe „jestem pierwszym/drugim/.../dziesiątym komentarzem”. W myśl tej dziwnej mody (bo przecież miejsce nie jest istotne; przynajmniej dla mnie liczą się chęci i szczera opinia, ale co tam taki dinozaur jak ja może wiedzieć) postanowiłam właśnie, że ja sobie będę ostatnim, a co!
    A tak już całkiem serio... Naprawdę chciałabym zobaczyć Twoją minę, gdy będziesz to czytać! Pewnie mi zresztą nie uwierzysz (sama sobie nie wierzę), a ja nie chcę zbyt pochopnie wydawać osądów, szczególnie gdy zapowiadasz niemałą zmianę w charakterze postaci, ale wiesz, że Alexis wykazuje podejrzanie duże predyspozycje do tego, żebym polubiła ją jako postać? Paskudnie ogromne zdziwienie dla mnie osobiście, bo nie stworzyłaś jeszcze głównej bohaterki, która by mi przypadła do gustu. :> Trice otwarcie życzyłam śmierci w końcowych rozdziałach, chyba nawet nie raz o tym wspominałam, a Alexis... cóż, jest od niej prawdziwsza, moim zdaniem. Wydaje mi się bardziej realna i znacznie mniej przewidywalna od dziewczyny Hermesa. Przede wszystkim jednak nieśmiało czuję z nią pewną więź, bo jest mi postacią charakterologicznie całkiem bliską, na ile mogę to ocenić po tym rozdziale. Jednak na ten moment wstrzymam się jeszcze z konkretniejszymi osądami i zbyt mocnym przywiązywaniem, żeby się nie rozczarować, ale trzymam kciuki, żeby stał się ten cud i żebym nie chciała jej zamordować w najbliższym czasie. :D
    Nie wiem, jaki jest plan, ale mam nadzieję, że mała dziewczynka od katastrofy lotniczej jeszcze nie raz się pojawi. Dzieci ja jako ja niestety lubię dość wybiórczo, ale jako bohaterów wszelkich tekstów darzę je sporym sentymentem, więc ucieszyła mnie tu jej obecność. Liczę skromnie, że rozwiniesz wątek jej, tak jak i matki, staruszki ściskającej dłoń jak oraz jeszcze kilku pasażerów. Choć z postaciami pobocznymi nie było u Ciebie problemów, to jestem strasznie ciekawa, kto jeszcze wylądował na Atlantydzie. Różnorodność możliwości reagowania w takiej sytuacji jest ogromna, więc mam nadzieję, że będziesz z niej korzystać często i z ochotą. :)
    Przechodząc dalej ― opisy. Opętańczo wręcz cieszy mnie to, że było ich tutaj tak dużo, choć na co dzień nie jestem ich zagorzałą fanką. Tu jednak były pisane lekko i nie rozwlekałaś ich niepotrzebnie ― możliwie krótko i treściwie, duży plus za to. Dużą przyjemność sprawiło mi poznanie Alexis w takich właśni prostych, mniej lub bardziej codziennych sytuacjach jak oczekiwanie w sal odlotów, a już w ogóle jestem zachwycona tym, że pozwoliłaś mi poznać rąbek z jej historii i pobyt u ojca w Australii. Z tego, co pobieżnie zerknęłam, sporo osób twierdzi, że reakcja Mensforth na prośby ojca w dniu wyjazdu nie była w porządku ― nie była, ale moim zdaniem wpisała się w charakter bohaterki, więc nawet to mi się spodobało. I przy okazji prowadziłaś ten element zagadki, bo jak dotąd o Denisie wiemy na pewno jedynie to, że był i był kimś ważnym. Niecierpliwie będę czekać, aż rozwiniesz ten wątek. Jedno tylko ale w kwestii opisów. Mianowicie opis samej katastrofy. Technicznie był w porządku, ale coś mnie w nim uwierało i dość długo zajęło mi dojście do tego, o co chodzi. Dopiero po zerknięciu w komentarz Idylli sobie uświadomiłam ― emocje. Zabrakło mi emocji samej Alexis. Wiem, że przy tak wielkim zamieszaniu ciężko jest się skupić i zawrzeć wszystko, ale tu jednak tego jednego mi zabrakło wyraźnie. Wystarczyłoby jedno, dwa zdania, bo w obecnej postaci opis mimo wszystko sprawia wrażenie (na mnie) odrobinę suchego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tradycyjnie, jeśli chodzi o błędy, to nie wyłapałam, jedynie te natury kosmetycznej ― tu brakuje kropki w dialogu, tam znów zwykły minus zamiast pauzy/półpauzy (w opisach też używamy tych długich myślników, nie zwykłych minusów, bo zauważyłam, że o ile w dialogach są wstawione poprawne znaki, w części opisowej już o nich zapominasz) ― a wspominam o tym, bo moja wewnętrzna estetka jest wybitnie upierdliwym stworzeniem. ;>
      Na koniec łap wirtualne serducho, bo jako aż za dobrze rokująca kociara nie mogę nie pokochać za Grubasa (on zostanie moim faworytem, na pewno!) oraz za Australię, bo ona pewnie zostanie tym moim jednym, nigdy niespełnionym marzeniem, które mi będzie przyświecać do ostatnich dni. <3
      (Zdecydowanie powinnam skończyć z wodolejstwem i skrócić moje komentarze...)

      Usuń
    2. Chyba ci się nie udało z tym byciem ostatnią :D
      Ja osobiście nie pojmuję fenomenu zaklepywania sobie miejsc, naprawdę nie mogę zrozumieć, po co. Żeby się pochwalić, że jako pierwszy zobaczyło się dany rozdział? Chociaż muszę przyznać, że całkiem mnie cieszy, że niektórzy tak piszą, bo może to znaczy, że czekają niecierpliwie na rozdział ^^
      Moja mina wyglądała tak :OOOO Chociaż może nie powinno mnie to tak dziwić, bo wiem, że Alexis będzie skrajnie różna, zarówno od Beatrice, jak i Kayth. Po jednym rozdziale jednak ciężko jest stwierdzić, czy ją polubisz, więc zobaczymy w przyszłości. Ale coś mi się wydaje, że panna Mensforth może ci przypaść do gustu ;D
      Zarówno postacie poboczne, jak i wątki poboczny to mój główny cel w tym opowiadaniu. Chcę je stworzyć jak najlepiej i jak najrealniej, więc jeśli będzie ci się zdawało, że czegoś jest za mało, czegoś nie dopowiedziałam - krzycz :D Mała dziewczynka jeszcze nie raz się pojawi, bez obaw, podobnie jak staruszka.
      Rzeczywiście, nie było żadnego opisu emocji Alexis w trakcie katastrofy! :o Dzięki, gdy tylko znajdę chwilkę to to poprawię ;*
      Myślałam, że akurat w opisach używa się zwykłych myślników, teraz mnie oświeciłaś :D
      Nie skracaj komentarzy, ja wprost kocham tak długie i treściwe opinie! Trzymam kciuki, żeby zarówno mi, jak i tobie udało się kiedyś odwiedzić tę wymarzoną Australię!
      Dziękuję i Grubas też dziękuje! :*

      Usuń
    3. Ja wcale nie rozumiem czemu, przecież zaklepałam sobie miejsce! ;<
      Nie wiem, jaka Kayth była w końcowych rozdziałach, Beatrice wyjątkowo mi nie leżała, ale Alexis ma zadatki. Przede wszystkim wydaje się być osobą o twardym, wyrazistym charakterze i to bardzo dobrze dla niej, jak i dla całego opowiadania, bo z taką postacią nie można się nudzić. Także będę trzymała kciuki, żeby wyszło, jak trzeba. ;D
      Cieszę się, że nie zamierzasz po matczynemu potraktować tu pobocznych postaci, także tego, w razie potrzeby służę pomocą, ewentualny mail bodaj w profilu bloggera, więc się nie krępuj. :)
      Trochę mnie tymi myślnikami w opisach zdziwiłaś teraz, aż złapałam do ręki książkę i upewniłam się, czy to mi się nie pomyliło, ale nie, zawsze w opisach są te dłuższe. ;)
      Staram się! I nie dziękuję! Podziękuję, jak już wrócę z Australii. ;D

      Usuń
  35. Uwielbiam twój styl pisania! Katastroja była ekscytująca i trzymająca w napięciu. Szczerze to strasznie żal mi jej taty, bo narawde go polubiłam (prosze nie zabijaj go na zawał serca (: ). Rozdział naprade super czekam na następne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że ci się podobało i że polubiłaś tatę Alexis! On chyba musi mieć coś takiego w sobie, bo zauważyłam, że zdecydowana większość go polubiła... Musiałabym nie mieć serca, żeby go zabić :D
      Dziękuję! :*

      Usuń
  36. Nie możesz kończyć w takim momencie! Po prostu... nie możesz! Tak się nie robi :<
    Ale okej... Już się uspokajam, chociaż moje serce ma ochotę wyskoczyć z piersi i wylecieć przez okno...
    Podobają mi się twoje opisy. Są śliczne *.*
    Uwielbiam ,,Przeminęło z wiatrem". Cudowna książka. Jakoś dzięki niej, łatwiej było mi się wczuć w Alexis.
    Grubas mnie powalił! Hahah idealne imię!
    Podobają mi się relacje, jakie łączą główną bohaterkę z ojcem. Alexis ma fajne cięte riposty! I widać, że ojciec naprawdę się o nią martwi...
    Nigdy nie leciałam samolotem - uwierzysz? I może lepiej, bo katastrofa lotnicza to nie za fajna sprawa - wielkie niedomówienie, prawda? Ale, hej! Mogłabym stać się bogata XD
    Idealnie potrafisz czytelnika zaciekawić, trzymać w napięciu i sfrustrować...
    Naprawdę chcę już drugi rozdział!
    Uwielbiam cię i pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze bardziej lubię pisać dialogi, ale bardzo się cieszę, że spodobały ci się opisy! (:
      Ja w wakacje przeczytałam "Przeminęło z wiatrem" i powiem ci, że długo nie mogłam się pozbierać po tej książce. Dla mnie to arcydzieło i stwierdziłam, że Alexis również powinna ją przeczytać, zwłaszcza, że Scarlett pod jednym względem jest do niej podobna - miłości do domu rodzinnego.
      A uwierzysz, że ja też nigdy nie leciałam samolotem? :D Katastrofa rzeczywiście musi być straszna, ale ta wizja bogactwa... O ile cię znajdą. No i o ile przeżyjesz, ale to kwestia drugorzędna :p
      Dziękuję! :*

      Usuń
    2. Dialogi też piszesz cudne! :3
      Ja tak samo! Także przeczytałam w wakacje i także nie mogłam się pozbierać... Ach, ukochany Rett... Ja bym go z chęcią przygarnęła. To był facet z krwi i kości, a nie taka ciota jak Ashley!
      A zakończenie... masakra. W sumie byłam zdruzgotana.
      A film oglądałaś? Nigdy w życiu nie widziałam lepszej ekranizacji. Idealnie dobrali aktorów ;)
      Nie uwierzyłabym! Po tak przekonującym opisie? To nieźle się spisałaś, zbierając informację o locie i odprawie :>
      Właśnie. Skupmy się na bogactwie :D
      Pozdrawiam! :*
      nowa-w-hogwarcie.blogspot.com

      Usuń
    3. Nie widziałam filmu, jedynie kilka scen na youtube. Ale skoro mówisz, że ekranizacja jest tak udana, zdecydowanie muszę ją obejrzeć w całości! <3
      Ja naprawdę nie rozumiem Scarlett, ja bym się zakochała w Retcie, gdy tylko bym go poznała, a ona sobie uświadomiła swoje uczucia dopiero, gdy było już za późno! :\
      Jeszcze raz dziękuję! :*

      Usuń
  37. "odsypali" - odsypiali (zauważyłem taką literówkę)
    Podoba mi się wstęp i wprowadzenie do tej historii, nawet ten młodzieniec na skuterze bez kasku. To było takie obrazowe i jednocześnie naturalne.
    Teraz prze zakończenie, nie wiem co napisać o środku. Muszę zebrać myśli. Dobra, powiedzmy, że tak trochę już je zabrałem i fajnie opisałaś to zacofane miasto. Ja czytając o rodzinnych stronach Alexis też poczułem się jakbym się cofnął o kilkaset lat, ale może dzięki temu, że kobieta wychowała się w takim a nie innym miejscu będzie sobie umiała poradzić w miejscu, do którego dopiero trafi, znaczy w tym piekle co je widziałem na trailerze.
    Mała dziewczynka i ta rozmowa. Uśmiałem się, naprawdę i wyobraziłem sobie minę matki. Sam chyba bym taką kobietę opierdzielił jakby mi tak do mojego dziecka mówiła, bo choć tu dziewczynka się uspokoiła, to niektóre dzieci są bardziej płochliwe i można je takim czymś śmiertelnie wystraszyć. Alexis powinna być w kontaktach z innymi jednak ostrożniejsza ;-) No ale podoba mi się postać jaką stworzyłaś, bo już nakreśla się jej charakterek.
    Potem były ulotki i szczerze ciesze się, że były i że zawierały informacje, które zostały przytoczone, bo nie dosyć, że ciekawe to było, to jeszcze przybliżyło komuś kto się nie orientuje w paranormalnych zjawiskach coś takiego jak Atlantyda i Trójkąt Bermudzki.
    Końcowa katastrofa - mega, ale co dalej? Kiedy rozdział number 2?

    Pozdrawiam
    dariusz-tychon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udzieliłam na ten komentarz długiej odpowiedzi, ale przez mój kochany internet cała się usunęła! :( Nie chcę mi się jej pisać ponownie, więc powiem tylko, że bardzo dziękuję za treściwy i wartościowy komentarz! :*
      A na rozdział drugi zapraszam drugiego października (:

      Usuń
    2. Zapraszałaś mnie na drugiego, a dotarłem dzisiaj. Następnym razem postaram się zjawić szybciej, znacznie szybciej.

      Pozdrawiam.

      PS. Mnie ostatnio dwa razy pożarto komentarz, bo wi-fi się wyłączyło i... ;/ wkurwiony byłem.

      PS2. Biegnę do tej dwójeczki by pozostawić ślad po sobie. Zgrałem sobie już twój pierwszy blog, ten przez Krainą Hadesa na telefon. Będę czytał w chwilach wolnych, czyli w kolejkach w urzędach, sklepach, korkach, albo będzie mi czytał lektor na siłowni i podczas jazdy samochodem itd ;-)

      Usuń
  38. Kurcze, kurcze ty mi tu wmawiasz, że ten rozdział miał mało akcji? Cała akcja z lotem samolotu i późniejszą katastrofą była opisana fenomenalnie.
    Miło jest jak zaczyna się opowieść od opisania bohatera i jego przeszłości. Przyznam, że bardzo lubię poznać bohaterów i zawrzeć z nimi silną mentalną więź – choć potem boli jak takiemu dzieje się krzywda lub nie daj boże umiera. Chyba wyszłam na masochistkę, ale co ja poradzę :P
    Jak to jest, że dzieci nigdy nie słuchają rodziców, gdy mówią coś naprawdę chcąc pomóc. Choć ja bym pewnie też postąpiła tak samo jak Alexis i później żałowała, że nie posłuchałam ojca. Z dwojga złego ja też wolałabym chyba płynąć łodzią i rzygać przez kilka godzin (choć akurat nie mam choroby morskiej ^^). Podzielam fobię samolotową. Jak tylko widzę go na horyzoncie to aż mi się robi niedobrze.
    Tak teraz, po zastanowieniu to pomysł trochę kojarzy mi się z Lost – takim serialem. Też kilkanaście osób przeżyło katastrofę samolotową, rozbiło się na tajemniczej wyspie, której nie ma na mapach i działy się tam dziwne rzeczy. Acz na pewno nie związane z grecką mitologią :)
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział, który mam nadzieję, że ukaże się wkrótce bo padnę z tej ciekawości.
    Obejrzałam zwiastun <3 Bosko, że wykorzystałaś sceny z The 100 – kocham to. Mój Bellamy ^^
    Potopu weny i pozdrawiam, Alessa :*
    PS W wolnej chwili zapraszam też do siebie: http://we-die-through-the-whole-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem okrutna i u mnie na pewno kilka osób umrze, więc radzę się zbytnio nie przywiązywać :D
      Skoro masz fobię samolotową to pewnie okropnie ci się czytało moment katastrofy :o Szczerze mówiąc, po zrobieniu researchu na potrzeby tego rozdziału sama nieco się zaczęłam bać samolotów.
      Oglądałam Lost i faktycznie początek może się trochę z nim kojarzyć. Jest to tak fenomenalny serial, że wszędzie, gdzie jest poruszana tematyka rozbitków (choć o opowiadaniu/książce o rozbitkach nigdy nie słyszałam), od razu myśli się o Zagubionych. Mam jednak nadzieję, że nie będzie zbyt wiele podobieństw, bo staram się być jak najbardziej oryginalna (:
      Też oglądałaś The 100? Myślałam, że jestem odosobniona, a tu proszę, co drugi czytelnik oglądał ten serial. Wpadnę do ciebie w najbliższym czasie (:
      Dziękuję! :*

      Usuń
  39. Jej! Jak ten czas mija!
    Kiedy pierwszy raz czytałam Twoje opowiadanie, kończyłaś "Zaplątanych w mitologię", jak później do Ciebie zajrzałam, kończyłaś "Krainę Hadesa", a teraz wreszcie trafiłam na jakiś początek. Cudnie. <3

    Trafiłam do Ciebie dzięki mitologii - szukałam opowiadania w tych klimtach, które niekoniecznie byłyby ff (nie, żebym nie lubiła FF. Po prostu Riordan jest tylko jeden ^^) i jesteś moim strzałem w dziesiątkę.

    Dlatego właśnie tutaj piszę - chcę, żebyś wiedziała, że jesteś moim strzałem w dziesiątkę i czekam na kolejne rozdziały. :-) Raczej nie pokocham Apolla miłością tak prawdziwą, jak Hermesa, ale można spróbować, prawda?
    + motyw z the 100 = <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, ze czytałaś moje poprzednie opowiadania i że trafiłaś również tutaj! (:
      Ja osobiście średnio przepadam za ff, dlatego zawsze staram się tworzyć swoje własne uniwersum (:
      Też oglądałaś The 100? <3 Apolla będę się starała wykreować na postać, którą polubią wszyscy, więc mam nadzieję, że twoje serce również uda mu się zdobyć!
      Dziękuję, że się ujawniłaś, bo nawet nie wiedziałam, że mam w Tobie czytelniczkę! No i oczywiście dziękuję za miłe słowa! :*

      Usuń
  40. Nomen omen — wreszcie jestem, wybacz za spóźnienie, ale naprawdę w przeciągu ostatnich miesięcy odzwyczaiłam się od komentowania jakichkolwiek blogasków (wszystko wina Wattpada). Z góry przepraszam za literówki, klawiatura wielkości tabliczki czekolady życia nie ułatwia, a że jakiś inteligent ustawił mi język angielski jako docelowy (i nie chce mi się babrać w ustawieniach – nie mój tablet, nie moja sprawa), to wszystkie słowa podkreśla mi na czerwono i jest mi przykro.

    Przechodząc już do treści: mojry się pomyliły i teraz mamy ogromny problem, bo nie dość, że życie Alexis skręciło na zły tor, to jeszcze na domiar złego wraz z nią reszta pasażerów będzie miała wątpliwą przyjemność (a może i nie?) spędzenia reszty swoich dni na Atlantydzie. (Aczkolwiek ja, akurat w tej chwili, nie miałabym nic przeciwko, jeśli tylko mają tam szybkie łącze, stos książek i playstation). Podobał mi się cały wątek gry w szachy Mojr i Tanatosa (z rozpędu napisałam Tantanosa, zostawię to bez komentarza), chytre staruszki nieźle to wszystko wymyśliły, chociaż odrobinę się dziwię. Egzystując te tysiące lat wśród bogów, Tanatos chyba powinien spodziewać się, że coś w tym zakładzie śmierdzi, a poza tym, skoro uważał Mojry za takie niebezpieczne, o czym też wspominał, winien trochę się zastanowić, dlaczego akurat wybrały grę w szachy (bo na pewno wiedziały, że Tanatos ma do niej sentyment). Na jego miejscu od razu zapaliłaby mi się czerwona lampka, gdyby choćby słowo padło o Atlantydzie, czytając z kontekstu narracyjnego… Ktoś tu nie odrobił boskiej lekcji czytania między wierszami, just sayin’. Zastanawia mnie również, dlaczego mojry akurat były takie zadowolone, że Alexis wzięła ze sobą te pozostałe osoby. U Ciebie te staruszki są trochę wykreowane jako… okrutne? Raczej nie cieszyłabym się, gdybym spartoliła życie ponad stu osobom. O ile logika bogów ma jakiś kontekst w naszym ludzkim rozumowaniu. Co do wytworzenia postaci (tutaj na razie mam na myśli wyłącznie prolog) – o ile panie Mojry przypominają byty starożytne, to Tanatosa (BOŻE, CZEMU JA GO CAŁY CZAS CHCĘ NAZWAĆ TANTANOSEM?!) wyobraziłam go sobie jako starego domokrążcę z przełomu XIX/XX wieku, na dodatek człowieka, który narzeka na własną szefową, jednocześnie się jej bojąc. W życiu bym nie powiedziała, że ma tysiące lat i w ogóle widział tyle okropności. Chyba że to mojry tak działają. Jestem jedynie trochę rozczarowana tym, że w całości brakowało plastycznych opisów. Nie wiemy, w których dokładnie ruinach się znajdują, jak te ruiny wyglądają. Zamiast tego wiemy, że sześćset metrów nad poziomem morza jest Wyrocznia Delficka i że przy średniej temperaturze greckiej wędrówka jest straszna. CHOCIAŻ Tanatos jest jakimś-tam-bogiem, średnia temperatura w dzień to około trzydziestu stopni, po zmroku jest zimniej, czyli ta wędrówka aż taka straszna nie jest. Albo Tanatos ma problemy z potliwością… Dobra, dobra, kończę mówić o prologu, bo ten komentarz zaczyna odlatywać w przestrzeń. Podsumowując całość: ładnie ukazałaś akcję wydarzeń, lecz klimat przestrzeni Ci zwiał. (;

    Więcej będę lać wody o rozdziale pierwszym, więc brace yourself! W ogóle tak patrzę na ten komentarz i się zastanawiam, czy będzie równie długi jak Twój rozdział. Wiesz, że kiedyś udało mi się napisać opinię, która była trzy raz dłuższa od czyjegoś rozdziału? ;d Czasem naprawdę współczuję ludziom, którzy to czytają…
    O dziwo mam trochę odmienne zdanie o Alexis niż narrator. Raczej nie powiedziałabym, że jest twardo stąpającą po ziemi osobą, przy pierwszym wrażeniu raczej skategoryzowałam ją jako wesołą, gadatliwą osóbkę o dość energicznym i marzycielskim charakterze. I w sumie ją polubiłam, chociaż zwykle mam tendencję do nielubienia głównych bohaterów. (Żadna tajemnica, skoro próbowałam negować Scara przez większość opowiadania, przez resztę próbowałam go mentalnie zamordować ;d). Cieszę się również, że postanowiłaś przedstawić rodzinne strony Alexis. Podoba mi się relacja ojca z córką, widać tę rodzinną miłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały dom wydaje się dość sielankowym miejscem, co raczej jest zaletą, bo wsi na blogaskach malutko. (; Ojciec Alexis to również interesująca postać, emanuje od niego spokój i tęsknota za rodziną. Zastanawia mnie tylko ten wątek Denisa (czyżby brata Alexis?) i co się z nim stało. Czyżby rodzinna tragedia? A tak przy okazji – Alexis była wychowywana jedynie przez ojca? Kwa, mogłabym zacząć spekulować, że zaginiona matka mogłaby być jakąś boginią, lecz, bacząc na moje tendencję w interpretacyjnym szybowaniu w przestworzach, pewnie znowu sobie coś tam dopowiadam. Niemniej, mam nadzieję, że dodasz więcej retrospekcji rodzinnych, bo rodzina Alexis jawi się jako tajemnica, którą chciałabym rozwikłać. (; Nasuwa mi się też pytanie, jakim cudem Alexis poznała swojego chłopaka, skoro on jest z USA, ona z Australii, a jeszcze studiuje w Wielkiej Brytanii, a on nie lubi latać samolotem… Okropny związek na odległości; Alexis chyba powinna zdobyć medal wytrwałego podróżnika, czy cuś.

      Po całości rozdziału widzę, że mojry wszystko dokładnie przygotowały. Wypadek samochodowy i ta nagła wizja Alexis trzech staruszek, pozostaje mi pytanie, po co ta fatyga? Czyżby Alexis miała zrobić coś niesamowitego (na przykład odnaleźć sposób na unicestwienie bogów)? Im dalej, tym robi się dziwniej. Nagłe pojawienie się tajemniczej hipiski, stawiałabym, że to Kayth, bo jakby nie patrzeć, ona przez bogów też miała dość pogmatwane (nie)życie i pewnie czułaby nić sympatii wobec Alexis, którą czeka równie dziwny los, bo wygnanie na Atlantydę to raczej nie wczasy all inclusive. Ulotki mocno niepokojące, chociaż słyszałam tezy, że Trójkąt Bermudzki jest wypadkogenny wyłącznie przez to, że często przelatują tamtędy samoloty i przepływają statki. Aczkolwiek wizja Atlantydy, znajdującej się gdzieś tam, jest kusząca. (;

      Końcówka mi się strasznie spodobała i raczej nie będę tu wytykać, że brakuje emocji, bo zasadniczo kiedy samolot zaczyna się rozlatywać, człowiek nie ma chyba czasu na to, żeby nagle przeżywać wewnętrznie to, że zaraz może umrzeć. Ten opis wyszedł bardzo dynamicznie i ogólnie ładnie zwieńczył cały rozdział. Alexis pewnie plułaby sobie w brodę tą ekscytującą śmiercią. (Swoją drogą dziewczynka wykrakała tragedię). A na koniec zostawiłaś mnie z paroma pytaniami. Przede wszystkim: czy Grubas przeżyje? (Rozkoszny ten kot). Czy tylko Alexis trafi do Atlantydy, a reszta gdzieś tam zginie? Jak będzie wyglądać Atlantyda, czy będzie pod wodą, czy raczej znajdziemy się na wyspie jak w Lost (kwik, lubiłam pierwsze sezony tego serialu, więc się cieszę, że będzie podobnie)? Okej, powiedzmy, że to by było chyba wszystko odnośnie moich pierdół, przejdźmy do konkretów.

      Słowem wstępu, co do tych błędów – przynajmniej błędów moim zdaniem – nie jestem betą ani nie prowadzę żadnej działalności związanej z ocenkami, dlatego naprawdę radziłabym jeszcze sprawdzić co poniektóre moje uwagi samodzielnie. Co prawda starałam się, ażeby jakiś baboli z mojej strony nie było, ale dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło, toteż lepiej zweryfikować całość. W interpunkcje raczej wolałam nie ingerować, bo mistrzem przecinków nie jestem.

      PROLOG
      „Wspinaczka zajmowała około dwóch godzin, a przy greckich temperaturach przejście tej trasy było nie lada wyczynem. Sprostał mu jednak pewien niski i blady niczym śmierć mężczyzna” – Sprostał jej, bo chyba bardziej chodzi o wspinaczkę, aniżeli o przejście trasy, ale pewna nie jestem – zapytaj kogoś mądrzejszego. Plus porównywanie mitologicznego uosobienia śmierci o śmierci jest dość.. osobliwe.
      „, który podpierając się pod boki i ciężko dysząc, wdrapał się na sam szczyt, po drodze przeklinając trzy stare siostry, które z obawy przed wykryciem spisku, zabroniły mu się teleportować” – czyli on opierał swojego boki o biodra (czy jakoś tak), ciężko dyszał, przeklinał trzy siostry i w takim stanie wdrapał się na szczyt. Albo to dziwne, albo to późna godzina i przypominanie sobie o tej porze opowiadania dobrym pomysłem nie jest.

      Usuń
    2. „Z kieszeni staromodnego fraku wyjął wyszywaną chusteczkę i otarł nią spocone czoło” – Dopełniacz, fraka.
      „Wyglądały jak zwyczajne, dobroduszne staruszki(…) Persefona na przykład wyglądała bardzo niewinnie” – powtórzenie, wyglądały – wyglądała.
      „Jego własna dłoń zawisła nad pionem” – niby okej, ale chyba lepszy byłby pionek.
      „Atlantyda była tematem, o którym w ostatnich czasach nikt głośno nie mówił. Nawet jego szefowa, Persefona, która nie lękała się żadnego tematu, akurat o tym jednym wolała nie mówić” – powtórzenia: mówił – mówić; tematem – tematu.

      ROZDZIAŁ PIERWSZY
      „przegapiali wielkie wydarzenie, bowiem położone w środkowej Anglii” – Spójnik „bowiem” nie może stać od razu po przecinku, dlatego „położone bowiem w środkowej Anglii” czy jakoś tak.
      „My jednak skupmy się” – po co pisać coś takiego, skoro i tak potem narrator przejdzie samoistnie do skupienia się na głównej bohaterce.
      „Jeśli jednak tak się działo, musiała improwizować, by przywrócić właściwą kolej zaplanowanym przez siebie zdarzeniom” – Od „by” robi się dziwnie. Wiem, o co chodzi (albo przynajmniej się domyślam). Tak czy inaczej tę część bym usunęła.
      „Dopiero wtedy spojrzała na elektroniczną tablicę, której jasność raziła w oczy” – jeszcze się nie spotkałam z jasną tablicą lotów, ale też mnie trochę dziwi, że jasność raziła, przecież właściwie chwile temu przechadzała się po słonecznej ulicy i w sumie wzrok przyzwyczaił się już do jasności. (Albo to ta godzina, że pierniczę głupoty).
      „czytając Przeminęło z wiatrem” – prawdopodobnie tytuł albo w cudzysłów albo kursywą.
      „jakby cofnęła się o kilkaset lat wstecz” – cofnęła wstecz? Raczej nie można cofać się do przodu, tak więc, no wiesz. A poza tym cofnęła się na przykład do końcówki XVIII wieku, kiedy to organizowano kolonie karne w Australii? ;p Serio, raczej nie polecałbym. (Wybacz, nie mogłam, mam słabość do kolonii ;d).
      „zostawiała walizki na werandzie domu i podbiegała do pracującego w polu mężczyzny na opuszkach palców” – bolesne musiały bywać te biegi, biedne opuszki palców. (;
      „Odłożył sierp na bok” – em, ju noł, na wsi raczej używa się kosy, jeśli już, aczkolwiek nie jestem pewna, czy w Australii nie używaliby jakichś bardziej wymyślnych narzędzi – sianokosy czy inne cośki (w temacie nie jestem zbyt obeznana), gdyby tak używał sierpa przy tych dziesięciu hektarach, to mu naprawdę współczuję…
      „staruszku - zauważyła” – nie ta kreseczka.
      „zatrzymać! - przerwała mu, chcąc tym samym odgrodzić się od bolesnych wspomnień. – Wiesz” – nie te kreseczki.
      „Nigdy nie przypatrywała się nieznajomym” – a obserwowanie reszty ludzi na lotnisku się nie liczy, co? ;d
      „Pasażerowie lotu osiemset siedem z Birmingham do Miami proszeni są o stawienie się przy bramce odlotowej” – odlotowa ta bramka, chyba raczej prosi się, by stawili się do punktu odprawy.
      „widziała w internecie kontury Trójkąta” – Internecie.
      „straciła świadomość” – raczej przytomność.

      A dodatkowo: nadużywasz nagminnie „być” (w prologu i rozdziale pierwszym użyte około 88 razy, o ile Word nie kłamie). Nie mówię, że masz się ograniczyć, jedynie po prostu czasem lepiej użyć synonimów. Ale nie zmienia to faktu, że całość przyjemnie mi się czytało, nawet chyba przyjemniej niż Krainę, oby tak dalej! <3

      (Nie, to jeszcze nie jest najdłuższy komentarz, jaki udało mi się napisać, w ogóle skończyłam go tworzyć o drugiej w nocy).

      Pozdrawiam,
      Alathea

      PeeSy: nie musisz odpowiadać na te słowotok. (;

      Usuń
    3. Zabiłaś mnie tym komentarzem :O
      ...
      ...
      No dobra, jeszcze żyję :D
      Bardzo, bardzo ci dziękuję za tak rozbudowany, treściwy i pomocny komentarz. Gdy go zobaczyłam to nie mogłam uwierzyć, że ktokolwiek zdołał napisać tyle rzeczy dotyczących jedynie prologu i rozdziału pierwszego. Ja w początkowych rozdziałach nigdy nie wiem, jak komentować, ale widzę, że ty nie masz tego problemu ;D
      Mój komentarz będzie dużo krótszy, ale wiedz, że cię wielbię za wszystko, co napisałaś.
      Ja też tak mam Tanta... Tanatosem! Nigdy nie mogę zapamiętać, jak on się nazywa i w rozdziale nawet pisałam Tantanos i potem musiałam zamieniać! Niefortunne imię ;D
      Co do Jude'a to on jest z Anglii, po prostu jego zamożna rodzina ma domek letniskowy w Ameryce (:
      Lexi była wychowywana jedynie przez ojca, dlatego całkiem słusznie można się tu czegoś domyślać, aczkolwiek oczywiście sama nic na razie nie zdradzę. Hipiska Kayth? Ciekawa teoria, nawet niesamowicie ciekawa. Tutaj jednak również milczę, bo wszystko się wyjaśni w swoim czasie ^^
      "przy pierwszym wrażeniu raczej skategoryzowałam ją jako wesołą, gadatliwą osóbkę o dość energicznym i marzycielskim charakterze." - o kurde :D To jest najlepszy przykład, że pierwsze wrażenie może być bardzo mylące. W tym rozdziale Alexis rzeczywiście mogła sprawiać takie wrażenie, ale przy bliższym poznaniu okazuje się być całkiem inna.
      Ogromnie dziękuję za wytknięcie wszystkich błędów! Podziwiam, że ci się chciało i zaraz biorę się za poprawianie. 88 razy słowo być? No, no, to chyba jakiś rekord ;D
      Jeszcze raz ogromnie dziękuję i przepraszam, że nie odniosłam się do wszystkich punktów twojej wypowiedzi! :*

      Usuń
    4. Aż z ciekawości zatrzymałam się przy tym komentarzu i muszę przyznać, że osoba, która go pisała, w pisaniu komentarzy ma MISTRZA! Brawa jej się należą jak nic.

      Nie będę tutaj śmiecić i mój komentarz wcisnę na szarym końcu, a potem szybciutko przejdę do kolejnego rozdziału.

      Usuń
    5. Całkowicie się zgadzam, to zdecydowanie jeden z najlepszych komentarzy, jakie kiedykolwiek czytałam, nie tylko u siebie, ale również u innych (:

      Usuń
  41. Yo!
    Nadrabiam, jakże karygodne, braki w czytaniu tego opowiadania.
    Od razu powiem, że błędów ci wypominać nie będę, bo jak zauważyłam, już to zrobiono. Nie jestem też w tym jakimś specem, ale kilka powtórzeń i złych odmian wyrazu się pojawiło. Tudzież na przykład odlotowych bramek :D
    Ale to tylko drobnostki! Dużo ważniejsza jest dla mnie treść.
    Może zacznę nie od początku... A żeby nie było zbyt zwyczajnie!
    Kocham Grubasa. To będzie moja ulubiona postać! Jak mi powiesz, że on zginął w tej katastrofie to cię ukatrupię... Ten kot jest genialny! Ale mu się chyba trochę schudnie na Atlantydzie :D
    A teraz przejdźmy do głównej bohaterki. Bardzo mnie cieszy, że ukazałaś jej charakter w różnych sytuacjach. Szczególnie w tych na farmie, w domu. Będę mogła zauważyć jak się zmienia :)
    Ogółem ta scena w Australii jest udana. Przedstawiasz w ciekawy sposób wieś. Ale sądzę, że tam mają jakieś nowinki technologiczne, a nie tylko kosy i sierpy.
    Następna jest scena na lotnisku. Ta hipiska mnie zaintrygowała... Patrząc na brak matki Alexis, to ta kobieta natychmiast skojarzyła mi się z boskim rodzicem dziewczyny. Mam dobry tok myślenia?
    Uuu~ Ciekawe co to za ulotki!
    Atlantyda i Trójkąt bermudzki? Dobry pomysł na przedstawienie wiedzy o nich. osobiście nie znałam kilku z tych faktów ^^ Plus dla ciebie.
    Ale wracając jeszcze do wcześniej, bo trochę ominęłam...
    Rozmowa z tą mała była genialna :D
    Jednak nie będziemy bogate, mała.
    Haha, boskie!
    Opis katastrofy przypadł mi do gustu :3 Mogłam sobie wyobrazić jak to wyglądało i wiedzieć jak czuli się pasażerowie.

    A teraz biegnę czytać dalej, bo mnie wciągnęło :D
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  42. Początek jak to początek, ma za zadanie wprowadzić i tobie się to udaje. Mojry wykiwały Tanatosa i teraz jest problem, bo wiadomo, że będzie katastrofa i ciągle miałam w głowę tę informację, tę pewność, zwłaszcza, gdy wymieniałaś ludzi: grubasa, dziewczynkę, kotka, Alexis... ciągle zastanawiałam się kto z nich przeżyje, ilu zginie, czy przetrwają osoby, które jakoś są potrzebne w walce o przetrwanie - lekarz, sportowiec, psycholog - ludzie, którzy mieliby szanse swoimi umiejętnościami i zawodami pomóc innym i sobie przejść przez piekło.
    Już przeczytałam drugi rozdział, ale ciągle mam nadzieję, że zarówno kotek jak i mała dziewczynka się odnajdą, bo inaczej będzie mi smutno ;-(
    Ulotki dużo wyjaśniły, ale właściwie po co im je rozdawali? Kto im je kazał rozdać? Jaki jest w tym wszystkim plan?
    Cóż, póki co mam więcej pytań i nawet nie mam namiastki odpowiedzi, więc nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejne rozdziały.

    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  43. Fajnie wszystko się zaczyna. Biedna Alex jeszcze nie wie co ją czeka.Wielka niezapomniana przygoda, która różnie może się skończyć.
    Robi się ciekawie. Możemy poznać Alex jeszcze przed katastrofą. Ciekawe czy pobyt na Atlantydzie bardzo ją zmieni?
    Oj, Tanatos w coś ty ich wpakował? Co ci ludzie zrobili?
    A to ogólnie to bardzo fajnie się czyta :)
    pozdrawaim i ściskam Catty :*

    OdpowiedzUsuń
  44. Jaki horror o.O
    Ja chyba jestem jednak zbyt wrażliwa.
    Ależ mnie przestraszyły te Mojry na środku ulicy, nie masz pojęcia. Siedzą sobie trzy babsztyle jak na grzędzie i straszą. A najgorsze jest to, że wyglądają jak babcie z sąsiedztwa. Poważnie, ten fragment jest genialny! Dał przedsmak tego, co będzie pod koniec (chociaż wcześniej ktoś pisał, że akurat Mojry go rozśmieszyły, więc odczucia są różne).
    Pozwól, że zapytam, gdzie Alexis pracowała. Ojciec całe życie spędził w Australii i robi na roli. Ciekawa jestem, skąd Lex ma pieniądze na spędzanie około 120 godzin rocznie w samolotach.
    Ja nie wiem, po prostu nie wiem, skąd oni wzięli takiego niedorozwiniętego pilota (albo pilotów, też widziałam samolot tylko na filmach). Władować maszynę w sam środek Trójkąta Bermudzkiego… No, trzeba umieć.
    Nie ma to jak hipiska z darem jasnowidzenia xD
    A tę katastrofę czytałam na trzy razy. Na raz się nie dało. Dobrze, że nikt nie wypadł przez okno… chociaż nie, skoro samolot się ZŁAMAŁ, to chyba jednak powypadali. Matko. Tak sobie teraz myślę, że lepiej byłoby dla pilota (pilotów), żeby zginęli w tym wypadku, bo ludzie, którzy przeżyją, chyba go (ich) ukrzyżują w odwecie. Albo zjedzą o.O

    Przeglądałam prolog i jeszcze coś takiego rzuciło mi się w oczy:
    W dłoniach ściskały druty, a każda z nich szyła inną część ubrania - jedna skarpetki, druga czapkę, trzecia... majtki — Zamiast dywizu powinna być półpauza.

    A to kwiatki z rozdziału pierwszego:
    Mężczyzna z początku protestował, twierdząc, że nie może tamować ruchu, stając na środku jezdni, słysząc jednak jej drwiące prychnięcie „Jakiego ruchu?” — Cytat w środku zdania poprzedzamy dwukropkiem.
    Jako że Hermidale się do nich nie zaliczało, czas płynął tu powoli - tak powoli, że tylko trzy z sześciu zamieszkujących go rodzin posiadało zegar — Półpauza zamiast dywizu. Ponadto myślę, że Hermidale ma rodzaj nijaki, więc zamiast „go” powinno być „je”.
    (…) zostawiała walizki na werandzie domu i podbiegała do pracującego w polu mężczyzny na opuszkach palców — To zdanie jest troszkę mylące. Kiedy się czyta o opuszkach, czytelnik zwykle myśli o palcach u rąk. Wystarczy napisać, że podbiegała na palcach (ale to tylko sugestia ;))
    Ze zmartwieniem zauważyła, że na jego twarzy pojawiło się wiele nowych zmarszczek, a ramiona były bardziej przygarbione, niż wcześniej — Bez przecinka przed „niż”, bo nie ma orzeczenia.
    - Aż się prosisz o to, by sobie stroić z ciebie żarty! — Półpauza zamiast dywizu.
    – W takim razie podziałało na ciebie, staruszku - zauważyła (…) — Półpauza zamiast dywizu.
    Za dużo w tobie diabła, by mógł on kogokolwiek zmylić – Podniósł się ciężko z krzesła — Zdanie po półpauzie nie odnosi się do wypowiedzi, więc po „zmylić” powinna być kropka.
    Jestem bardzo zmęczony, a mamy jeszcze cały miesiąc, by sobie dogryzać — Tutaj głowy nie dam, ale czy nie miałaś na myśli „podogryzać”?
    – Nie waż się o nim wspominać tylko po to, by mnie zatrzymać! - przerwała mu (…) — Półpauza zamiast dywizu.
    Zamknęła „Przeminęło z wiatrem”, stwierdziwszy (…) — Wcześniej i później zapisałaś tytuł książki kursywą. Musisz się zdecydować na jeden zapis ;)
    Piegowaci młodzieńcy zaśmiewali się z tylko sobie znanego żartu, a znajdująca obok nich starsza pani (…) — Brakło „się” po „znajdująca”.
    Australijka z ogromnym zdumieniem zapytała „Co pani powiedziała?” — Brakuje dwukropka.
    – Mamo, mamo, czy nasz samolot się teraz rozbije? – spytała z przestrachem matki ta sama dziewczynka (…) — „Matki” jest zbędne, bo wiadomo, kogo pyta.
    Alexis nie miała pojęcia, po co ktoś miałby je drukować, zwłaszcza, że nie były żadną reklamą (…) oraz (…) te zaś wydawały się nie mieć żadnego sensu, zwłaszcza, że nie było żadnego dowodu (…) — „Zwłaszcza że” jest konstrukcją bez przecinka.
    Wielu miłośników zjawisk paranormalnych uważało bowiem, że to na dnie tego okrzykniętego najniebezpieczniejszym rejonu świata leży zaginiona kraina — Rejonem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była człowiekiem twardo stąpającym po ziemi i choć nie dała wiary ani jednemu słowie o Atlantydzie (…) — Komu, czemu? Słowu.
      Tym razem ona również nie udzieliła jej odpowiedzi, zwłaszcza, że szarpnięcia (…) — Zwłaszcza że.
      Chwilę potem w jej ślad poszli wszyscy nieprzypięci pasami pasażerowie - ludźmi rzucało we wszystkie strony (…) — Półpauza zamiast dywizu.
      Pasażerowie, których wcześniej wyrzuciło z fotelów, teraz leżeli bezwładnie na ziemi, a niektórzy z nich byli zakrwawieni od obrażeń, których doznali — Z kogo, czego? Foteli. Hm, na ziemi? Powiedziałabym raczej, że na podłodze. Ostatnie dwa słowa są zbędne.
      Dwa siedzenia za nią nie było już nic, jedynie błękitno-różowe niebo, które z każdą sekundą coraz bardziej się oddalało - a może przybliżało — Półpauza zamiast dywizu.

      Powodzenia z rozdziałem 9! Mam nadzieję, że niedługo go dopieścisz i dodasz :]
      ~Hakurenio

      Usuń

Rozbitkowie